poniedziałek, 22 września 2014

cegły wysrane część. 2

Witajcie!
Najpierw pochwalę się że znalazłem nową pracę !
wprawdzie za office work i czasami trochę nudna, ale od dzisiaj już zacząłem.
Dzisiaj jeszcze casualowo ale od jutra obowiązuje ścisły dress code ( ach to korpo :/ ) ale za to fajnie że ubranie do pracy szyją na miarę, no i zawsze dobrze wyglądałem w czarnym, chociaż z tą przepaską na ramię będę obciachowo wyglądał.
Zdjęcie z mojego gabinetu, ani pół blendy, mam szczęście mieć własny room, reszta haruje w office space i kurnikach.

Oczywiście to nie żadna moja neue job tylko scenografia filmowa

Kolejna sprawa to że dostałem RIKŁESTA !! tak dokładnie, prztyczka i zaczepkę, czemu w moim rankingu nie ma pewnej gry.. kurde poczułem się jak celebryta! pozdrawiam z tego miejsca ( z za biurka :P ) wielbiciela którego tożsamość na razie niech zostanie ukryta.



Chodziło o gierkę MANHUNT która powinna znaleźć się w liście najstraszniejszych i najbardziej "cegły wysrane" gier.



Nie.

Zacznijmy od początku. Jak tylko dowiedziałem się że ma wyjść gra w której można udusić kogoś workiem foliowym i ogólnie brutalność i przemoc over 9000 to jarałem się jak kościół w Norwegii. Nadchodzi nowy POSTAL, o kurdebele!!
Instaluję grę.. no wychodzi na to że jesteśmy jedynymi uczestnikami reality show w którym można przegrać wszystko a wygrać w zasadzie nic. studiem jest zamknięte miasto pełne popierdoleńców, gangsterów i psychopatów. mamy dojść do prowadzącego, wtedy może się nie przegra. Niestety mi się nie udało bo tutaj od razu pierwsza bolączka... czytając o tej grze i mając w pamięci POSTAL`a liczyłem że dostanę serious sam`a ze strzelaniem do kobiet i dzieci.. a okazało się (tutaj cytując klocuacha ) że to taka skradanko-szczelanka. SKRADANKO..kurwa SKRADANKO !! jeżeli jest coś czego najbardziej nie lubię jeśli chodzi o gry to menagery piłkarskie.. na drugim miejscu durne przygodówki point and click.. no ale skradanki też są wysoko w tym rankingu :P z gry która daje nam tak zajebiste możliwości robić splinter cell`a czy Thief`a to tak jakby zrobić z Need For Speed RPG.. oh ..wait.
Widok TPP, nie przepadam ale zniosę. sama walka, w zasadzie wykończenia przeciwników, za pierwszy razem, magia, ślinie się jak 13 latek w szerokich spodniach do teledysku tupaka, za 4 razem tylko się uśmiecham, za 8 zaczyna irytować.. za 12 razem ta sama..dokładnie zawsze ta sama kurde balans animacja przyprawia o ogrom bólu dupy, i odbiera frajdę z gry.
W 2 epizodzie walczymy niby z bandą skinheads, ale wyszło to tak słabo jak.. no bez porównania,
Nie mogli pokazac żadnych brzydkich symboli, a twórcy gry głowy do inwencji nie mieli to zrobili im koszulki stylizowane na taką flagę jak w mam w pracy ale ze znaczkiem dolara ( $ dla niekumatych ). obrzygani, zasrani i pijani niczym Robert Więckiewicz w "Pod Mocnym Aniołem"
( wczoraj oglądałem właśnie :P ) Było to rażące w mój światopogląd :P
No ale to wszystko byłby mały pikuś gdy DLA MNIE nie najważniejsze.
W grach komputerowych nie boję się ludzi ( no co innego w realu - jakbym sam ciemną ulicą szedł i banda mexykanów..albo bardziej we Wrocławiu pepinosów a.k.a hiszpańskich "studentów" wyszła z bramy i zaczęła się dopierdalać... już bym się bał o portfel i zęby )
po prostu wiem, że człowiek to człowiek, jak kolwiek nie był zdegenerowany i pojebany kierują nim te same instynkty co mną, każdy ma jakieś swoje lęki, słabości, marzenia, jak to są ludzie wiem bardzo dobrze jak wyeliminować ( head shot ) gdzie bić żeby bolało ( poniżej pasa ) znam ich ograniczenia, pod wodą nie będzie oddychał a przez ścianę nie przejdzie itp. no koniec. Ludzi w żaden sposób nie jestem w stanie bać się tak jak obiektów paranormalnych. Może dlatego zawszę zalewałem sagą Thrillery, w sensię że okej jak ma dobrą fabułę i fajnie jest zrobiony to mogę obejrzeć ale postawię go na tej samej półce co filmy sensacyjne z gliniarzami i wybuchami, nie postawię go koło horrorów, nie, ni chuja.
Może byłbym skłonny ją dodać gdzieś jako gry godne wzmianki między blood a doom3 ale po prostu mi się nie podobała.
Dlatego też nie jestem w stanie przerazić...eee.. znaczy przekonać się do gry Condamned ( no może poza paroma scenami - MANEKINY OWNZ to wygląda nieźle ) czy Outlast. Mimo że w obie nie grałem, i może i są to bardzo dobre gry, ale MÓJ LĘK, uosabia ciemność i nieumarli, koniec kropka, nic dla mnie nie jest tak paraliżująco strasznego i obezwładniającego jak widmowe sylwetki i wszechogarniająca ciemność.
None can stand against the coming darkness!

środa, 17 września 2014

most shit brick game

Dzisiaj zajmiemy się tematem który poruszył ostatnio znajomy to znaczy zapytał:
-"Grobo, która gra komputerowa sprawiła, że wysrałeś cegły, ale tak na maxa, no najbardziej"
-w sensie że co ? że creepy ?
- no na przykład!

i kurcze musiałem się chwile zastanowić ale mam taką listę i oto przed wami ona,(oczywiście mowa tylko o grach PC jako że grami wideo pogardzam)  ranking mimo wszystko jest dość banalny ale chcę się nim podzielić:

1. AMNESIA: The Dark Descent
( nie muszę chyba tłumaczyć, robiłem to już wielokrotnie :) najstraszniejsza gierka ever)



2. Blair Witch project: Rustin Parr
( też chyba koment zbędny, kto nie grał niech żałuje )

Call of Cthulhu:Dark Corners of the Earth
( Kto nie grał ten faja, motyw z ucieczką z Insmouth jak miejscowi ( czytaj kuzni ) usiłują otworzyć w nocy pokój w którym śpisz, ( pewnie nie żeby wysmarować ci buty pasta do zębów ).  I jak uciekasz, geniusz. W ogóle poza AMNESIĄ która jest "da best" jest to jedyna gra która poza paskiem health ma też pasek sanity, i jak jeden albo drugi ci się kończa to game over. To jest po prostu FENOMENALNY pomysł. I do tego świetnie przedstawiony. Niestety pod koniec robi się taki Deep Ones Hunting Chalenge i klimat trochę siada, ale całokształt gry na mega plusa.No jedno słowo, w zasadzie kilka: K`nama fthan Cthulhu !! dla mnie to automatycznie +5 do klimatu i +20 do grozy i niepokoju

Clive Barker`s Undying
( również moim zdaniem komentarz zbędny, gra złowieszcza i posępna, niestety nie przeszedłem całem więc nie wiem czy jestem godzien się wypowiadać )


Among The Sleep ( chociaż jak mówie trochę za krótka żeby się porządnie nabać, ale CAŁA jest w strasznym klimacie )
ale pomysł świetny, KAPITALNIE oddane dziecięce lęki i koszmary. Sterta ubrań która wydaje nam się z daleka jakąś mroczną sylwetką i uciekamy i się boimy, żeby potem przekonać się że to nic strasznego, ale ta gierka jest tak pojebana że kilka razy jest odwrotnie :P
Końcowy epizod w szuflandii jest MEGA klimatyczny, no zupełnie jakbym naprawdę miał kilka latek. Najśmieszniejsze że nawet fabułka trzyma się kupy i zakończenie jest zaskakująco dobre.
Cytując mojego smsa:

"Graj w Among The Sleep
dojdź do domu Baby Jagi
wysraj Cegły
wyłącz komputer
idź spać przy świetle"

ps. to prawda

potem długo długo nic i


Return To Zork
https://www.youtube.com/watch?v=qiZRihPTH2M ) Gierka nie jest stricte creepy bo są motywy powiedział bym ze rozrywkowo zabawne ale cała jest mocno disturbing.. nie wiem może wtedy przez wiek mi się tak wydawało bo jej nie rozumiałem, ale na samo wspomnienie mam gęsią skórkę.
To przygodówka w którą grałem za dzieciaka, i straszna była też przez moją nieznajomość ang. wtedy, nieogarnięcie i nie wiedzenie co trzeba teraz zrobić. Ale nawet jak oglądam teraz te filmiki, widzę że na Łazarskim rejonie nie jest kolorowo. To była przygodówka w której mogłeś zginąć na milion i jeden sposobów, zawsze. i to nie tak że oooo, przegrałeś game over, tylko kadr z trumną. Makabra. ( a jak wiadomo w przygodówkach się raczej nie ginie, klinuje się i nie przechodzi gry, zwłaszcza w point and clickach, drąc się do siebie I CO JA KURWA MAM TERAZ ZROBIĆ !! PRZECIEŻ TAM JEST ZAMKNIĘTE !! TA GRA JEST POJEBANA ) A tu, śmierć przychodzi łatwo niczym w WoT :P  no i za dzieciaka srałem po gaciach prawie tak bardzo jak oglądając to :

to obrazek z serii "gimby nie znajo"
ale może i liczba moich lat mieściła się w jednej rubryce ale nie zapomnę tego grimdarku, wtedy autentycznie się go bałem, już sama prezentacja sztandarów Mrocznych Aniołów, i ikon Skrzydła Śmierci sprawiała że miałem gęsią skórkę... Ale to było z 20 lat temu, teraz niczego się nie boję, bo wiem że prowadzi mnie światło Imperatora i razem z nim rozpędzam cienie !!
Tylko do dziś nie wiem czemu Belial miał zielony pancerz a nie biały.. hmmm


Gry poza skalą ale warte wspomnienia:
czyli w większości tylko pojedyncze akty, misje, epizody, sceny plansze z różnych gier które same w sobie czasem wcale nie były straszne, ot tylko 1 czy 2 miejsca są nieswoje.

Ghost master
Ogólnie gierka była niby taka dla dzieci z jajem, ale im dłużej siedziałeś przy tym i im było później w nocy tym bardziej zaczęło ci siadać na psyche.A zdarzało się to często bo to fajna gra była więc długo z nią siedziałem ( to był poziom creepolstwa clown z maczetą czy 5 godzina wpatrywania się w podobiznę clowna MC donalda :P siedzącą na przeciwko ciebie w opuszczonym domu) i jeszcze to że niektóre duchy byłe no polewka..na zasadzie duch złotej rybki, czy duch gangstera o nazwie tommy złoty ząb ( wiecie gangsterzy-prohibicja, grubas w garniaku i tommy gun, i tylko oczy podkrążone i po tym widać że duch, ) a niektóre były takie.. normalne.. np. jakieś banshee "spirit of sorrow" i szkielet obciągnięty skórą w podartych łachmanach, albo inna, z wydłubanymi oczami i zdarta skóra z twarzy.. no trochę makabra.. i scena w której podglądasz ludzi jak śpią i im się śnią koszmary.. ta muzyka jaka wtedy leciała..bardzo niepokojąca. Aż sam zacząłem się wtedy bać. Niby wszystko było cukierkowo pokazane, ale same motywy niektóre cukierkowe nie były. I jak połączy się to w przeglądaniem pomysłów na scenariusze do Zewu Cthulhu i wyobrażaniu sobie jak te motywy mogły by wyglądać pokazane w nie bajkowy sposób było.. niepokojąco..taaak..to dobre słowo

-Return to castle Wofenstein 
motyw z wykopaliskami, jak pierwszy raz walczysz w kryptach ze szkieletami i zombie, przyznam ze wtedy sie trochę bałem, jak usłyszałem w końcu niemieckie głosy to z radosci chciałem ich wyściskać ze wreszcie ludzie normalni jacys !

 - S.T.A.L.K.E.R. ( bunkry bazy i wszelkiej maści podziemia, wtedy było sranie po gaciach, i ten kontroler który ci rozmazywał ekran i jakieś inne widma.. masakra ! ) ale ogólnie reszta gry była normalna




 - pierwszy akt w diablo 2 + plus większość diablo 1 ( dopóki nie miałeś wykokszonej postaci )
potem bałeś się tylko że za mało miksturek wziąłeś. I jeżeli czegoś się mogłeś wystraszyć to tylko że taki słaby drop był.  ale atmosfera super :) może nie że cegły wysrane ale zasługuję na wzmiankę :)

- kilka pierwszy plansz w painkillerze ( zanim nie zaczęło grać "techno z gitarami" i nie zaczęła się krwawa jatka dziesiątek wrogów ) była bardzo gęsta atmosfera, krypty, szkielety mnie to przeraza bardziej niż skośnookie dziewczynk. I do dziś pamiętam jak w jednym momencie ręka wysunęła się z trumny... aż podskoczyłem.
No ale reszta gry była normalna, a miejscami wręcz polewkowa ( żule zombie ) co nie znaczy że słaba, bardzo mi się podobała :)


 - BLOOD. gra była ciężka jak sam skurwysyn, przeciwnicy ? ghoule, zombie, szkielety, widma i ucięte ręce.
Broń ? laleczka voodoo, dynamity, strzelby.
Planszę ? cmentarze, krypty, krematoria, domy pogrzebowe.. masakra.. i jeszcze za dzieciaka to wszystko. Ociekało posoką, mrokiem, złem i niedobrem. i do tego te krzyki i jęki.


Początek doom 3 jak spotykasz pierwsze zombiaki i ogólnie dowiadujesz się co się stało z załoga... wtedy klimat gesty w skali strachu daje mu 6. reszta gry już zwykła rozwalka z demonami i plazmą. czyli niczym wh40k daemonhunter casual day :P Ale początek i pierwsze spotkanie z zombi. Super creeper !!

plansza z half life 2 o nazwie: "we don`t go to ravenholm" naprawdę fajnie zrobiona mimo ze chuja tam jest strasznego na dobra sprawę ale atmosfera niepokojąca. No ale to plansza na 20 minut ? i potem znowu normalna powiedział bym ze miła dla oka i wesoła gra.

Pamiętam że dawno temu w podstabazie jeden kolega miał taką gierkę:
Realms of the haunting, całkiem straszna, nawet dzisiaj ( abstrachujac od grafy ) jest dość creepy. https://www.youtube.com/watch?v=Jq7tCjrDN9o
Ale że kojarzę to jak przez mgłę nie dałem jej w czołówce.


Jak już mówiłem w grach  RPG chyba takich elementów nie było za duzo, bo tam bardziej boisz sie że zły sprzet wziałes na exploracje krypt czy za mało mikstuerk, no i ogólnie w RPG zwiedzanie lochów to taki chleb powszedni. Za bardzo cieszysz sie z loot`a żeby bać sie zejsc. No ale nie wiem..moze pierwsze sceny w wiedzminie 1 ? w wiosce na odludziu ? całkiem udana atmosfera duchowa. no ale bez przesady w skali strachu od 0 do 10 gdzie zero to oglądanie klanu przy obiedzie a 10 amnesia po ziole na słuchawkach samemu w domu jak w miescie na ulicach nie ma prądu. daje mu 3, no moze 3,5 jak zgasisz światło.


To tyle, jakbyście mieli jakieś uwagi, pytania, albo własne propozycję  to piszcie w komentarzach. 

wtorek, 9 września 2014

trochę zupek


Dzisiaj trochę zupek instant z torebki






                                                                  Ravenwing Knight

przy okazji znowu sobie przypominam starą już nie istniejąca niestety kapelkę VAE VICTIS
nie wiem jak dodać odtwarzacz muzyczny w poście na bloga ( jak ktoś umie to poproszę o tutorial :P ) więc link do wrzuty. tak, to tak "stary" zespół że wtedy jeszcze nie było zwyczaju we wrzucaniu wszystkiego jak leci na YT, ba ! wtedy jeszcze pewnie google video istniało :P więc niezależne polskie produkcje muzyczne lądowały na wrzuta.pl

zapraszam do posłuchania: http://w353.wrzuta.pl/audio/4Li15adis7G/vae_victis_-_...once_again
nie ma to jak antihappiness melodic death metal :>

plus wg. plotek GW wydaję DODRUK space hulka, tak, dobrze czytać, space hulka którego przysięgli nigdy nie dodrukowywać, miała być limitka, ograniczona ilość, kto kupił ten kupił a potem na jebaju za pół tałsena chodzą. Jeśli to prawda to naprawdę nie mają pomysłów co zrobić ze swoją firmą i jak sprawić żeby słupki bilansu przestały spadać w dół :P
ALe ja jestem zadowolony, wtedy miałem hajs na 1 tylko grę i zdecydowałem że kupie HORUS HERESY od FFG, a 500stów za SH teraz nie dam, ale jak zrobią wznowienie to na pewno kupię bo to cholernie dobra gra, z ładnymi modelami i super klimatem :)

czwartek, 4 września 2014

The End Times

Miałem napisać tego posta wcześniej ale plan pisania mi się trochę rozwalił.
Ale już piszę, bądźcie spokojni :)
Wielkie rzeczy dzieją się w starym świecie, i to rzeczy większe niż normalnie, zawsze było epicko i z rozmachem ale teraz na dodatek jest bardziej apokaliptycznie niż kiedykolwiek, stary świat upadał od 25 lat ponad, ale teraz to już leci na łeb na szyję jak pracownik biurowy wyskakujący z wieży WTC (do dzisiaj pamiętam kapitalną wersję teledysku do którejś piosenki Nargaroth z takimi ujęciami :))
Może miało to zbliżyć go do 40k gdzie "za 5 północ" jest już od nie powiem ilu lat a taki status quo utrzyma się tam na pewno przez jeszcze kilka kolejnych.
w Warhammer fantasy resetowali już raz storm of chaos które nigdy się nie wydarzyło ( ale jak sprawdziłem w warhammer 40.000 zresetowali 13th black crusade, kiedyś trwała w najlepsze teraz dopiero się zaczyna )
No ale ja tutaj tylko o końcu końców tak enigmatycznie a nikt nie wie o co chodzi.
( no dobra kogo ja oszukuje, wszyscy przecież już znają na wylot te " nowości" ( slowpoke.jpg)
Do warhammera fantasy wyszła wielka hmm.. kampania ? (ale nie wiem czy to dobre okreslenie ?) THE END TIMES
Tak sexownie nekromanco wydane dostajemy 2 księgi opisujące zbliżający się koniec.
I nikt tak naprawdę ich nie czytał, ale każdy przerzuca się plotkami co to w nich niby się znajduje i jakie wielkie zmiany. A to że niby Kislev upadł ( bullshit, urban legend ) a to że niby Zielony Rycerz ściągnął hełm i okazał się być samym legendarnym założycielem królestwa Gillesem le Bretonem. (true story ) i tak dalej i tak dalej, Połowa dobrych bohaterów kończy wąchając kwiatki od spodu, ale umiera też bodaj Walach Harkon ( mój idol <3 ) zabity przez Nagasha za to że zabił Cesarza Karola Franciszka !! ( wtf.. ile pojebanych zdarzeń w ciągu jednego zdania !! )
tak czy siak chyba sam będę musiał to przeczytać żeby skumać o co chodzi, i na czym teraz ten stary świat stoi.. no albo nich ktoś kompetentny mi to streści :P
W 2 części dostajemy zasady, kampanijne, nowy army list. Legions of Undead ( które są mixem TK i VC ) a cełemu leigonowi szefuje wielki arcylich Nagash za notabene 1000pkt. ( których ponoć jest wart ) więc sam na solo wsysa całe armie. Nowa dyscyplina magii, "lore of undeath"
Chociaż dalej nie wiem jak Wampirze rody i Królowie Settry mogą się nagle polubić, przecież nienawidzą się bardziej niż III Rzesza i ZSRR. Chociaż w obu wypadkach łączyła ich kiedyś wielka wzajemna miłość. niestety ani jednych ani drugich czasów nie pamiętam ( zacząłem grać w młotki PO rozdziale armii nieumarłych na 2 osobne ) Więc tym bardziej ciężko mi sobie to przyswoić.
Dlatego tym bardziej jakaś ogarnięta błąkająca się dusza obeznana w battlowym fluffie niech udzieli mi szkoły życia :)
inna sprawa że na fluffie Warhammera fantasy aż tak dobrze się nie znam :(
No i na sam koniec modele.
Dostaliśmy samego Uberskurwysyna,

350 zł za 1000pkt. jakby można było wystawić 2 to za 700zł mam armie na 2k
To nawet tańsze od byłego tzw. Draigowingu ( Warhammer 40k. Armia Space Marines z zakonu szarych rycerzy, Lord Kaldor Draigo i reszta pkt. wypakowana w Terminatorów i/lub Paladynów. 18 modeli w grze a swego czasu było to niezabijalne. notka. dla nieobeznanych )
co do samego modelu.. ciężko mi mieć takie jednoznaczne zdanie.
Z jednej strony super szczegółowy, fajna rzeźba przesiąknięta do bólu starożytnym złem
a z 2giej znowu power rangers :/
no serio!! tylko spójrzcie !!

na to :  http://www.tomopop.com/ul/26964-00.jpg

a potem na to : http://www.beastsofwar.com/wp-content/uploads/2014/08/Neferata.jpg

znajdź różnice :(

Może trochę wali kiczowatymi gumowymi power rangersami, ale myślę że dobre malowanie załatwi sprawę.. no i szkielet zrobiony z czaszek !! mózg rozjebany :D
Jak widzicie poza samym Nagashem wyszły też modele Mortarchów. Czyli Generałów w armii Nagasha, Jest Neferata ( pierwsza wampirzyca jak dobrze kojarzę ) jest Arkhan The Black, jest Vlad von Carstein ( który też przecież gryzie piach, no ale jeśli NAGASH się wskrzesił to z podniesieniem Vlada do stanu używalności nie będzie problemu )

są też nowe spirit hosty
ale wolałem stare, stare naprawdę wyglądały przerażająco, w sensie udręczone dusze, z zapadłymi kościami policzkowymi, cała skórą naciągnięta na czaszce, zapadłe oczodoły, ból i rozpacz!
no zobaczcie tylko na stare modele
te wyglądają już jak mroczne duszki z lasu, czaszki z gałęziami, super :/
ale pewnie i tak kupię :P

no i nowa jednostka do Legion of Undeath:
Morgasts
still power ranger, move along, nothing to see here ( officer Barbrady voice )

No ale takim miłym psztyczkiem GW chcę chyba podkręcić atmosferę w lekko stojącym od jakiegoś czasu młotku klasycznym. Zauważyliście że cała para szła w 40k a w WFB nic.. raz na 3 miechy army book, co w porównaniu z tempem wydawniczym 40k jest iście ślimacze ( tutaj 2 codexy w miesiącu czasem :P ) Ale to dobrze że tak robią. Plotki już galopują o tym co będzie dalej. są najróżniejsze, od bardziej wiarygodnych ( np. to że kolejna część END TIMES ma być o chaosie i łączyć armie Wojowników Chaosu i Zwierzoludzi ) po te mniej ( chcą zresetować wszystkie Armyy Booki do nowej edycji i zacząć od zera) do tych najbardziej odjechanych plotek  ( GW chce zakończyć wydawania Warhammera Fantasy i zabić świat wielką wojną )

Ale ja tylko wyjdę na tym na plusie. Moja armia wampirów już rośnie w siłę. :) A to nowe spirit hosty, a to może Vlad na latającym ... czymś ? dodatkowe zasady dla legionu i nowa szkoła magii ? poproszę, i duże frytki do tego :)

na zakończenie cyat:

"Surrender and serve me in life, or die and slave for me in death"
Vlad von Carstein

piątek, 29 sierpnia 2014

Infantility czy Malifauxpass ?

Wiecie, nie samym młotkiem człowiek żyje.
Taka przeszyła mnie myśl niczym bełt ze strzały.
I że fajnie było by znaleźć sobie jakiś alternatywny system, wiecie tak na wszelki wielki.
wypuszczony gdzieś w środku gęstego lasu.
No bo coraz więcej osób odwraca się od DżiDabliju, i zaczyna się wkręcać w jakieś inne systemy.
A to z powodu polityki Genialnego Wydawcy, a to z powodów hajsowych a to nawet z tak trywialnych że skirmisha można spakować do plecaka i po lekcjach przyjść a nie trzeba siłę wozić z wielgachną torbą/walizką, kurde jak się uprzesz to taką bandę nawet do kieszeni bojówek zmieścisz.
W nocy, na odludziu, gdzie nikt nie usłyszy mojego krzyku
Jakie motywy kierują mną to nie jest ważne dzisiaj, powiem tylko że od GW nie mam zamiaru się odwracać :) taka ze mnie łachudra :P Grunt że padło na te dwa. Warmahordy skreślam bo z tego taki skirmish jak z Kaczyńskiego mąż stanu, ani to mąż..ani stanu... poza tym o zasadach nasłuchałem się wiele złego a i same modele jakoś nerdgazmu nie powodują.
upadłem brocząc krwią
Pierwszy z systemów na którym zawiesiłem oko był znany mi od dawna bitewniak infinity.
Nigdy jakoś szczególnie nie chwycił mnie za serce, mimo wielu prób delikatnej indoktrynacji ( r.i.p Mandrake ) ale teraz nowe linie modeli wychodzą, sporo osób w to gra, wygodnie bo nie trzeba taszczyć walizki tylko w kieszeń ferajna i heja no i kurde tak jak kiedyś podobała mi się ariadna tak teraz zakochałem się w Kombinacie a dokładnie w nasionkowych wojownikach. Shasvastii są po prostu słodcy, tak jak słodki może być rozjechany pekińczyk. no nic tylko utulić :3
i jeszcze ta taneczna poza 4tego od lewej :P
obraz przed oczami stawał się coraz mniej wyraźny 
a tak serio podoba mi się w nich ( ogólnie w kombinacie ) że poza paroma wyjątkami większość z tych kosmitów jest mocno kosmiczna i bardzo odjechana, a kosmitom można wybaczyć wszystko, durne kształty, idiotyczne kolory, dziwne pozy, nibynóżki i nibymacki itp. ale arabusom nie daruje jednokołowych motorów bo to jest RETARDED ( never go full retard ) no i dla miłej odmiany od 40k nie są to wyciągnięci ludzie z długimi włosami wcalenieelfy którzy są nagle inną rasą ani nawet nie są to generic space bugs ( tyrki here ) oczywiście są takie bzdury jak moraci czyli czerwone miałby z brodą.. ta broda mnie rozpierdala.. no i moraci są za bardzo humanoidalni.. czy speculo killer z tego obrazka.. no musi być pin up girl i laska z kształtami modelki.. no bo inaczej by chyba umarli twórcy.. no ale okej we fluffie czytałem że speculo upodabnia się do przeciwników i przybiera ich kształt.. no okej..ale z 2 strony to co on kurwa w klubie ze striptizem walczył ? lol. ale all in all modele mi się podobają, w miarę. no nie ma orgazmu jak przy forge worldzie ale jest dobrze, nawet bardzo dobrze ! chociaż reszta stron konfliktu przyprawia mnie o wymioty :/
nawet ból przemijał


Wiec na plus:
modele shasvastii ( które opisałem właśnie )

zasady
jasne nie są idealne, ale są dobre i odmienne od 40k a to mi w gruncie rzeczy chodzi, to jeden z warunków, no ..trochę. Ponoć nie ma słabych jednostek i każdą rozpą można zagrać, znaczy ja wiem że to można włożyć między bajki, ale na pewno jest lepiej niż w młotkach, a jak jest lepiej to już plus :)
dla mnie to ważne bo lubię czasem zrobić klimaciarską rozpiskę a fajnie wtedy jest pograć więcej niż 3 tury ( 40k się kłania, gdzie czasem jest to niemożliwe :P )
świat. 
znaczy no bez przesady, diuna to to nie jest :P ale jest typowy SF lore w który łatwo się wpasować i bez zbędnych ceregieli można prosto komuś wytłumaczyć, no jest to coś z czym nie będę miał trudności żeby się zidentyfikować. pasuje mi ten świat. o tak powiem.
styl gry
Walki małych grup komandosów oddziałów specjalnych, gdzieś poza linią walki, taje misje, dużo działań taktycznych, taki delta force, me likes.
A więc tak zakończył życie ...

minusy:
ogólny szczegółowy fluff  
( świat niby dobry powierzchownie, ale po zagłębieniu się w niego jakoś mi nie siedzi )
Walczy się na kontenerach
srsl. obejrzyjcie sobie jakieś BatRepty infinity, czy zdjęcia na stronce producenta -  wszyscy tam kurwa skaczą po kontenerach, albo walczą w porcie albo są specjalne zasady do wietnamczyków przewożonych w środku, a może to takie wielkie aukcje o kota w worku jak w amerykańskiej TV. mamy kontener i licytujemy :P
chińskie bajki !! ( duży minus )
Pod tym hasłem wrzucam wszystko do jednego wora.
Przede wszystkich chodzi o ogólną mangową stylistykę, od ilustracji w podręczniku po wygląd modeli ( które czasami mnie rozpierdalają swoją RETARDowością, ale tak zupełnie rozpierdalają że nie wiem czy mam się śmiać czy płakać ) a na filingu skończywszy.
jakbym zaczął w to grać to już musiał bym zacząć faktycznie jeździć na te niukony ( a jak wiecie mam traume :/ )
w imię czego ?

Kolejnym systemem na którym zawiesiłem oko jest odrodzony w kickstarterze projekt MALIFAUX.
W który to chyba już wszyscy w klubie grają, a jak jeszcze nie grają to już do nich modele jadą ze sklepów wysyłkowych. ostatnio jak byłem na spotkaniu to były ze 3 stoły z tym i jeden z "batelem" Masakra, ludzie młotka zostawiają w domu i tylko z tym przychodzą, to w sumie spoko bo nie będę miał problemu ze znalezieniem sparring partnera i też duża różnorodność mord po 2 stronie stołu do oglądania :) Ogólnie jest to mocno dziwny system o którym czasami nie wiem co mam sądzić, z jednej strony fajnie a z drugiej trochę chujowo ( coś jak sex z siostrą, niby spoko bo sex, ale z 2 niby nie bo z siostrą :/ )mocno zakręcony.
Na plus na pewno:
większość modeli
Oczywiście nie są idealnie proporcjonalne ani super realistyczne ( jak ktoś mi powie że są to go wyśmieję ) ale takie też nie mają być, ot inna bajkowa stylistyka ( dobrze że nie z bajek z dalekiego wschodu ) niestety tak jak infinity ma swoje minusy ( modele po prostu są mangowe do bólu ) tak tutaj cierpią na pin up girl complex, ja nie wiem jakim trzeba być zwyrodnialcem żeby podniecać się oglądając roznegliżowane panienki w skali 1:28 ?, po co to ? czemu to ma służyć ? lepiej ktoś się z tym czuje że w jego bandzie są cycki ? i to w obcisłych wdziankach. Do diaska tutaj nawet goblinica ( dobrze odmieniłem?) ma donice z przodu..  rozpierdala tak samo jak mangowość z infy.
Ale poza tym niuansem reszta jest spoko, fajna bajkowa stylistyka którą .. no ..powiem..mogę polubić. Modele są mocno odjechane, ale tez o baaardzo ciekawych i odważnych projektach za co ogromnie cenie twórców, tutaj od razu rzuciła mi się w oczy banda:

dla mnie geniusz w czystej postaci, Jacob Lynch jest po prostu kapitalnym pomysłem, iluminated też mają ŚWIETNE modele, zło w czystej postaci! W ogóle podobają mi się Cthulistyczne delikatne motywy w tej grze ( np. senne koszmary i tym podobne )
Zasady
ponoć fajne, ale nie grałem więc się nie wypowiem. Ale potraktuje je jako plus (na wszelki wypadek :P), od wielu w realu słyszałem że są kapitalne, natomiast w necie czytałem że nie tak do końca i całość polega na robieniu combosów czego nie lubię :( wolę żeby każdy model był bardziej samodzielny i każdy mógł coś zdziałać ( coś chyba jak w infinity czy tam 40k )

na minus:
bez kości
jakbym chciał pograć w karciankę to bym MtG nie sprzedawał, po to gram w gry figurkowe żeby RZUCAĆ KOŚĆMI. jak ktoś mi tego nie daje to tak jakby sex był tylko do połowy :P
podejrzanie francuska nazwa
niby to hamerykanie i tylko trolują tą nazwą..ale ja i tak wolę się mieć na baczności :P
sami imienni
jak 2 poprzednie minusy nie były za duże tak ten dla mnie jest. Nie lubię bardzo z góry narzuconych bohaterów, ( dlatego nie przepadam za specialami w młotku ) wolę sam ich kształtować i sam ich tworzyć czy to z grą czy z jakąś większa kampanią. W mojej głowie ( teraz cytując samego siebie <ściska sutki> ze swojej pracy mgr. )  są moi wyimaginowani bohaterowie i ich światy.
A nie narzuceni mi z góry.
Niewiele jest band gdzie są tacy no nejmowi, a akurat te modele co mi się podobają to nie mają takich :(
pojebane realia
Świat jest trochę trudny do przełknięcia, to nie jest casual SF jak w infinity gdzie od razu wiadomo o co chodzi, tutaj nawet jak przeczytałem na stronie o tym świecie dalej nie wiem o co chodzi. Tu tak naprawdę jest wszystko wrzucone do jednego steam punkowego garnka, trochę horroru i grozy, trochę dzikiego zachodu, trochę azjatyckich mitów ( całe szczęście bez mangi się obeszło :P ) no kurwa wszystko ! są bandy stylizowane na striptizerki, żołnierzy 1 wojny, samurajów, zombie, no wszystko totalnie wymieszane i pojebane.
A ja nie dość że steam punka nie lubię. no może nie że nie lubię ale jakoś wybitnie mnie nie ciągnie. Mogę pooglądać czasem, nawet w komputer zagrać na chwilkę w taką grę w tej stylistyce ale tak wejść na dłużej i wsiąknąć w to swoją bandą i figurkami to bym nie umiał.. tak zupełnie się oddać, za bardzo pojebane i sam bym nie wiedział na czym stoję.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze warzone ressurection który ma same plusy ( świat, poza paroma wpadkami super modele, dobre zasady no rewelacja wszystko ) ale 1 zasadniczy minus.
To taki nie do końca skirmish, bo jak już chcesz pograć normalnie w tą grę to nagle ci się robi ilość modeli taka że i tak musisz z walizką dymać. a drugiego full scale bitewniaka nie szukam. Bo to jak 40k na mniejsze punkty. a to już mam i mi starczy. wystarczy że wystawie SM na 900 pkt i wyjdzie na to samo a nie muszę nic kupować.
Poza tym na razie u nas w klubie jest nierozruszany, jak ktoś zacznie w to grać i to nie 2 osoby tylko co najmniej 3 to ja też w to pewnie wchodzę. Poza skalą i poza tymi 2ma poprzednimi, Warzone wygrywa wiecie czym ?
SENTykurwaMENTEM. moja pierwsza taka gra. hlip hlip. nostalgłem.

Więc waham się teraz między infinity a malifaux. i ciągle nie mogę zdecydować, przeczytałem już kupę wątków na necie natomiast wszystkie są z przed co najmniej 2 lat jeszcze do poprzedniej edycji malifaux ( która moim zdaniem modelarsko stała średnio ) i poprzedniej ed. infy.  Więc ciężko mi wiarygodnie się do tego odnieść jak dane podane w tych tematach są trochę..zdezaktualizowane.
No ale i tak przeczytałem i coś tam wyniosłem.. chociaż jeszcze swojego zdania nie mam.

A wy co polecacie ? macie swojego faworyta ? może spróbujecie mnie przekonać albo zachęcić ? albo chociaż merytorycznie opowiedzieć o jednym i drugim systemie ?
Postaram się do początku września zdecydować.
dla tych którzy wezmą udział w bitwie modeli o miejsce na mojej półce przewidziana nagroda pieniężna 200 zł ( jak sobie ktoś sam zarobi :P )

wtorek, 26 sierpnia 2014

The Cannibal Warlords of Liberia

Po obejrzeniu tego dokumentu zmroziło mnie dokumentnie !
siedziałem przybity.. może nie przybity ale tak oderwany od rzeczywistości jak czasem macie po jakimś srogim chlaniu/ćpaniu dzień po :P albo po zobaczeniu jakiegoś mega wkrętnego filmu ( nie wiem ja chyba po hmmm.. lost highway byłem taki oderwany, a może the mechanic ? ) bądź spędzeniu całego wieczoru z jakąś strasznie wciągająca grą komputerową ( finałowa walka w epickim rpg ? )
Wyszedłem z pokoju i nie wiedziałem gdzie jestem, co się dzieje.
Potem obejrzałem jeszcze raz..w połowie przestałem bo nie miałem siły (psychicznie).
ale po spotkaniu z Liberią najbardziej w życiu cieszyłem się że jestem Polakiem. Nigdy chyba aż tak bardzo taka radość z tego powodu mnie nie rozpierała, znaczy zawsze byłem dumnym białym patriotą ale kurde balans! po zobaczeniu co tam się odpierdala miałem ochotę aż wyjść na dwór wyściskać lokalnego żula, przytulić się do wrednego sąsiada i dziękować osiedlowemu oprychowi że nie jest afrykańskim krwawym watażką. nawet do księdza chciałem iść się radować !! płakałem jak włączyłem potem na YT. Mazurka Dąbrowskiego ..płakałem jak nigdy...
tam się takie rzeczy dzieją że w WYIMAGINOWANYM mrocznym 41 millenium w którym chodzi o brutalność to jest pryszcz ja wam powiem.. w podroju ( no bo jak przetłumaczyć underhive ? ) planet kopców rządzonym przez gangi. na takiej np. Necromundzie to jest kraina spokoju, ładu, rozwoju, progresu, i bezpieczeństwa :)
powiem że nawet te opanowane przez chaos planety wydają się być bardziej ogarnięte porządkiem niż to co tam się dzieje.. prawdziwy chaos to jest w Afryce.. myślę nawet że Kultyści Mrocznych Potęg byli by zdruzgotani widzac co tam się dzieje, aż mam ochotę ten obrazek wrzucić z podpisem:
wow, co tam się odpierdala ? niezły hardkor

Ogólnie widzę że VICE robi dobre materiały, jeszcze ciekawy reportaż o lesie samobójców w Japonii, fajne, również polecam.
Ale teraz zapraszam na wycieczkę w sam środek piekła:

niedziela, 17 sierpnia 2014

MULTI MALTA



Tak, dobrze przeczytaliście, dzisiaj wpis na który dawno się napalałem czyli przewodnik po Malcie ( taka wyspa jest no nie ? ) wpis jest nie mojego autorstwa, natomiast po mojej redakcji i za zgodą ogólną autorów ( chyba :P ) ale przekazuje dokładnie to co i ja sam bym stwierdził. podpisuję się pod tym wszystkimi mackami!
wpis składa się z 2 części, maila pierwszego i 2giego ( 2 różnych autorów )
zapraszam do poczytania


"Byłem już wiele razy w Piasecznie. Dziś podczas mojej wizyty w tamtejszym skateparku doszedłem do wniosku, że muszę się z Tobą podzielić pewną refleksją.

Malta, piękna wyspa na środku Morza Śródziemnego. Przez wieki idealne miejsce do tego żeby sobie poruchać, arabowie gwałcili tam włoszki, włosi ruchali arabki, hiszpanie włoszki i arabki, grecy ruchali ten miks, który tam powstał, tylko turcy ruchali tam kozy, kozy już nikogo nie ruchały bo były na końcu łańcucha. Orgia wchuj, plus wino do tego.

W zasadzie czego więcej chcieć? Jest ładnie, można poruchać, słońce świeci, idylla kurwa.
Do czasu. Europa się uspokoiła wojny się skończyły, a w zasadzie to nie wojny się skończyły tylko wszyscy kurwa zorientowali się, że Matla to jebana kupa kamieni na środku morza i chuj tam jest. Od końca XVII wieku nikt już tam nie prowadził wojen, najazdów ani wypadów celem poruchania sobie.

Kiedy Imperium Brytyjskie "podbiło" Maltę na początku XX wieku już niczego nie ruchali. Przez 200 lat maltańczycy których nikt już nie chciał najechać, ruchali swoje córki, kuzynki, matki, ciotki, siostry i braci. Efekt był taki, że nawet Brytole, którzy wyruchali 50% narodów tej planety i wiele krajów ma swój dzień niepodległości dzięki nim, nie chcieli wsadzać w nic kutasa na Malcie. Malta, która miała zawsze przypływ świeżych genów stała się mekką chowu wsobnego.

Efekt tego jest prosty, Maltańczycy są oficjalnie najbrzydszym narodem europy, najbardziej powykrzywiane mordy na półkuli północnej. Wielki naród maltański wydał na świat zero noblistów, zero genialnych pisarzy, zero matematyków, zero naukowców. Na Maltę jedzie się raz, bo jednak kurwa wakacje zagraniczne ciepło i woda ale wraca się ze zniesmaczeniem i obrzydzeniem. Na zdjęciach z wakacji na Malcie nigdy nie ma lokalesów bo jednak chodzi o lajki a za taką fotę, to tylko można zostać wyjebanym ze znajomych.

Malta teraz znana jest z dwóch rzeczy. Mówię absolutnie serio. Z tego, że ptaki, które lecą do Afryki zatrzymują się tam na kimanie, (taki mają postój bociany, czaple z lasu i inne kaczki z jezior) oraz z tego, że jest tam wchuj tania ropa, więc wszystkie statki tankują tam do pełna (90% dochodu rocznego Malty, pozostałe 10% to jednorazowa turystyka).

Zwyrodnialcy z Malty mają też takie narodowe hobby, strzelanie do ptaków. Co można robić na tej stercie kamieni otoczonej słoną wodą jak się nie rucha swojej siostry albo córki? Napierdalać z dwurury do odpoczywających pod długim i wyczerpującym locie bocianów, kaczek i czapli, proste! Skurwysyny mordują kawał populacji bo takie mają hobby. No ale spoko to nie ich wina, nikt ich nie chce ruchać muszą jebani jakoś odreagować. Napisałem już pies ich jebał ale musiałem to skasować, bo gdyby tak było to mieliby lekko świeższe geny, więc nie, nie jebał ich pies nawet, ich stary ich jebał. Stary ich rucha więc strzelają do bocianów, taka akcja.

No dobra myślisz sobie pewnie, że kurwa miało być o Piasecznie a ja Ci tutaj sprzedaje jakąś historię z dupy o ptakach i gwałtach 600 lat temu. Nic kurwa bardziej mylnego. Piaseczno to właśnie taka wyspa. Piaseczno to polska Malta. Pyski tak straszne, że szczypię w oczy od samego widoku. Cielska tych ludzi trochę jak z horroru trochę jak z groteski. Za krótkie szyje, garby, palce u rąk jak gałęzie. Myślę że tam budzi się szatan. Myślę, że to może być miejsce jakiegoś mrocznego kultu. Wszyscy spotykają się w Tesco.

To jedyne miejsce oprócz Malty, które znam, do którego jak pojadę to wiem, że zobaczę kogoś kto będzie miał taką mordę, że trochę się wystraszę, trochę roześmieje, trochę mi będzie żal a trochę głupio. To nie tylko moja obserwacja ale też drugiego Michała.

To jedyne miejsce w którym ktoś chciał mi dopierdolić za to że mam rolki i to dwa razy niezależnie. Mówię serio kurwa nie koloryzuje nie ściemniam. Myślę, że to takie lokalne piaseczyńskie hobby. Rolki to ich bocian.

Chcesz się poczuć jak na Malcie, wpadnij kiedyś do Piaseczna, nie zapomnij zrobić zdjęcia swoich stóp i wpierdolić na fejsa żeby pokazać jakich luksusów doświadczasz.


Przeczytałem. Byłem w piekle. Byłem tam na serio. Znaczy... kurwa nawet nie wiem gdzie jest Piaseczno na dobrą sprawę... ale byłem na Malcie.

Na rany Chrystusa... to był gruby trip... ale nie taki, jak na filmach o nastolatkach, czy teledyskach z Murzynami gdzie jest dużo koksu i ludzie poznają miłości swojego życia i są na najgrubszym melo ever.

No... not even fuckin' close to that.

Ale od początku:

Pamiętam dobrze co powiedziałem, przed odlotem.

"Mam nadzieję, że będzie tam dużo starych ludzi, żeby już mnie nikt nie wkurwiał. Żeby tam się nic nie działo. Żeby absolutnie NIC się nie działo, bo wtedy jest szansa, że się nie zjebie. Żeby nikt mi nie przypominał, o chujowej pracy, o laskach, które mnie friendzonują, o lapsach którzy je dymają, o mojej starej i o tym wiecznym weltszmercu, z którym wstaje rano, sam już nie wiedząc czy to mój naturalny stan czy nie."

Kumpel ( chodzi o mnie. grobo ) : "Mi stykną palmy."

No i doigrałem się.

TO był jakiś park geriatryczny, plaże, (których i tak jest mało, żeby utrudnić atak na te wyspy) były po prostu puste.

Puste.

"Why Maćku?" Zapytacie rozbawieni

Bo słońce zabija starych ludzi szybciej niż NFZ.

Idziemy do kasyna. Pusto. Obok kasyna klub z BINGO. Pełen, wypełniony po brzegi.

Starzy ludzie tańczą.

Starzy ludzie grają w bule.

Starzy ludzie tu, starzy ludzie tam.

Starzy ludzie sprzątają mój pokój.

Starzy ludzie sprzedają mi papierosy.

Stary człowiek o wyglądzie Macierewicza, jeździ z wózkiem śniadaniowym, by raczyć mnie herbatą. Ten mnie akurat uspokajał. Lubiłem tą wizję, że Macierewicz przestał podpierdalać naszych starych ludzi do buntu przeciwko obecnej władzy i gdzieś ustatkował się z resztą starych ludzi.

Poza Macierewiczem, spotkałem maltański odpowiednik Korwina w autobusie. Strasznie zmęczony stary człowiek. Moje serce krzepło, na myśl, że również Janusz przestał się wygłupiać i dołączył do reszty starych ludzi na tej pięknej, jakże kurwa pięknej wyspie. Materiał zdjęciowy poniżej

<--Krul

Podchodziłem do tego ze spokojem. Wymyślaliśmy jakieś słabe żarty, chillując na plaży, oddając się lekturze książek i zapominając o tej chujni we Wrooclynie.

Ulubiony aktor na Malcie? Gary Oldman.

-Gdzie byłeś na wakacjach?
-Na Malcie. Ze starymi.
-Ze swoimi starymi?
-Ocipiałeś?

Nevermind.

Palmy też były.

No nic, są palmy, więc wdrażamy plan B: "to chociaż przepieprzymy to nasze EURO na upodlenie się alkoholem". Nic z tego. Knajpy zamykają o 23.00 bo starzy ludzie idą spać wcześnie. W końcu rano trzeba wstać, żeby być starym człowiekiem od świtu.

Mieliśmy sporo materiału do filmu, którego roboczy tytuł brzmiał: "To nie jest kraj dla młodych ludzi.", aby oddać należny hołd braciom Coen.

Czemu porzuciłem ten smutny projekt? Ostatniego dnia... przed odlotem, znaleźliśmy miejsce wiecznego melanżu. Nie chcę nawet o tym mówić, bo łza mi cieknie po policzku jak sobie przypominam tych wszystkich młodych rozbawionych ludzi. Ale idea była zacna, trochę Blair Witch Project, ale bez ściemy bo wiedźmy nie ma, a starych ludzi jest w chuj. No i palmy. Palmy tez były.