piątek, 27 kwietnia 2012

lawbreker - a jednak się złamałem...

Miałem nie pisać o plastikowych ludzikach na tym blogu.. ale się złamałem, jednak będę !! i kij wam w oko! to mój blog i będę na nim pisał co chcę ! ot co ! (zresztą jestem tak beznadziejnie nudny że powoli zaczeły mi się kończyć tematy :P )

szybki rzut okna na nową falę necronów:
Model cierpi na to co większość nowych modeli necronów ! na totalnie zbędnego kierowcę !! jest to totalnie z dupy i idiotyczne.. (patrz command barage also known as ryksza bojowa aka samochód flinstonów ) jakby tego triarch stalkera wykastrowac z pilota były całkiem oko, przypominał by inny  necroński model od FW - ślicznego Tomb Stlkera (dlaczego GW nie mogło pójść z armią w tą stronę :/ )

Wraith sa z dupy.. koniec kropka nic dodać. nie dość wielgachne i cięzko to schować to jeszcze modele fuj. Poprzednie wraithy były chyba najfajniejszym modelem w starej armi necronów, no kurwa.. popatrzcie tylko :
dla mnie zajebiaszcze.. no ale zmienił sie im troszku fluff i teraz to canoptek wraiths (czyli konstrukty pomocnicze a nie necroni ) więc modele też się designem zmieniły.. niestety :(
Tomb Blades
pomijając już taką idiotyczną kwestię jak motorki u necronów ( prawie tak durne jak pojazd u tyranidów :P ) to sam model jest słaby..Baran wspomniał że wyglądają trochę jak Mr.Garrison Gyrobike z SP ( ciekawe czy tak samo się to steruje :P ) i muszę się z nim zgodzić :D
i teraz pajonczek - Tomb Spyder
moim zdaniem jedyny sensowny model w tym releasie. Wygląda całkiem okej, znaczy mało.. żuczkowaty..ale nie szkodzi, grunt że jest w plastiku a nie w metalu ( czy o zgrozo w failcascie :/ )
model całkiem fajny a do do ego grywalny :)
2 nowi speciale.. Nemesor i Vargard. Kupa i jeszcze raz kupa.. nie różnią się niczym od pozostałych kupiatych speciali z tymi całym złotym porożem, frędzlami z chitynowych pancerzyków i bling blingiem niczym wiejski odpust. Vargard Obyrom jeszcze może ujdzie, ale sam model jest mocno nijaki :/
no dobra illuminor szeras jest nawet okej :)

tak jak nie lubiłem nowych necronów tak dalej ich nie lubię :P
jeszcze tylko kwestia ichniejszych latadeł .. jakie to duże będzie

co do plotek o nowym dexie CSM mam do powiedzenia tylko tyle:
zabierają dredy, lesser damony, greater demony (word bearers mówią papa), i spawny, kultowe jednostki tylko w elitach z opcją odblokowania w troops przez speciali, jakiś kurwa latający cyber smok flyer ( bo danie dreadclawa to za dużo ) który mnie totalnie nie przekonuje. Nie dadzą żadnych nowych speciali (co jest smutne bo CSM akurat na to zasługują ) i ogólnie dupa blada.
+ że ponoć znajdą się tam jakieś zasady do Renegatów i Heretyków ( kultyści w troopsach :D ) ciekawe czy będzie można złożyć armie TYLKO na tych szmatławcach.. bez ani jednego Power Armoura ( pewnie nie bo do chimer i lemanów dostepu nie będzie - czyli mało gwardyjscy będa ci renegaci  :( ) i będą pewnie w opcji retinue jak inquisitorial stormtroopers u GK.. no ale lepszy rydz niż chuj na dachu.
kiepsko widze te plany GW na 25lecie 40k.. spodziewałem się cycków, nowych dexów, przemocy, miliona nowych dodatków, autorgrafów, limitek i wielkiego festynu z piniatą i mega eventem (moze nowa kampania ?) a jakoś nieszczególnie duzo dostnaiemy teraz.. nowa edycja.. co i tak było wiadome i dex CSM.. plus w tym roku byli `croni.. 2 dexy na rok ? nędza nędzą pogania, vaginas vaginatum powiadam!!
a wszystko na pewno przez Tuska i przez tego chujowego lotra, jakby to olali od razu mieli by więcej czasu na "porządne" bitewniaki :P ( a prawa do lotra mogą odspzedać MCdonaldsowi.. będzie bilbo bagosz w happy mealu) czy marvelowi.. niech robi komiksy.. middle earth heros vs. marvel villains !!
dobra upuściłem żółci i popisałem pierdoły
do przyszłego tygodnia znowu będzie pusto...

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

DEAD ISLAND




Taka szybciutka mini recenzja DEAD ISLAND  (miałem już ją zrobić daaawno temu, ale liczyłem że zrobię to jak skończę grę, jednak złamałem się i recenzuje gierke przed jej skończeniem – wiem BLASPHEMY !!! )
Byłem dość napalony na giere , zwłaszcza po zobaczeniu wypaśnego trailera (tego puszczonego od tyłu z zombiakiem wskakującym przez okno i wstawiającym głową szybę :P ) NARESZCIE JAKIŚ ROZSĄDNY ZOMBIE SURVIVAL !! trochę mnie irytował w niektórych grach motyw pt. „ o kurde, inwazja zombie zaskoczyła mnie na urlopie – całe szczęście że nosze przy sobie pistolet z 50 nabojami,  karabin maszynowy ze sporym zapasem amunicji i kilka granatów, a w stołówce jest wyrzutnia rakiet. Tak naprawdę rozwiedzionym lekarzem i ojcem 2 uroczych dzieci jestem tylko hobbystycznie, zawsze po dyżurach jeżdżę na szkolenie systiemy, i na strzelnicę a weekendy spędzam nie z dziećmi ale na militray survivalu…
Tutaj liczyłem na coś innego..więcej zdrowego rozsądku i realizmu ( o ile można mówić o realizmie podczas zombie apokalipsy) No i jak się okazało DOSTAŁEM TO. !
Ale od początku
Gierka zastaje nas na ostrym kacu po imprezowym, na jakiejś tropikalnej wyspie Banoi, gdzie po przyjeździe nieźle zabalowaliśmy i budzimy się w pokoju.. chyba budzą nas krzyki.. czy coś takiego..
Potem następuje wybór postaci.. i zaczyna się tragedia.
Twórcy wspięli się na szczyt politycznej poprawności (no dobra może nie na szczyt, bo zabrakło mośka, ale na pewno są to wyżyny.. ) do wyboru 4 postacie:  murzyn (klikam next) murzynka ( next) azjatka ( NEXT) i białas (hmm.. okej..jaka specjalizacja ? rzucanie.. kurde trochę średnio, w głowie ciągle siedzi fallout gdzie throwing było chyba najbardziej idiotyczną i nieprzydatną umiejetnością :P .. klikam next.. NIE MA NEXT.. koniec !! KONIEC !! mamy jeden wybór postaci ( o ile jesteśmy Europejczykami) JEDEN !! i to z chujową umiejętnością…
I tak go wybrałem…
Sam początek bardzo okej.. naprawdę fajnie moim zdaniem oddali klimat kurortu turystycznego w którym zatrzymał się czas.. no .. temu czasowi ktoś wyjadł mózg i poszedł dalej.. porozrzucane bagaże, potłuczone szyby.. zostawione włączone  telewizory czy alarm w samochodzie.. i pusto. ( pusto do czasu spotkania pierwszego truposza ) no naprawdę klimat i całe otoczenie są dla mnie bardzo dużym plusem gierki.. Nawet później jak dostaniemy się do miasta ( slumsów) wszystko wygląda mega przekonywująco..  aż człowiek zaczyna sobie przypominać wszystkie wakacyjne wypady..
Co do samych zombie.. niestety.. sa to nowe zombie w stylu holywoodzkim  :( czyli biegają skaczą, krzycza drapią i wcale nie są zgniłe..tylko mają żyły na wierzchu i są ochlapane krwią. :/
Jeszcze raz.. ja jestem zwolennikiem klasycznych undeadów.. a najlepszym dla mnie undeadem był-jest CRYPTKEEPER z opowiści z krypty.. tak .. zasuszony szkielet !! to jest to !!  No nawet te od GW są dla mnie bardziej przekonywujące.. chociaż rozumiem że to kłuci się trochę z nowoczesnym konceptem. W sensie moje idealne zombie wychodzą z grobów, wstają z ziemi.. więc są zasuszonymi naciągniętymi szkieletami z długimi włosami (ew łyse) w totalnym stanie gnilnym. I postrzępionych garniakach bez pleców ( do trumien ubierają tylko przód – tył jest.. że tak powiem.. goły ) no bomba ! niestety w filmach jest to zajebiście rzadko spotykany model zombie.. w grach częściej ( ale tylko tych fantasy – zombie wskrzeszone mocą nekromancji ) w opcji wirusa ( Solanum V ) nie zabardzo mjaa czas żeby się zakopać rozłożyć i odkopać..wstają po paru godzinach/dniach.. dlatego  ROZUMIEM że w dead Island jest tak a nie inaczej.. zresztą, te biegające zombie to nawet nie zombie a dopiero zarażeni ludzie. Więc powiedzmy że jest okej. Na + że są w ciuchach turystycznych.. bermudy, klapki, koszula hawajska i pedałówka :D super truposz :P

Co Do samego motywy survivalu .. tu jest już moim zdaniem trochę gorzej..  w zasadzie niewiele jest samego survivalu.  Nie musisz jeść ani pić ( nawet w „głupim” stalkerze którzy był „zwykłym” FPS jest taka potrzeba) nie mówiąc o pójściu spać czy postawieniu klocka.  Napoje energetyczne są twoją apteczką.. ( dają więcej życia niż medic kit:P) więc automat z red bullem to lepsze niż szpital :P Bronie składają się głównie z pałek, kijów bejzbolowych, wioseł, nóg od krzesła, młotków, maczet, pogrzebaczy, wieszaków itp. Dla mnie na DUUŻY PLUS. Ma sens i jest przekonywujące.. no i strasznie jara zatłuc zombiaka tym co się akurat podniosło z ziemi/znalazło pod ręką.. i jest to np. wspomniane wiosło albo albo stojący wieszak :P  Na minus z kolei że bronie są generowane trochę jak w diabełku:
W diablo była chyba nieskończona ilość przedmiotów magicznych.. np. rękawice burzy ( obrażenia od elektryczności) doskonałe rękawice burzy ( jw. Ale więcej armour ) potężne rękawice burzy ( jw. Ale jeszcze więcej armour )
W DEAD ISLAND jest tak samo.. do tego przednioty mają swoje levele.. trochę to dziwne że np. wiosło 13 levelu jest 10x lepsze niż maczeta 3 levelu :P
Broń palną dostajemy dość późno..ale  jest.. w końcu się pojawia.. ale szału o dziwo nie robi..
Aha, pamiętacie jak na początku wspominałem wam o tym że rzucanie niby jest chujowe ? spodobało mi się :D broni strzeleckiej nie mam ( no.. na początku nie mam..a jak mam to i tak wolę oszczedzac ammo) a podchodzenia do zwary do zombiaków nie zawsze jest rozsądne.. dlatego stoję na dystans ( czasem na dachu :P ) i rzucam w nich jakimiś młotkami, nożami, kamieniami.. i tka zabijam.. dzięki temu że rzucanie to moja główna umiejętność mam specjalne bonusy do tego.. a to broń mi wróci do ręki (boomerang) a to większy zasięg rzutu, a to coś tam..

Gra posiada też drzewko rozwoju postaci.. ale same umiejętności wydały mi się dość nędzne.. no nie ma jakichś .. OMFG !! ALE OP !! MUSZE MIEĆ.. bardziej zastanawiam się.. co tu kurna wziąć .. wszystko się wydaje chujowe.. więc tak..levelujemy w grze.. ale jak dla mnie mogło by tego nie być..
Co do samej rozgrywki :
Tutaj zaczyna się największa bolączka DEAD ISLAND.
Gra jest po prostu mega wtórna i stosunkowo nużąca..
Fabuły praktycznie za grosz.. a jeżeli istnieje zupełnie nie porywa. Dziesiątki kretyńskich side questów (które każy prawdziwy gracz przecież wypełnia ) od takich bzdur jak :przynieś mi coś do picia/ idz oszukaj mojej córeczki/przynieś mi lekarstwa z mojego pokoju na 2 końcu wyspy/ idź i sprawdź czy X jest w Y (a na pewno jest) jak znajdziesz to zabij go/przynieś/przyprowadź..
Niektóre z nich się nie kończą.. jak pewne Rosjanka rozdająca diamenty za szampana..
Czasami miałem już dość..
I tez.. tak jak w diabełku mamy lochy i podziemia tak tutaj są hotele, parkingi i sklepy.. w podobnej wersji.. na końcu jest jakiś większy koksik i super przedmiot…
Ale NAJGORSZE w tym wszystkich jest odnawianie się/respawn zombiaków !! robią to nagminnie, bez przerwy i w tych samych miejscach… resp. Doprowadzony jest momentami do paranoi. Przykład: korytarz, na końcu zamknięty pokój, otwieramy go a tam zombie i apteczka. Zabijamy zombiaka i bierzemy apteczke.. idziemy dalej.. blablabla.. w drodze powrotnej wchodzimy do tego samego pokoju ( w którym po zabiciu zombie zamknęliśmy drzwi za sobą) A TAM CO ? zombie i apteczka !!
Strasznie to wkurwia..
Np. ide gdzieś na „questa” ubijam zombiaki na ulicy, wchodzę do centrum handlowego.. wykonuje tam jakiegoś questa.. ledo żywy wybiegam na ulice.. myśląc..no to teraz prosta i do „bazy” a gdzie tam.. po drodze wpadam na te same zombie które kilkanaście minut temu zabiłem !!
A już podczas opcji save/load to krew zalewa…
Np. wykonuje questa: jeżdżę  po mieście samochodem i zakręcam hydranty (zombie to żadna przeszkoda – biorę je na maskę ) no ale miałem z 10 hydrantów do zamknięcia.. w połowie stwierdziłem, luz skończę jutro.. i co ? po wczytaniu gry.. stan się „zresetował „ wprawdzie 5/10 hydrantów była zakręcona..ale wszystkie zombie znowu żyły .. a MÓJ SAMOCHÓD  zrespawnował się w swojej domyślnej lokacji czyli w bazie !! i nalge byłem z buta otoczony zombiakami !!  tak samo denerwujące jest to że zombiak się respawnuje z wbitą w siebie maczetą któ®ą w niego rzucaliśmy, zombiak wstaje..maczeta znika :/  no bzdury straszne.. Głupie jest też to że nie ma sensu jakiekolwiek kevelowanie.. bo przeciwnicy są zawsze na twoim levelu ( więc w sumie na chyba 50 leveli max .. to na 13 możesz „iść na bossa”  bo i tak boss będzie na 13 levelu..tka jak ty :P ) Sterowanie samochodem to tez porażka na całej linii.. gorzej niż w duke nukemie forever.. nie wiem od kiedy przy jeździe do tyłu samochód i tak robi metr do przodu a potem dopiero do tyłu.. tragedia !!   W sumie nie warto też się przejmować paskiem życia.. bo śmierć w tej grze pozbawia nas raptem jakiejś tam części kasy którą przy sobie mamy ( nie wiem 20% ? ) ale wystarczy że jesteśmy spłukani i mamy..jakby to powiedzieć nieśmiertelność.. nie ma ograniczonej ilości żyć.. powrotu do ostatniego sejwa.. nie wiem..osłabieanie przez 20 min. Po śmierci.. nie wstajemy i gramy :D nawet wielkie i twarde zombiaki ( jest ich taki jeden rodzaj ) zostają na takim poziomie życia do jakiego go dobiliśmy :P

Podsumowując
Gra moim zdaniem ma niesamowity potencjał, niestety sprawia wrażenie niedokończonej i robionej w pośpiechu.. parę rzeczy jest zrobionych dość po łebkach i nieprzemyślanych ( resp. Durne questy , mało samego survivalu ) może w co-opie grało by się fajniej. No ale ta gra ma też opcję single player.. więc jako taką to recenzuję..
Ciekawostka :  
Whiskey w tej grze nazywa się Tomas Sparrow Wrocławska :D


Jakoś tak swojsko się to kira..
No ale to jest dla mnie  miła sprawa..ALE NA  SKRZYDŁA SANGWINIUSA !! czemu alkohol automatycznie ekwipuje się jako broń.. np. masz maczetę.. klikniesz na butelke whiskey i to ją teraz trzymasz w reku, odkładając maczetę do inventory !! ile to razy wbiegłem na zombiaka żeby osuszyć mu przed nosem buteleczkę wrocławskiego łiskacza !!
Jakby ponaprawiali te wszystkie bzdury.. gra była by mega !! a tak ? jest po prostu dobra.. więcej niż średnia.. bo mimo wszystko fajnie się młóci te zombiaki.. ale wybitna nie jest..bo ileż można ubijac te zombie..  daje 7/10

 ps. z mini recenzji zrobiła się normalna recenzja, więc na koniec taka śmiesznostka  ( trochę stara i już lekko przysuszona.. ale musze o tym wspomieć :D 



i na koniec to co ostatnio daje: postanowiłem sobie odświeżyć w płytotece DEICIDE. 
cholera.. serpents of the light to chyba moja ulubiona ich płyta.. ten riff mnie rozpierdala !! :D

środa, 18 kwietnia 2012

Kącik Literacki


Literacki to za  duże słowo, brzmi to zbyt wyszukanie, zbyt pompatycznie i hipstersko, jakbym zaraz z jakimś paolo koelolo wyskoczył. Niestety, płytki ze mnie gość i książki też czytam płytkie :P (chociaż na tle innych Polaków dobrze że w ogóle czytam ).
Postanowiłem obejść zasadę nie pisania o plastikowych ludzikach, recenzując książkę o plastikowych ludzikach ( czyż to nie genialne obejście systemu który sam sobie narzuciłem :P ? ), mianowicie 

FALL OF DAMNOS.
Na książkę swego czasu byłem dość napalony, wiadomix, pierwsza książka traktująca o necronach (Dead man walking wyszło chyba trochę później jak mniemam.) Książkę postanowiłem przeczytać żeby sprawdzić czy została w moim czarnym sercu jeszcze jakaś odrobinka miłości dla tych blaszaków czy matt ward skutecznie mnie jej pozbawił. A nóż wrócił bym do nich? Bądź  co bądź moja pierwsza poważna ekipa :)
A teraz o samej książce:
Od razu na wstępie powiem: Moim zdaniem książka jest naprawdę średnia- medicore.
Nie wiem, możliwe że po cyklu Horus Heresy moja poprzeczka stoi wysoko, ale naprawę uważam że Fall of Damnos jest  średnie. W tej książce absolutnie nic się nie dzieje: czołgają się po śniegu, szczelają do `cronów, tarzają się po śniegu, rozwalają monolit, czołgają się po śniegu, szczelają do `cronów, tarzają się po śniegu, rozwalają monolit, umierają, czołgają się po śniegu, szczelają do `cronów, tarzają się po śniegu, rozwalają monolit, umierają, czołgają się po śniegu, szczelają do `cronów, tarzają się po śniegu, rozwalają monolit,   i tak do końca , poważnie!
Akcja zaczyna się tak,  że po zdesantowaniu się na powierzchnię planety ultramarines dzielą się na 2 grupy..Kapitan Cato Sicarius wali na miasto, a Varro Tigurius razem z kilkoma drużynami taktycznymi i ciężkiego wsparcia za cel obiera, wzgórze nieopodal miasta, ma zniszczyć znajdującą się tam nekrońską artylerie i p.lotki,  żeby pojazdy mogły zostać bezpiecznie przetransportowane na planetę, bo na razie tylko drop pody spadły. No to pomyślałem: spoko.. pewnie w 2..może 3 rozdziale przyleci Antaro Cronus i zrobi rozkurw z pokładu landka. Zaspoileruje teraz:  książka kończy się tym że ze przylatują SMowe pojazdy ! WTF ? wdrapanie się na wzgórze i rozwalenie paru pylonów zajęło ultrasom, najlepszym z najlepszych z 300 stron ? do tego ultramarines prezentują się wyjątkowo pierdołowato.. skala walki od najlepszych:

Górnicy
gwardziści(PDF tutaj nazwani Ark Guard)
ultrasi
kapitanowie ultrasów
Tigurius XD

Górnicy musieli bez przerwy ratować tyłki ultrasom, aż w końcu ultramarines wzięli ich ze sobą na akcje, żeby walczyli razem. Nawet była taka rozmowa:
smerf do górnika: WE ARE YOUR SAVIOOOORRR.
górnik: i don`t think so..  

Sami necroni..niestety zostali przedstawieni w wersji  nowocodexowej, w sensie.. dworskie intrygi, fochy, służący, spiski i knowania, plebejusze i szlachta. JANIE ! PRZYNIES MI MOJĄ KOSE I WYPROWADZ SKARABEUSZKA NA SPACER ! Mocno powiało Dumą i uprzedzeniem zmieszanym z Tomb Kings w kosmosie ( jak ktoś mi powie że necroni to TK w kosmosie to zabiję :P)
Ale jednostki mieli stare.
żeby nie było, jedyne co było całkiem okej w tej książce to fajnie oddane tarcia i napięcia w zakonie UM między sobą.. i rywalizacje o schedę po arcykatoflu calgarze.
Konkuruję ze sobą Duke Of Tallasar vel Cato Siccarius i kap. Agammen z 1komp.  który wysłał dreda z 1 kompani żeby patrzył Sicariusowi na ręce i o wszystkim meldował. Jak się nie sprawdzi  i da dupy na Damnos.. no to punkty lecą dla Agemmana.. i takie tam motywy.. ale tego było mało (zresztą potem i tak wszystko rozeszło się po kościach) ..ogólnie to tarzanie się po śniegu i sprzedawanie headshotów warriorom.. ew. rozwalanie monoli z meltabomb .. może nie było to takie słabe jak warriors of ultramar .. ale w sumie nijakie. Myślałem e ta książka wzbudzi we mnie jakąś iskierkę: że znowu zachęcę zbierać necronów.
Nie, efekt był odwrotny.. teraz już totalnie nie cierpię necronów.. i nawet ultrasów przestaje lubić :p za to zacząłem czytać książkę Fulgrim. Dopiero 40 stron a już wiem że ta książka będzie zajebista! Wielu ocenia ją jaką najlepszą z całego cyklu HH. No jeżeli po 1/10 całej książki jest już 10 razy lepsza niż Fall Of Damnos to wiem że coś się dzieje..
i jeszcze końcówka FoD taka.. typowa.. SMi myślą, że wygrali a okazało się ze to była tylko 1wsza warstwa necronów ( jak w cieście ) i są jeszcze pod tą planeta całe ich miliony a teraz to sią na razie dozorcy pobudzili i straż zewnętrzna
grobek odradza
5,5 może 6 / 10
Aha.. ale i tak jest lepsza niż ta żałosna seria o Duchach Gaunta :P (też ich kiedyś pojadę..ee..zrecenzuję  :P )


ps. Blog się odradza, teraz znowu będę pisał w miarę regularnie. Raz, dwa razy w tygodniu.
Następne będę 2 "growe" recenzję. Nie przegapcie :D

czwartek, 29 marca 2012

Life - out of order

W związku z tym że moje życie jest nieczynne blog automatycznie też takim się staje.
Ale niedługo (najprawdopodobniej na początku Kwietnia ) postaram się coś na to poradzić.

tym czasem kilka śmiechowych obrazków czyli to co lubicie najbardziej !



piątek, 10 lutego 2012

Obowiązki Wzywają: Nowożytne Działania Wojenne 2


Kolejna growa recenzja. Tym razem „sławetne” CALL OF DUTY: MODERN WARFARE2
Zainstalowałem tą gierkę mimo że poprzednia jej cześć należała do top 5 najgorszych gier w jakie kiedykolwiek grałem (ale z 2 strony 2 odsłona tego cyklu należała do top 5 najlepszych gier w jakie grałem, cóż za ironia) Zniechęcony MW1 ale rozpalony do białości peanami pochwalnymi na cześć gry w internecie postanowiłem się z nią zapoznać.
Od razu mówię to był błąd.. duży..ale całe szczęście krótki.
Na plus zaliczę to że gierka nie jest AŻ TAK GŁUPIA jak jej poprzednia część ( idiotycznej misji w Czarnobylu, i motywów tam zawartych nic nie przebije) Ma nawet jedną fajną misję ( ale o tym później )
Całość jest oskryptowaną do granic możliwości z durną jak szlag opowiastką ( przy tym holiłudzkie produkcyjniaki jak pociąg zagłady 4 czy Żołnierski Honor 2: misja eksterminacja to po prostu kurwa nie wiem.. głębokie wielowymiarowe kino ala Lynch Kubrick czy Coppola.
Nie wiem czemu ale czuje że niedługo wszystko sprowadzi się do gierek w stylu Mad Dogs MCree :P. interaktywny film ze szczelaniem do bandzioruff.
Bronie mnie w tej grze nie jarają, jako że nie jest to broń z 2 wojny światowej nie mam nad czym się spuszczać, jestem totalnie odporny na współczesne uzbrojenie ( no.. nie pod względem postrzału.. myśle że ten były jednak smiertelny) akcesoriami i bajerami też się nie jaram.. w ogóle odczuwam wrażenie że to gierka dla militarfagów i ASGciot.. którzy kupuja sobie nawet skarpetki kontraktowe i mają 5 par spodni woodlandu na zmianę ( tak jak niektórzy fani mają ciuchy iron maiden na każda porę roku :P )
Najgorsze jest to że faktycznie tak jak na filmikach z jewtube można przechodzić misje nie oddając nie jednego strzału ( mi się chyba tylko w 1 to udało, ale cześć misji przeszedłem tak.. np. do połowy biegnąc na pałę ) wystarczy biec przed siebie, komputer uzna że skoro się tu dostaliśmy to znaczy że zabiliśmy wszystkich i jesteśmy na tyle zajebiści żeby naszym taktycznym "geniuszostwem" ( CREEEEEDDDD !!! ) dostać się do tego miejsca, dlatego jak tylko znajdziemy się np. za okopem przeciwnika, wrogie od razu uciekają, albo momentalnie padają od kul naszych towarzyszy ( czego jeszcze 30 sekund temu nie chcieli zrobić ). Strasznie to jest dobijające i zabija spora część frajdy z gry.. plus to  że jeśli zrobisz coś nie tak jak chcieli twórcy to.. you`re fucked. ( miałem tak 2 razy..poszedłem w złą stronę I ZA CHOLERE NIE DAŁO SIĘ PRZEJŚĆ .. ginąłem od razu.. bach bach i już mnie nie ma.. a jakbym podchodził do tego miejsca ze strony która przewidzieli twórcy ? bez problemu.. kolbą normalnie ich wtedy kładłem.
Dla odmiany żeby już tak nie sączyć tego jadu wspomnę o plusach.. sa dla mnie 2
Grafika.. jest w porządku, bardzo spodobała mi się animacja/ animacja twarzy i jakość tekstur..
Misja „no russians” w której wpadamy na lotnisko udając Ruskiego terroryste który udaje Amerykanina i strzelamy do cywilów.. po prostu wow.. nawet postal nie dał mi tyle radochy co pare minut tej misji.. pare minut..bo potem wpadają bagiety i robi się już casualowo…No i w sumie inwazja Ruskich na USA jest nieźle pokazana..
Okej.. koniec plusów.. powrót do jechania po grze..
Konsolwie motywy, quick time eventy i tym podobne bzdury. Typu breach w drzwiach ( w tej grze nie naciskamy klamki, bo otwieranie drzwi klamką jest dla lamusów. BA , nawet wywarzenie z buta czy przestrzelanie zamka jest za mało militarfagowe więc pod większość drzwi podkłądamy kumulacyjny ładunek wybuchowy.. po rozpruciu drzwi z framuga nasza postać automatycnzie wpada do środka a mym mamy bullet time w zabijaniu Ziutków w środku.. idiotyczne.
Klikacze w stylu.. machaj myszką żeby się uwolnić.. klikaj szybko F żeby wciągnąć się na górę.. wchodzneie po stoku czekanami.. prawy klawisz lewy klawisz ( chociaż to jest akurat spoko ) czy wciskanie F żeby wyjąc sobie nóż z brzucha i cisnąć nim w arcyłotra.. tak nie przesłyszeliście się, poziom zdrowego rozsądku i realizmu w tej grze jest taki że film „Shoo`em up” ( przypominam to film w którym koleś psitoletem za pośrednictwem marchewki jak miał połamane palce ) to dokumenty i kroniki wojenne Wehrmachtu. Helikoptery w tej grze nie lądują, rozbijają się..ZAWSZE, ale spokojnie, to nie powód do paniki..wszak przeżywasz każda katastrofę.. a upadek śmigłowca to idealne przejście z jednej misji w drugą. Dalej.. jak chcesz kgoś zabić czy dokonać egzekucji nigdy nie strzelaj w głowę.. zawsze w brzuch, ew w nogi. Czy kulminacyjny motyw w którym to płynąć rozpędzonym pontonem ( ale takim z silniczkiem ) wprost na wodostpad, koleś na dziobie mówi coś w stylu „hold on” wyciąga snajperkę.. rozwala jednym strzałem śmigłowiec ( bo przecież, wystarczy strzelić we wlot paliwa no nie ? ) a potem już spadacie dalej.  Totalnie z pupy motywy.. takie że robisz wielkie WTF is THIS SHIT :/ 
Całe szczęście gra trwa tyle co długi film, czyli nie będziesz się z nią zbytnio męczyć…

jedyna fajna misja w tej grze.

idealna parodia CoD :D mistrzostwo !

poniedziałek, 6 lutego 2012

It's time to kick ass and chew bubble gum, and I am all out of gum.


Witajcie, dzisiaj przedstawię wam swoją recenzję gierki DUKE NUKEM FOREVER.
Gierka powstawała z 14 lat, pierwsze zajawki pojawiły się koło 97 były nawet screeny i ponoć demko ( w jakimś CDA ale pewien nie jestem ) no ale na pewno był filmik/gameplay z jakichś targów: 
 ( oto i dłuższa wersja tego co widziałem wtedy )

Duke z miską ( aha..dla nie wtajemniczonych, chodzi o missle laucher – wyrzutnie rakiet a nie balię z wodą :P ) poginał przez jakiś kanion, wtóruje mu laska imieniem Bombshell ( duke miał dupe, wow.. czyżby się ustatkował :P czy to po prostu koleżanka z pracy.. grunt ze była w typie pameli A / Angeliny J. z dawnych lat ) wszystko na silniczku Q2. Ale jak tylko pojawiło się więcej dużo lepszych gier na tym silniku twórcy scykorzyli że duke może nie mieć szans i wstrzymali produkcję.. potem były próby na silniku UT.. i finał ten sam.. potem jeszcze chyba coś.. potem ( a w zasadzie kilka lat temu ) pojawił się srogi trailerek że nagle łup, bęc ni z gruchy z ni z Pietruchy Książe wraca ! filmik naprawdę robił wrażenie, oto i on:

( myślę że jakby go wtedy wydali miałby szanse na sukces ).
Koniec końców wyszedł w zeszłym roku. Opłacało się czekać ?
I tak i nie..

Z jednej strony jest megaoldskulowym shooterem niczym z przed dekady dostaraczającym w tej oldskulowości sporo frajdy a z drugiej strony ma masę niedoróbek i wygląda jakby był robiony trochę na kolania ( po 14 latach WTF ? )
Zacznę od wrażeń audiowizualnych.
Grafa moim zdaniem jest w porządku, nie jestem jakimś HD zjebem dla którego grafa jest najważniejsza, ale też nie przeginam w 2 stronę ( jakos w undying niestety nie miałbym możliwości sobie już pograc.. grafa już nie taka ) wszystko wygląda bardzo dobrze, nie ma jakichś wodotryskó1) ale jest solidnie. Ludzie czepiali się, ogólnie nędznych textur i kiepskiej rozdzielczości, ale ja jakoś tego nie zauważyłem. Odczułem natomiast że fizyka mogła by być ciutkę lepsza ( może i jestem spaczony po crysisie/half lifie 2 ..ale nic na to nie poradzę )
Dźwięk jest na najwyższym poziomie, main theme z duke nukem to jeden z najlepszych kawałków muzycznych z gier komputerowych w ogóle ( a już w wykonaniu MEGADETH to na pewno ;) ) do tego głos diuka który powinien być nowym cyber-lektorem zamiast Iwony! Do tego teksty Duka które nic nie straciły na swojej magii. Zajebistość sączy się z głośników.
Gameplay i ska.
Gierka w ogólnej koncepcji jak już wspomniałem jest mega oldskulowym shooterem, żadnego kizi mizi tylko czysta niczym nie skrepowana ( prawami fizyki tez nie ) akcja ! To nie jest durne CoD silące się na realzim, to Duke który wypadając z najwyższego piętra wieżowca strzela z podwójnej wyrzutni rakiet ( ktoś pamięta destroyera z jedynki ? ) do kosmitów, spada na jednego z nich, ląduje na nim, kopie go w jaja i biegnie dalej, dorzucając w międzyczasie mięsne gadki.. to jest właśnie KSIĄZĘ.  Jak jestem przy tym klimacie to najpierw zacznę od plusów.
1.       Wspomniana oldskulowość, to jest właśnie gierka do piwa i czipsów na wieczór, usiąść samemu/ze znajomymi pograć pośmiać się.. nadaje się do tego idealnie. Żadnej napinki, w swoim obyciu przypomina postala 2. Oczywiście mniej ..makabrycznego, w DNF sikać możemy tylko do pisuaru/muszli, NIE DA SIĘ GASIĆ trupów dzieci struga moczu(patrz postal2) chociaż ogólny zakręcony feeling też jest odczuwalny.
2.       Ciekawe lokacje i plansze i motywy. Bieganie zmniejszonym Księciem po kuchni zalanej kuchni, która jest pod prądem. Musimy skakać po hamburgerach ( żeby nie dotknąć rozżarzonej patelni) wdrapywać się po rondlach, czogłać w szufladach i chować za solniczkami ( kosmici też są zmniejszeni) no mega pomysł, taki KING SIZE trochę. Są tez jazdy samochodem ( zarówno małym zabawkowym jaki i wielkim monster truckiem) jest misja w salonie rozkoszy duke`a ( Duke titty city, po wydarzeniach z 1wszej części Książe jest największym celebryta na świecie ) w której musimy dostarczyć lachonowi popcorn, wibrator i prezerwatywę .. po prostu WOW.. oczywiście misja kończy się inaczej.. ale to już nie będę spoilerował. Jest podpisywanie autografów, ( autentyczne kreślenie kursorem, mój Duke podpisuje się trzema różowymi swastykami ).
-Patent z poziomem EGO zamiast paska życia, jak dla mnie STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ ! nie ma nic bardziej pasującego do Duke`a. podrepwerować zdrowie możemy nie apteczkami, ale podbudowując swoje ego. A to popatrzymy w lustro ( Damn, I`m looking good ) a to pooglądamy pisemko z gołymi babami, a to wykończymy przeciwnika popisowa egzekucją, a to rzucimy papierowy samolocik.. no i wiadomo, tak jak z 1wszej części można się odlać ( aaa..much better).
-Ciekawe lokacje, mamy Las Vegas, statek obcych, dziki zachód, tamę Hoovera, rezydencję Duke`a i stadion.. no fajne lokalizację.. zróżnicowane i ciekawe.
-Minigierki, jest ich sporo, pinbal, cymbergaj itp. Fajna ciekawostka.
- TEKSTY DUKA I MOTYWY W GRZE, sporo fajnych aluzji, dowcipów, nawiązań dzięki którym można się pośmiać.. a to numery z LOST`a w kasynie, a to aluzje do team america ( AMERICA ..FUCK YEA !! ) a to do super mario bros .. a to szowinistyczne teksty duke`a i klepanie kosmicznych.. „jaj” po cyckach.. no sporo tego i to właśnie one tworzą niesamowitą atmosferę gry !

3.       Sentyment !! w końcu to nie byle co.. to nie jakiś bubek z konsolowej szmiry, to nie jakiś one hit Wonder czy zipek z chińskiej bajki.. to DUKE !! LEGENDARNY DUKE NUKEM !! to tak jak nowa część dooma.. czy jakby zrobili.. no nie wiem.. brak porównania :P  ale DN3D był grą przy której spędziłem bardzo dużo miłych chwil.. w ogóle strasznie się nią zagrywałem i strasznie się nią jarałem. Sentyment pozostał, zwłaszcza że zachowali grę w podobnym klimacie ( a nie jak z dooma sieczki zrobili dooma survival horror.. co nie znacyz że to źle nowy doom tez mi się podoba..ale to co innego )

Teraz przejdę do minusów.

1.       Niestety, gierka mimo oldskulowości nie potrafiła zachować się w niej do końca, i pełno tutaj konsolowych motywów ( a to jakieś quick time eventy..a to „wciskaj szybko klawisz F żeby się uwolnić” tylko autosave i brak własnego save`a. Do tego gierka trzyma wymogi rynku i jest obleśnie krótka. Stary duke miał 28 DUUUŻYCH misji ( pamiętacie ? kiedyś w grze pod TABem była MAPA !! tak..MAPA była potrzebna kiedyś w grach. Obecnie idziemy jak po sznurku z punku A do B .. ja już nauczyłem się mając 3 drzwi do wyboru iść tylko do środkowych bo wiem że w tych po prawej i lewej nic nie ma ) obecny ma 23 bardzo krótkie plansze. Przejście go to jakieś 6 godzin.. z czasem na zabawę.. trochę tak.. niedosyt czuć.
2.       Fajnie że są samochody i pojazdy i sterowanie nimi, ale ich fizyka pozostawia wiele do życzenia* (* czytaj. To jest totalna MASAKRA ! ) sa nadzwrotne i nie wpadają w poślizg trzymając się podłoża jak tramwaj… bardzo dziwnie się czymś takim steruje.. a na dodatek ten.. pełnowymiarowy pojazd zamiast ręcznego ma włączenie napędu na 4 koła..czyli naciskając spację obraca się w miejscu jak czołg… strasznie się tym jeździ..dlatego misje na autostradzie i w hallu kasyna ( zabawkowy samochodzik ) były najbardziej frustrujące :/
3.       Mega rozwałka i old skulowy Duke ale możemy mieć tylko 2 bronie.. 2 BRONIE ? WTF ?? sirjysli ? w DNF ? 2 bronie ? rozumiem z jakichś CoDach..ale w DNF ? bez jajj.. to przeczy idei tej gry! (ps. Ponoć najnowszy patch to zmienia więc nie sugerujcie się tym minusem aż tak bardzo )
4.        Nie jestem pewien czy pasek zdrowia ala CALL your`e hit, take cover ! OF DUTY pasuje tej grze…
5.       Liniowość i oskryptowanie.. ale to chyba jak w każdej grze obecnie.. chociaż nie jest to AŻ TAK denerwujące.. mi, jak się o tym nie myśli, nie przeszkadzało.

Werdykt ?
Rewolucji nie ma, ale jest kawał solidnego shootera z Księciem w roli głównej.
Niesie to nadzieję na następne gry z legendą gier PC w roli głównej.

Ocena 7/10

Jeżeli jesteś nowociotą i nie grałeś w starego Duke Nukem 3D kiedy był na niego czas -odejmij sobie od oceny 1 oczko.  A może i nawet 2 jak jesteś CallOfDutyFag`iem i jarasz się najnowszymi modelami jakichś giwer z których i tak w życiu nie postrzelasz…

Jeśli masz ochotę na odsterowywująca rozrywkę przy piwie i chrupkach zapraszam a masz w alternatywię drętwą impreze wybierz DUKE`A. Jeżeli jest szansa że na tej imprezie będą samice.. wybierz impreze.

HAIL TO THE KING BABY !!
Pozdrowienia z piwnicy !