wtorek, 19 kwietnia 2016

WZR event

Siema


sorry za zwłoki (zwłokę ? to taka liczba poj. rodzaj żęński od zwłok ? ) w pisaniu postów ale mam ostatnio mało czasu (niestety, doba za krótka, nie sądziłem że to powiem, ale to bardziej kwestia organizacji sobie czasu i sumiennego zarządzania nim a nie rozciągania jak gumę. Plus bardziej życiowe i poważne problemy, mam kłopot z internetem. Oczywiście jak oldsukowo internet po kablu, kabel szlag trafił, a jest puszczony wąską dziurką przez 2 piętra, i teraz wyjąć nie wyjmę nowego nie włożę, a po schodach nie puszczę, dramat! łącznie się jakoś pokracznie przez wifi z komórki które łapie na 1 kreskę (czyli glorię mogę nawiedzać ale już japońskiego pornusa nie włącze :( )

Tak czy siak, w ostatnią niedzielę odbył się event WARZONE: RESSURECTION:
Graliśmy na 2 stołach na których były 3 space hulki (na bogato!) które udawały stację kosmiczną. W sumie spoko pomysł, wąsko i klaustrofobicznie :)
Problem polegał na tym że niektórym ciężko było się wydostać z lokacji startowych (np, tym wolniejszym stroną konfliktu - jak Legion Ciemności, nieumarli legioniści ruszają się tylko 4 cale i nie mogą biegać, zajebiście, jutro może gdzieś dojdę :/ ) no ale ciężko było na to coś poradzić, nie organizatora wina że moje cyber zombie są takie wolne :( 
Do tego każdy gracz miał jakieś tajne zadania, które były bardzo fajnym pomysłem. Zadania często były sprzeczne i tak żeby wprowadzić jak najwięcej "mieszania się ze sobą" Do tego fajna zasada że gracze nie mogą się naradzać dopóki nie będą 12" od siebie swoimi modelami ( zasięg krzyku :P) a nie że na początku gry już się wrogie korporacje dogadują, "spoko przemo to ja bede z tobo okej ?" super sprawa !
Nie do końca podobało mi się odzwierciedlenie rozszczelnienia kadłubu stacji, pomysł logiczny ale moim zdaniem lepiej żeby zabierało obrażenia (np. od gazu - wprawdzie próżnia to brak gazu, no ale najbliżej zasadowo zbliżone) a nie obniżało akcję do 1 na modelu. w taki sposób ja przez 3 godziny modelami z lokacji startowej wyszedłem na korytarz przed zielonym pomieszczeniem, MASAKRA ! :/
Za to fajnie było ruszyć swoje modele, dawno nie ruszane. Wstyd trochę że nie malowane, ale Alek mnie srogo zainspirował swoimi kilkoma fajnie zrobionymi bandami. Czas się za nie zabrać !
Powalczyłem też pierwszy raz swoim Pretoriańskim Behemotem, nie żebym to ogarnął jakoś szczególnie bo zasady znam z plotek a i rzuty nie były zbyt udane, więcej zrobił ten mały chochlik :/ ( ale podobno na tym to polega :P ) tak czy siak, ponoć jest mocny jak się zna zasady :P

Nie sądziliśmy że pojawi się aż tylu graczy, za co wszystkim dziękujemy, ja byłem przekonany że będzie 8 osób ( no z górką 8 osób ) a było chyba 11 ? przez co czekało się trochę na swoją turę, a wybieranie inicjatywy było równie łatwe jak drafting w BLOOD RAGE (odsyłam do poprzedniego posta:P)
Fanie że pojawił się nowe twarze, niektóre mam nadzieję będa się pojawiać częściej, a niektóre mam nadzieję że nie :/  No specyficzna ekipa. Od retrogamerów po urodzonych PGowców na funowym evencie.
Mi to jakoś szczególnie nie przeszkadzało, no i podchodziłem na mega lajcie (grałem w tą grę 2 raz w życiu, dalej nie znając zasad itp, dzięki temu miło że niektórzy dawali mi trochę fory i podpowiadali, za co pozdrawiam gracza po mojej prawej który sklepał mojego Goliata :P ) no fakt, lepsi gracze powodują że i ty musisz stać się lepszy! normalna kolej rzeczy, byle by tylko atmosfery spinatorstwa nie wprowadzali i znowu kłócenia się o zasady, kurwa to tylko gra, poza tym to funowy event a nie turniej mistrzostwa polski. To jest właśnie to co mnie zawsze doprowadza do totalnego rozpierdolenia :/
Przez chwilę myślałem że WZR (Warzone) jest wolny od tego co nęka Wh40k (Warhammer 40.k) no ale nie, nie ma gry idealnej, w każdej są niejasności i nieścisłości w zasadach, czasami większe czy to mniejsze, ale w każdej którą znam:
O młotkach się nie będę wypowiadał, bo sprawa jest znana.
Ogniem i Mieczem ponoć cierpi trochę na dowolność interpretacji  zasad, i też są spiny
Flames of War...wystarczy przopomnnieć sobię akcję "antypolską" na ETC :P
Warzone, no okazało się że też są babole (np. zasady granatów są idiotycznie napisane)

więc nie ma tak różowo, trzeba wybrać mniejsze zło.
To samo z balansem, jasne że 40k nic nie pobije (pozdrawiam graczy CSM :P ) no ale momentami też lekko nie jest, ale dowiedziałem się że Legion jest mocny, to reszta mnie już wali :P

A po tym wszystkim ? fajnie było sobie pokulać kostkami w dużym gronie, w klubie, odświeżyć grę w którą nie grałem chyba ze 3 lata jak nie więcej, i przypomnieć sobie że jest naprawdę fajna :D i chyba będę musiał częściej ją wyciągać, bo zasady naprawdę mi się spodobały, k20, mechanika kart, wszystko jest spoko !
szkodą tylko że PRODOS (wydawca) tak zjebał tak swego czasu sprawę, przez co baaardzo dużo graczy odwróciło się od WZR, ale może jeszcze jest szansa ? było by ironiczne jakby gra umarła po raz.. czwarty ? (no jak dobrze liczę to tak, jak nie piąty licząc planszówkę :P)

Więc czuje się nakręcony na WARZONE :)

wtorek, 5 kwietnia 2016

BLOOD RAGE

Sława o/
Dzisiaj opiszę wrażenie z sobotniej gry w BLOOD RAGE.
Dla tych co nie lubią dużo czytać mały spoiler: gra jest zajebista :D

ale do rzeczy. Grę zaprojektował pan Eric Lang który też jak sprawdziłem był autorem "Chaos in the Old World"  i na pewno często będę używał analogii do tej gry, bo obie są bardzo podobne (co dla mnie jest mega plusem bo Chaos w Starym Świecie jest jedną z lepszych planszówek w jakie grałem :D) wprawdzie chaos wydał FFG a Blood Rage wspierał CMON, uzbierano hajs na kickstarterze a wydała to nie znana mi firma guillotine games.

Zacznę od tego co się najbardziej rzuca w oczy czyli oprawy wizualnej. Dla mnie jest kapitalna. Wszystko! Od wyglądu modeli, przez ilustracje ( za którymi stał znany wam pewnie Adrian Smith który popełnił najlepsze arhammerowe arty ever! zaraz obok W. Englanda i J.Blanche. Więc domyślcie się że jest to poziom tip top. Orgazm dla oczu!) stylistykę i cały feeling ( jedyną rzeczą lepszą od Aryjskiej Mitologii są tylko cycki i piwo, na dobrą sprawę i piwo jest (no dobra miód) i cycki na roznegliżowanych paniach. (no niestety, jest to czego nie lubię czyli "boobie armor" ale akurat w tej basniowej stylistyce to się broni) a na wyglądzie modeli skończywszy.  Przy modelach zatrzymam się chwile, no po prostu popatrzcie na nie !!:
no dobra może moje zdjęcie nie jest najpiękniejsze no ale to ?:

No po prostu urywają mosznę przy samej głowie ! ilość detali, dbałość o proporcję i szczegóły, koncepcja, wszystko jest super. GW mogło by się uczyć od nich robić modele w nordyckich klimatach, serio, mają na sobie pełno ozdób i zawieszek a mimo to wyglądają wiarygodnie i nie tak obsrani jak choinka "space wolves" od GW. Dla mnie niebo a ziemia. Jedyne co trochę odstaje to nijaki potwór morski i jeden olbrzym z mieczem który wygląda trochę indiańsko i średnio tam siedzi. Ale reszta jak mówiłem super. A przypominam że to planszówka więc równie dobrze mogła mieć znaczniki czy tekturowe wydruki ala magia i miecz.

No to po tym jak nasze oczy doszły, wycierami spermo łzy w chusteczkę i przystepujemy do grania.
Na początku najtrudniejsza część czyli tzw. drafting. Nie sądziłem że dobieranie kart może być takie trudne :P Każdy gracz bierze 7 kar, zostawia sobie jedną i podaje reszte osobie po lewej i tak dalej i tak dalej dopóki wszyscy nie zostaną z 7mioma czy tam 6ścioma. Ja pierdole co za sceny odchodziły, ktoś zrobił za szybko i ktoś miał 2 kupki albo i 3. Potem przy doliczaniu ktoś miał 11 kat a kto inny 4, ktoś nie dostał a ktoś dostał za dużo. Masakra, potem ustaliliśmy że jak każdy wybierze sobie kartę którą chce zostawić podnosi rękę do góry i na raz dwa trzy podajemy, żeby się kwasy nie robiły. Zadziałało ale trzeba było pilnować porządku jak żandarm.
No ale poza tym mózgowym pierdnięciem reszta jest dość prosta (ale z serii easy to learn hard to master) i baaardzo zbliżona do chaosu. Tylko że każdy jest na każdego. Ogólnie mamy mapę fikcyjnego świata, z prowincjami, fiordami i środkowym regionem gdzie rośnie Yggdrasil (od razu skojarzenia z ENSLAVED : https://www.youtube.com/watch?v=jw8GSeas3s0  :)) I trzeba plądrować, łupić, gwałcić i mordować byle by być najbardziej okrytym chwałą wojownikiem jak przyjdzie czas zmierzchu Bogów i nadejdzie koniec świata.

Każdy z graczy wybiera jakiś klan, klan wilka, niedźwiedzia, kruka, żmii i bawołu. Niczym się nie różnią poza wyglądem modeli. Do wyboru niczym w chaosie mamy kilka rodzajó jednostek. Mamy przywódcę klanu ( z siłą ataku 3) drakkar z siłą 2 (ale może stać tylko tam gdzie są fiordy) i zwykłych wojowników z siłą 1. Wszystko kosztuje nas punkty gniewu (rage) działające tak jak moc w chaosie.
Na kartach możemy mieć przywołania stworów (które walczą po naszej stronie, a to trole, a to krasnoludy, a to olbrzymy, a to morski potwór już wspomniany. itp. Każdy ze stworów ma swoje własne zasady opisane na karcie.
Możemy na też zastać na tych kartach ulepszenia, czy to całego klanu czy np. tylko wojowników (analogicznie jak ulepszenia z chaosu) mogą też być karty walki ( o tym potem) czy misje, którą sami sobie zlecamy i wykonujemy, tylko że są zakryte i dopiero pod koniec tury pokazujemy jaki mielismy cel.

Walka, ta zdecydowanie różni się od chaosowej, tam mielismy kości tutaj mamy siłę modeli. (każdy ma jedno żyćko więc siła równa się no ilości ran jakie zadamy ) dzieje się to wszystko równocześnie, do tego trzeba rzucić jakąś kartę walki którą odsłaniamy równocześnie (jak nie masz karty walki akurat to blefujesz i rzucasz np. misje czy ulepszenie, liczy się za 0 ale rzucić musisz ) i mamy tam takie karty jak np. Odins Might (+3 do siły) Thors Hammer (+1 do siły ale karta przeciwnika się nie lczy) są też karty Lokiego które nieźle mącą (np. możemy podmienić naszą kartę, albo położyć po tym jak położy przeciwnik, albo że to przegrany dostaje wygraną za walkę itp.)  No własnie wygraną.
Na karcie klanu mamy 3 wskaźniki. Gniew ( czyli to ile początkowo możemy mieć pkt RAGE na wydanie, od 8 do chyba 12 max) Topory (czyli ile dostajemy pkt. chwały za każdą wygraną) i Rogi (czyli ile max, modeli może być na stole)
Wygrać w przeciwieństwie do chaosu można tylko na jeden sposób. Czyli glory track, dookoła jest kolejka i ten kto na koniec gry ma najwięcej ten wygrywa.
Teraz dochodza smaczki.  Gra trwa 3 tury, a tura trwa dopóki wszyscy się nie wypstrykają z mocy, tak samo jak w chaosie. Graliśmy 4 godziny, ale na 6ściu i było sporo przestojów. Myślę że ogarnięta ekipa w 2h się zmieści. Ale miało być o smaczkach, właśnie, np. to że co turę jeden region zostaje zniszczony, bo nadchodzi Ragnarok. i już nie można tam iść. Albo to że po śmierci wojownicy odchodza do Valhalli, (po końcu tury wracają do nas spowrotem, ale już na koniec gry nie) i sporo wokół tego jest zbudowane, np. mamy misję że za każdego wojownika który nam zginął dostajemy 2 pkt chwały ( a ja w pierwszej turze zdupiłem na maxa, wszyscy umarli prawie) no ale miałem takiego questa, a potem jeszcze dostałem upgrade, "Tron Odyna" że za każde zadanie chwałę zdobywam podwójnie. i nagle jeb odstawiłem ich i zgarnąłem chyba z 20 pkt chwały za to że umarłem. No właśnie, taką taktykę też można przyjąć. Można pchać się do każdej bitwy, niezależnie czy wygrany czy przegrany zawsze poleje się krew. Może pchać się na bohaterską śmierć i zbierać pkt za Walhallę, można deptać przeciników potężnymi stworami i nie pozwolić im urosnąć w siłę a można plądrować miasto po mieście i zbierać łupy, samemu wtedy będąc bardzo potężnym.
No naprawdę sposobów i możliwości jest bardzo wiele.


Graliśmy też chyba z wszystkimi dodatkami, jeden wprowadzał mistyków (ale nikt ich nie brał bo trzeba było mieć do nich kartę ulepszenia, co było bez sensu bo lepiej było mieć na ręku jakąś srogą kartę walki (np. +6 ) albo dobre ulepszenie klanu czy chociaż fajną misję (właśnie tą z Valhallą)
W innym dodatku byli też Bogowie, którzy pojawiali się w niektórych regionach i zmieniali tam zasady gry ( w końcu są BOGAMI) Np. Tam gdzie był Loki to przegrany zyskiwał łupy za plądrowanie a tam gdzie była Freya nikt nie umierał. ( co było bardzo dokuczliwe, bo niektórzy chcieli zginąć )

Minusem może być to że jest ograniczona ilość pól na które można stanąć, to znaczy że w jednym regionie może być 5 modeli a w innym tylko 3. Przy 6 graczach było to dość uciążliwe, że np. nie miałeś gdzie się wystawić, a nie ma tutaj kart w stylu chaosu (które bezpośrednio atakują wroga czy potrafią zamotać mimo że nie ma cię na planszy) drugim minusem jest ten limit modeli które możesz wystawić w zależnie od ilości rogów, trochę naciągane, lepiej było by móc wrzucić od razu wszystko. I tak nie jest to takie łatwie bo musisz mieć a) miejsce b) gniew c) modele. No ale to drobnostki przy całym funie jaki oferuje gra.

Dla mnie 9 czaszek na 10.




i jeszcze do posłuchania:

riff z 1:42 jest zajebisty ):-=D





sobota, 2 kwietnia 2016

Reaper of Souls

Siemka
dzisiaj drobne dokończenie poprzedniego posta.
Jako że skończyłem też już dodatek do diablo "czy" czyli żniwiarz dusz, chce się podzielić swoim zdaniem.
Dodatek przenosi nas do marchii zachodniej czyli na zachód od zapadłych wsi tristram i bramwell no po prostu z marchii C do marchii A. Proste :P jest wielkomiejsko, przez jakiś czas.
Fabułka dużo fajniejsza i lepiej poprowadzona niż w jedynce, jak już wspomniałem gruba stara baba zaczyna być ważną postacią (jebać doskonałość :P) jest cięższa, mroczniejsza i bardziej dojrzalsza, oczywiście w niewielkim odchyleniu, to ciągle gra blizarda i nie będzie gwałtów i podrzynania gardeł dzieciom ALE jest zdecydowanie lepiej niż podstawka w tej materii. nawet dzienniki znalezione w różnych lokacjach czyta się jakby lepiej.
Do tego mega plus za to że pojawia się moja ukochana postać ze świata Sanktuarium czyli nekromanta Zayl i jego ożywiony przyjaciel Humbart Wessel (swoją drogą nie brzmi wam to trochę jak Horst Wessel ? czyżby uktyra opcja niemiecka :P) wprawdzie tylko na chwilkę i zamieniasz z nim dwa zdania, ale moje czarne serduszko i tak już urosło <3 Dla chcącym się z nim zapoznać polecę drugi raz książkę

W ogóle walka z aniołem śmierci jest całkiem niezła, wszystkie uwięzione dusze, kurcze no w podstawce takiego grimdarq nie było...
Lokacje fajne, stosy trupów na wybrukowanych kostką ulicach (zwłaszcza katedra pełna ciał wygląda fajnie) potem też jest okej, bagna wprawdzie jakoś szału nie robią ale walka na taranie rozwalającym fortecę pandemonium robi wrażenie.
Kurczę no jakby podstawka była taka fajna jak dodatek było by naprawdę spoko!
ale nie jest :(

Zauważyłem też że dodali sporo fajnego contentu po endgame`owego (choćby w porównaniu z diablo 2) duży ukłon dla graczy żeby nie przechodzili po 5 razy tego samego, szczeliny nefalemów, specjalne misje, dodatkowe questy, ranking, no naprawdę fajnie, chyba w tej koncepcji gry wydusili wszystko co się da z takiego czegoś, na plus :)

Dzisiaj wieczorem umówiłem się na granie w planszówkę BLOOD RAGE
troszkę się jaram i na pewno napiszę czy gra jest "elo" czy "chapie dzidę"
i do posłuchania piosenka która mi chodzi chyba cały tydzien po głowie:
Slayer rządzi i sądzi \m/

poniedziałek, 28 marca 2016

Diablo 3

Dziś postaram się opisać swoje wrażenie po przegraniu prawie 17h w diabolo 3.
Cholernie ciężko mi pisać o tej grze, chociażby ze względu na to jakie kontrowersje ze sobą niesie, ale też jakie dziedzictwo spoczywa na jej barkach.


W takiej koszulce wszedł odpowiedzialny za prezentacje diablo 3. Żeby zagrać na nosie fanom psioczącym na zbytnią cukierkowość gry


Naprawdę diablo 3 ma całą gamę ogromniastych minusów. Wspomniana cukierkowa grafika, uproszczona, forma, brak nekromanty, brak drzewka rozwoju, no w ogóle nie jest progresem w stosunku do poprzedniej części. Tak jakby żywcem ją wyjęto z początku XXI wieku (2001-2005 ?)
Ale to wszystko rozbija się o jedno:
niestety ale ZAJEBIŚCIE się w to ciupie
(niestety, bo gdyby nie to byłbym klasycznym hejterem.)
te 16 godzin wessało mnie jak Draigo kreskę warp dustu

Oczywiście że grafika nie poraża, ale jest miłą dla oka i cieszy. Ja nie widzę aż tak bardzo tej cukierkowatości, wiele poprawili od czasu premiery, no może drażni to że u Blizzarda kolor szatana to purpura/fiolet (widać to też mocno w serii warcraft) bo przecież czerń czy czerwony wyglądał by brzydko :P
Denerwująca jest tez architektura użytkowa, w sensie ludzkie domki, zwłaszcza w 1wszym akcie, są takie nierówno, powykręcane i koślawe niczym chatki z Warcraft 3 (takie kulfony zamiast okien na ten przykład) Ale to czepianie się.
Co do mrocznych ruin słowa złego nie powiem, wyglądają bardzo okej.
Podoba mi się głębia w lochach i w planszach w ogóle, widać co dzieje się daleko w dole, czy to podczas oblężenia twierdzy czy to w sercu piekieł, czy w pałacu Kaledum. Fajnie że tez się ją wykorzystuje, widac jak z tunelu wchodzą po ścianach wrogowie, jak wspinają się po murach. Super.
W ogóle różnorodność loszków jest fajna, od zatęchłych piwnic czy zbiorowych mogił (serio) po krypty, podziemia, jaskinie, pieczary, kanały, no multum, a wszyskto wygląda zupełnie inaczej i każdy klimat lochu ma swoją specyficzną otoczkę.
Jasne grafa mogła by być lepsza, ale w całokształcie jest okej.
Muzyka niestety nie robi wrażenia, przemyka się po głośnikach i plącze niczym słuchawki od iphona modnym brodaczom. A szkoda bo muzyka w D1, a nawet w D2 to było wielkie coś. Tutaj tego nie czuć. Ale AŻ tak bardzo nie wkurwia. 

Brak drzewka, tylko kilka umiejętności na krzyż i ogólny regres ?
Teoretycznie tak, a w praktyce nie do końca, po prostu zmienili formułę gry. 
Z klasycznej ścieżki rozwoju, trzy drzewka i klepanie leveli umiejętności, zrobili coś bardziej guild wars. 
To znaczy, jest 6 głównych umiejętności:
atak lewym klawiszem myszki, tak zwany "zwykły"
atak prawym klawiszem, "specialny"
i po cztery umiejętności odpalane z klawiatury. 
 przykładowe drzewko

 A tutaj jak wygląda to po wejściu w daną umiejętność

Czyli niby mało a jak widzicie robi się z tego sporo opcji, po prostu zostało to inaczej rozprowadzone. 
W każdym prostokąciku mamy od 3 do 5 umiejętności które wybieramy a każda z nich ma opcję pięciu różnych run którymi możemy daną umiejętność zmienić/wzmocnić. Przykładowo u łowcy demonów (którym gram) pod "zwykłym" atakiem mamy strzał przebijający, rzut granatami, strzał w trzy cele na raz (taki trochę shotgun, nawet dźwięk podobny :P ) bolas i strzał spowalniający. No i każdy z nich może być zmieniony runą i tak strzał spowalniający może dodatkowo zamrażać wrogów, może spowalniać kilku na raz, może robić coś tam innego nie wiem nakurwiać prądem dookoła po trafieniu w cel. 
Kiedyś mi się wydawało że wzorem D2 im dalej (niżej) w drzewko tym umiejętności mocniejsze.
No i byłem w błędzie, to nie jest tam że te odblokowane później są mocniejsze, one są po prostu inne. 
W każdej chwili możemy sobie zmieniać dane umiejętności (poza walką, czyli mimo wszystko dość rzadko :P )i dostosowywać do przeciwników z którymi się bijemy. Potrzebujemy srogi DPS ? a może crow control a może coś obszarowego, a może zależy nam na obniżeniu odporności a może mamy ich unieruchamiać/zamrażać no i cheja wszystko pod to robimy. 
Do tego dostaliśmy chyba 20 uimiejętności pasywnych (działających non stop) z tym że na raz mogą być tylko 4 odpalone. Robi się z tego całkiem pokaźna ilość zdolności i kombinacji.
Dodając do tego że  ponoć powyżej 60 poziomu można sobie samemu jak w starym diablo ładować w siłę, zręczność i inteligencję. Robi się spoko. Bardziej tryb guild wars. to znaczy że mamy umiejętności tylko kwestia jak je ze sobą zestawimy. Jasne czasem brakuje drzewka ale skupiasz się na czym innym.

Jedyne do czego tak serio się przyczepię teraz to że gra jest mega banalna. Serio. Okrutnie i obrzydliwie prosta. w połowie gry zmieniłem  z normal na hard bo czułem że to urąga mojej inteligencji. Myślałem że coś się zawiesiło, że nie schodzi mi energia. A może że jakiś haxxor. Ale nie, po prostu ja się szybciej regenerowałem niż wrogowie mnie klepali. Dramat.
A dla porównania w Diablo 2 to nie wiem ile razy ginąłem. Do durnej andariel szedłem po stosie swoich trupów, dopóki nie nabrałem jakichś odporności na truciznę. Rada Mefista ? koszmar który śni mi się do dzisiaj, mafer smokoręki ? ja go nigdy chyba nie zapomnę. Baal tak samo, srogo tam było i na późniejszych poziomach trzeba było być naprawdę skupionym żeby nie wtopić. A też grałem na normalu. jak odpaliłem hard to w Lut Gholein odpuściłem bo durne sępy klepały mojego 34 poziomowego nekromantę, bałem się wyjść z miasta a one tylko czekały przy wejściu...
A w diablo 3 ?
Mój chowaniec (dzik) który jest pierdółką do dawania mi nienawiści (taka mana dla łowcy demonów) sam przytankował diablo a ja go rozjebałem szybciej niż on skończył mnie tauntować. 
Ja się nawet nie bawię w płapki, uniki, odskoki, wnyki i wyciąganie wrogów pojedynczo. Omijam ich, niczym przy speed runie, biegnę na pałę a jak zrobi się ich dużo jebnę huragan ognia (op umiejętność) w ogóle nie korzystam z bazowego ataku, walę tylko specjalne. No zmienił bym sobie poziom na piekło czy koszmar ale nie mogę bo muszę skończyć grę (teraz V akt). Trochę naciągane jest to że zrobili specjalnie 15 poziomów trudności, no spoko niech se będa, tylko dlaczego bazowy jest taki żałosny ? można by zrobić że te 3 czy 4 podstawowe poziomy są dostępne od razu a tylko poziomy udręki niech są do odblokowania. No ale trudno, oby potem było lepiej, bo to jest IDEALNE przeciwieństwo darkest dungeon, w darkest dungeon jak wchodzisz do lochu rzadko wychodzisz żywy, w diablo jak ty wchodzisz do lochu, rzadko kiedy coś przeżywa twoją inwazję :P

Fabułka:
Nie wiem, ciężko powiedzieć, początek był żałosny, ale potem (od 3 aktu?) się troszkę rozkręciło. 
Dialogi są sztuczne i płaskie jakby pisał to 12 latek (sam pamiętam swoje opowiadanie w świecie diablo w 1 gimbazy :/) ale NPC`e są dość ciekawi (jak na warunki diablo) fajnie że można z nimi pogadać, sami tez się czasem odzywają, mają swój charakter i swoje zdanie. Szelma (chyba w org. był rogue ?) wysuwa się na prowadzenia, ale niebezpiecznie blisko mu do Jana jansena z baldurs gate ( nienawidzę rzepy!). Kowal jest naprawdę w porządku. Zaklinaczka też (nareszcie gruba baba w pełnym lachonów w bikini armor świecie !!) Dodatek przynosi tutaj poprawę na plus, zarówno do fabuły jak i dialogów, ale dalej wiedźmin to to nie jest.  No ale grać w diablo dla dialogów to jak grać w simsy dla wartkiej akcji :P
Ale trochę szkoda że tak zamieszali, byłem dużym fanem świata Sanktuarium, nawet książki czytałem w świecie diablo (polecam "królestwo cienia" R.A.Knaaka - GENIUSZ!) a tutaj jakieś takie, meh. 
Może to kwestia dubingu który jest straszny niczym katedra w tristram w latach 90 ? Może tego że jestem już starym dziadygą i niewiele może mnie zainteresować ? siusiak wie. 
Oczywiście diablo jest silną niezależną kobietą a Tyrael nieregularnym imigrantem z krajów bliskowschodnich, no ale starocioty pamiętają że mag w diablo 1 był takim naszym afrykańskim koleżką :P więc się nie czepiam już. No ale trochę strach grać w dodatek, gejów mi brakuje, albo żydów :P 

Przez chwile chciałem napisać że brakuje mi Kurast, ale nie, szukanie mostków na tych bagnach i strzelanie do pigmejów było straszne. Więc, nie, nie brakuje mi :P

Stworki są fajne, całkiem ciekawe, mimo potencjalnie wyczerpania materiału, potrafią zaskoczyć formą i kształtem. Na plus. 

No i tak jak mówię, naprawdę dobrze morduje się hordy wrogów, nawet bez straty życia z autofire w postaci kuszy maszynowej :P Nie ma zwolnień, ciągle się coś dzieje, fabułka bardzo wartka, w zasadzie wszystko w biegu, raz to, potem to, potem siamto. Ale naprawdę fajnie poprowadzone, do tego ciekawe eventy i miła perspektywa gry sieciowej (której jeszcze nie zasmakowałem, a szkoda bo jak zwykle pewnie to kwintesencja diablo. Jakby ktoś był chętny, domyślacie się loginu ;) 

Naprawdę ciężko mi ocenić tą grę, chciałbym jej wystawić 2/10 za zszarganie legendy. chciałbym dać 6/10 za bycie wtórną grą point and slash nie wprowadzającą niczego nowego do gatunku i tylko średnio powielającej dane schematy. Ale jak pisałem na początku nie mogę, bo naprawdę cholernie dobrze się w to ciupie i dawno tak żadna gra mnie nie wessała w siebie. Cały tydzień jak z bicza strzelił. nic kurwa nie zrobiłem a farbki to mi chyba zaschły na amen. Jest syndrom "jeszcze tylko jedne poziom loszku mamo/kochanie i już idę spać" a to chyba najważniejsze w tego typu grach. Dobra zabawa :)
To tyle
ja wracam na ulicę Marchii Zachodniej
mój login Grobocop # II I IV II V   

ps. Tylko nekromanty żal...

niedziela, 20 marca 2016

Kącik Literacki cz. 2

Dzisiaj druga część recenzji cyklu o Ultramarines.
Nie mam sił na pisanie czegokolwiek, po ciężkim łikendzie.
A wiem że rok zapowiada się bardzo ciężko, (mojemu rocznikowi stukają 3 dychy) więc tak jak rok 2004 (rok 18nastek) był ciężki tak ten też będzie, no a wątroba już nie ta sama :(


poniedziałek, 14 marca 2016

Kącik Literacki

Bez jakiegoś wodolejstwa
zapraszam miłych panów i piękne panie (brzydkich nie:P) przed telewizory do oglądania recenzji literackiej :P
Czyli moja recenzja sześcioksiągu ULTRAMARINES autorstwa Grahama McNeila. Niestety rozepchało mi się to do ponad pół godziny a wiem że tyle nikt nie usiedzi przed moją mordą (nawet moja mama miała problemy :P) więc pociąłem to na lekkostrawne party (no i żeby więcej postów mieć :P) Wiecie że lubię opowiadać więc gadania dużo. A Książki myślę warte zapoznania się choćby z moją recenzją: