piątek, 10 lutego 2017

Wybuchające Koty

Cześć
Zaraz po partyjce w Ssythe miałem okazję pograć w karciankę EXPLODING KITTENS. Czyli grę która uzbierała najwięcej siana w historii kickstartera (prawie 9 MILIONÓW MARTWYCH PREZYDENTÓW ! ) i miała najwięcej osób wspierających.
Oczywiście rozhajpowana po sam sufit ironicznymi brodaczami w rurkach którzy "stając w poprzek mainstreamu" ocierają się o "sztukę"  i... zresztą kurwa sam nie wiem do końca jakim sposobem taka gra (chociaż gra to trochę za dużo powiedziane) zebrała tkai hajs.
No ale do rzeczy,
gra jest naprawdę prosta do nauki, w zasadzie nawet po pijaku da się załapać, całość instrukcji to 4 może 5 obrazków i już, wiesz jak grać.
Polega na tym żeby ze stosu kart z której każdy co turę ciągnie nie pociągnąć eksplodującego kota, a można to robić na różne sposoby, każąc innemu ciągnąć, omijając kolejkę, rzucając "counterspelle" (tutaj zwane NOPE) albo używając kart defuse.
już, koniec, o nic więcej nie chodzi.
Całość jest turbo losowa, bo jak się okaże że kociak jest na samym wierzchu talii to sorry, papa (bazowo nie masz żadnej karty defuse) i tyle, pograne.
Całość jest szybsza niż mój sex (nie sądziłem że to kiedyś napiszę:P)

Więc szybka, łatwa w nauczeniu i jeszcze łatwiejsza w graniu gra do której można zachęcić normików (ale czy to plus?)

No więc co jest nie tak ?

Żenujące poczucie humoru.
Jakbym był w gimbazie to bym po prostu śmiał się do rozpuku, bo wtedy pierdy, kupa i brudne gacie były szczytem wysublimowania.
Ale teraz autentycznie byłem zażenowany, tak jak czasami oglądacie jakąś durną komedię i bohater robi coś tak turbo słabego że wy palicie się ze wstydu za niego i oglądacie to z za kanapy, że może wtedy jakby mniej się liczy.
No to momentami podchodziło pod ten poziom.
Sam klimat ilustracji tez był słaby, nie jestem jakimś niewiadomo kim że potrzebuję kreski co najmniej Simona Bisleya żeby być ukontentowany, ale niech obok chujowych rysunków coś stoi ! np. taki WILQ art są beznadziejne, ale ma niesamowicie fajne dialogi i świetne poczucie humoru, chociaż też przepełnione jak to stwierdzili chyba w PEGAZIE wysublimowanymi przekleństwami :P
Wracając do kociaków.
słabe arty, żenujące poczucie humoru, momentami bezcelowość gry
jak już masz grać w coś na imprezie to impka lepsza w każdym wypadku, poza jednym, jak nie ma dziewczyn to grajcie w alko chińczyka, zawsze to będzie lepsze od kociaków.
niby spoko, niby można porzucać kartami ale zanim to się naprawdę zacznie, zanim się wkręce to już się skończyło. wtedy jak grałem wydawało mi się całkiem całkiem (aczkolwiek świadom błędów) machałem tymi kartami, ale tylko dlatego że byłem w fajnym towarzystwie i nawet jakbyśmy zbierali truskawki na plantacji to razem (tfu, kurwa RAZEM złe słowo :/ ) wspólnie było by bardzo fajnie.
Dopóki chyba tydzień czy dwa wcześniej nie zagrałem w pchełki, no i to był pinądz! kapitalna gra. po prostu taka prosta a taka zajebista, rozkurwia kociaki jak porono rozpa eldarów funowych CSM :P
pchełki - kociaki 10-0

grobe odradza.
chyba że masz kręcone wąsy i chcesz się pochwalić kolega w rurkach :P

a.. jedna fajna rzecz, jak zapomnisz swoją kolejkę to ubierasz stożek wstydu na szyję ( taka ochrona jak zwierzaki mają po powrocie od weterynarza żeby się nie drapały i lizały:P ) i siedzisz w takim stożku na szyi z napisem SHAME :P  to było ciekawe

sobota, 4 lutego 2017

A więc to początek końca...

Zawsze w szkole wszyscy mówili że nigdy nie zaczyna się zdania od "a więc"
A więc jebać ich !! nadchodzi "Age of Emperor" :P
Tak, nie inaczej, bo właśnie plotki o przebudzeniu prymarchów stały się prawdziwe.
Co mi średnio na jeża pasuje, zawsze fajniej jak byli gdzieś mitycznymi niedostępnymi półbogami, na wpół legendarnymi niczym Herakles.
O ile Zdradzieccy Primarchowie spoko, wszak nigdzie nie odeszli i ci co nie zginęli powinni tam ostro przykurwić na Imperium i zawsze mnie dziwiło że siedzą sobie na tych swoich demonicznych światach i się lenią. Tak w drugą stronę to już nie baudzo pasuje.
Ale do rzeczy
Oto złoty chłopiec, Król Sedesów, Gejowski Książę zwany przez tych którzy go nienawidzą.
A to nikt inny jak sam Twórca Codex Astartes ROBOUTE GUILLIMAN ! Syn Zemsty. Prymarcha Ultramarines, Pan Ultramaru.
Co mogę powiedzieć:
Ja tam bardzo lubię Ultramarines i cenię Robercika, ALE nie podoba mi się że wrócił, już prędzej widział bym któregoś prymarchę który po prostu odszedł / zaginął (Corax. Russ, Jagathai, Vulkan) no ale lepiej on niż któryś z ostatecznie martwych ( powrót Ferrusa czy Sangwiniusa byłby conajmniej idiotyczny i nie wiem jak musieli by syę nagimnastykować żeby wytłumaczyć ich powrót, chociaż w sumie nie #MattWard.
Co do modelu.
Wielka szkoda ale moim zdaniem jest paskudny.
Nieproporcjonalny kloc, z maluśką głową, talią osy i patykowatymi udami i brakiem no co tu dużo mówić JAJ.  Pomijając to zdobienia na pancerzu są strasznie toporne i bez pomysłu, przywodząc na myśl modele custodian ( które mi się wcale nie podobały) precyzja pijanego drwala na poziomie artystycznych plecionek na warzonowych modelach prodosu. :/  do tego klimat AoS z tym kolczastym iron halo i skrzydełkami na pleckau.
1/10 dawno tak nędznego modelu GW nie widziałem :(

dla przypomnienia już model Forge World jest dużo lepszy

A tutaj jest:


Wielki Mistrz Szarych Rycerzy Voldus (czyli ciekawe co się stało z Kaldorem Draigo ?)
słaby, wygląda jak pozlepiany z istniejących modeli, bez pomysłu i polotu, znowu toporne zdobienia i Sigmaryzacja klimatu :(   podobieństwa nie da się nie zauważyć. https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/78/a5/c3/78a5c3352318876f0098d06a6beda9f6.jpg
no ale model poprawny i nie będzie kłuł w oczy, ot ciapter majster.
5/10

i teraz uwaga
Cypher !! tak, fajnie że odświeżyli jego model, wyszedł zaskakująco dobrze ! Nawet poza fajna, (dla odmiany od - strzelam z dwóch pistoletów na raz- ) trochę za wielgachna jest ta plazma moim zdaniem. ale to drobiazg i podmianka nie powinna być problematyczna.
Fajny płaszcz i fajna przed herezyna zbrójka :)  do tego miecz Liona :D mega.
8/10

Ale teraz z drugiej mańki Forge World na dniach wydaję kolejnego harlekina z zasadami do horus heresy czyli naparzanka na prospero, a co za tym idzie nowe modele:


Słaby, wygląda jak krzyżówka Krasnala Emeryta (bez urazy Piotrek :P) z żulem, ten wąs jest dramatyczny, poza tak statyczna że brakuje mu miski zupy względnie nogi powinien trzymać w miednicy żeby pięty odmoczyć. No i sam pancerz jak mówiłem mi się nie podoba :(

Ale to nie koniec. dostaliśmy inne smakołyki:
Baaaardzo fajny Contemptor Thousand Sons.  jedyne co mi nie pasuje to ten miecz pod reką, powinien mieć go ZAMIAST łapki. ale ogólnie spoko!
wilczy contemptor
bardzo przyzwoity, ale nie rzuca na kolana, chociaż naprawdę niezły. W ogóle wilki w 30k mają milion razy lepszy klimat niż 10k lat później. Jakby to była 40stka to by siedział na wilku względnie był ciągnięty przez zaprzęg dwóch wilków ( no nie odżałuję sanek Logana :/ )


jetbike custodesów. Sam motorek bardzo fajny, mega mi siędzi to malowanie, brudny złoty i ta okopcona czerwień, strasznie fajnie to wygląda, natmiast sam pilot średni. jeszcze z tymi opinaczami :/

ale najfajniejsze jest to:
transporter Sióstr Ciszy
no zakochałem się.
jest tak dojebany że mi majtki spadły (żartowałem nie miałem ich wcale :P)
faktycznie klimat statków Bene Gesserit (diuna mocno) jest kapitalny. bo tak bardzo inny klimatem i stylistyką od tego co dostajemy w innych armiach, a zarazem zachowana imperialna stylistyka i ta klocowatość, ale nie jest tak gryząca i toporna jak w 40k. no bardzo fajnie zaprojektowany model. śliczne retro SF :D


Wracając do Roboucika nie mam pojęcia jak wyjaśnią to że znowu jest na chodzie, przecież był śmiertelnie ranny i w sekundzie swojej agonii ( z tego co wiem z poderżniętym gardłem) został zamknięty w stasis cell (komorze zatrzymującej czas) w której przez tysiąclecie przeżywał swoją śmierć. były te plotki że niby się leczy, ale właśnie fajne to było że to były tyko insynuacje, plotki, domysł, nikt tego nie potwierdził. Jego "terrarium" stało bodaj na środku świątyni Hery na MacRagge i niby gdzieś ktoś jak mu się przyglądał przez dziesięciolecia codziennie mógł jakby zauważyć że kropla krwi która ciekła jest jakby mniej intensywna ? no właśnie domysł a teraz JEB prosto z mostu nam wszystko sprzedali. Bellisarius Cawl zrobił mu zbroje, celestyna dała Iron Halo a Miecz sprywatyzował ze zbiorów Tatusia.
Dafuq

zobaczymy co to będzie...


poniedziałek, 23 stycznia 2017

Trafiła kosa na kamień

Cześć
Dzisiaj opiszę swoje wrażenia i zrecenzuję gierkę SCYTHE czyli rozhajpowaną planszówką w którą pewnie brodaci młodzieńcy rzucali pieniędzmi na kickstarterze. Z jednej strony faktycznie podobał mi się taki klimat retro SF czy tam diesel punku w rodzimym wydaniu ale z drugiej byłem do niej dość scepytcznie nastawiony przez powód podany wyżej.
Ale do rzeczy

Gra przenosi nas w alternatywną rzeczywistość lat 20stych zeszłego millenium. Zaraz po zakończeniu wielkiej wojny, a może już w trakcie wojny polsko-bolszewickiej w swojej alternatywnej wersji ? Tak czy siak, motyw trochę 40stkowy, zapomniana technologia, mechy, zapomniana fabryka w której kryją się sekrety i każde w wielkich mocarstw chce je dla siebie, wysyłając swoich przedstawicieli. Same dokładne realia nie są istotne, liczy się klimat a tego nie da się grze odmówć, jest, i jest bardzo intensywny, w zasadzie taki że aż się skrapla na suficie i cuchnie benzyną i olejem napędowym, wilgotną ziemią i świeżo skoszonym zbożem. Może się klimat podobać albo nie ale nie da skłamać i powiedzieć że go nie ma.
Co do wspomnianej wojny polsko-bolszewiciej, tutaj niestety nie mogła by mieć miejsca. A czemu ?
bo nie ma takich krajów, jest Polania i Rasvietia, tak samo jak nie ma Niemców, tylko Królestwo Saxonii (co ma chociaż trochę sensu bo Saxonia przynajmniej istnieje) nie ma Norwegów tylko Nordia (swoją drogą Norwedzy w tym klimacie średnio mi pasują, wolał bym węgrów, francuzów, włochów, czechosłowaków, łotyszy, no nie wiem. ) i Krym czyli wcale nie imperium Osmańskie.
Mnie to średnio pasuje, jakby nie mogli dać normalnych nazw, to i tak historical fiction i "co by było gdyby" ale nie ważne. Nie będe się o to spinał.

Co do zawartości pudełka, jest.. standardowo. Obecne gry planszowe przyzwyczaiły nas do pewnego poziomu, zwłaszcza gry planszowe za takie pieniądze. I tutaj też jest na poziomie, ale nic ponad to. plansza, żetony, karty, no ładna oprawa wizualna, ale to nie zasługa twórców gry tylko bazowania CAŁEJ CHOLERNEJ GRY na kilku obrazkach. Ale okej, zagwarantowało to ładne .. obrazki w grze :) plus taki że grałem w grę z kicka która zamiast zwykłych tokenów surowców miała faktycznie takie małe surowce i tak sztabki srebra były z metalu, były malutkie pieńki drewna, worki zboża, maluteńkie beczułki z paliwem to było super fajne! ale nie wspominam o tym bo w bazowej wersji tego nie ma.
Modele ?
Przy Bloodrage się rozpływałem, tutaj są zwykłe gumoludy i to momentami ( w wypadku mechów) i tak to jest minus gry dla mnie dość spory, jak już robią taką grę to mogli by się postarać o naprawdę dojebane modele :/ a tak typowe miękkie glutki z pierwszej lepszej planszówki. szkoda

No i teraz przechodzimy do najciekawszego czyli do samej mechaniki.
Na tym polu gra błyszczy bo z początku wydaje się być absolutnie zwyklacką grą strategiczną o walce mocarstw. (myślę sobie, okej, spoko, trzeba ogarniać surowce, zajmować tereny narobić w chuj mechów i wydymać resztę, i za to tyle hajsu ?) ale właśnie okazało się że jestem w błędzie.
Cały czas powtarzany slogan twórców że to gra o wiszącym widmie nowo rozbudzonej wojny czy opadającym wojennym zgiełku a nie o samym konflikcie wziąłem za marketingowy bełkocik ale faktycznie tak jest!
To militarna gra w której klepanie się nie ma żadnego znaczenia w sumie :P
Ale po kolei.

Gra kończy się gdy któryś z graczy wypełni 6 celów gry (a jest ich chyba 12 jak pamiętam ) czyli będzie mieć 4 mechy / 4 rekrutów / 4 budynki / wygra 2 walki / zrobi przynajmniej jednego questa / zarobi 20 czy 40 pieniądzów / wszystkie upgrejdy / coś tam jeszcze.
I jak ktoś to zrobi to jest jakby dzwonek że gra się skończyła, co nie znaczy że ten co to zrobił wygrał, liczy się hajs, tylko i wyłącznie hajs, nic więcej, hajs mnożony przez różne mnożniki, a to popularności nacji a to zajętego terytorium a to czegoś tam jeszcze ale tak liczy się hajs i nic więcej.
Wspomniane walki są nieistotne z kilku powodów, nie eliminują mechów/jednostek wroga, te wracają po prostu na pole startowe i nic im nie jest. My za wygraną nie zyskujemy NIC, poza jedną gwiazdką za wygranie jednej walki i jedną za wygranie drugiej. KONIEC nie ma żadnych bonusów. Teoretycznie możemy zająć surowce ale to trochę problematyczne. Natomiast są minusy bo jak wygramy walkę na terenie której będą tez mieszkańcy wsi przeciwnika to tracimy popularność (a to istotny współczynnik jak każdy w tej grze) więc serio, walki się nie opłacają.
Co do "walek" ja grałem Saxonią która nastawiona jest głównie na klepanie się, ale że walki nie mają tutaj znaczenia więc niemiaszki są w dupie jeśli chodzi o balans, rusie są OP, norwegia moim zdaniem też mocno OP. Polska średnia a krym całkiem okej.
Właśnie, balans - nie ma go :P  ALE jak gra się łoś na łosia to można coś pocisnąć, gorzej jak ktoś już ma jakiegoś skilla i jeszcze gra mocniejsza stroną. Serio, 750 pierdolonych playtestów i naprawdę nie potrafiliście zbalansować stron konfliktu ? kto wam kurwa te playtesty robił ? ekipa GW ? wargaming ?  bez jaj..

No ale przechodzimy do najistotniejszej mechaniki, chociaż nie wiem czy uda mi się ją opisać. Jest bardzo nietypowa, oryginalna i mega fajnie działa pod warunkiem że przez poprzednią godzinę zjadałeś sobie zęby żeby ogarnąć o co chodzi. Zgodzę się tutaj z Tomem z "Dice Tower" że zarządzanie swoją nacją i swoimi fazami tury i decydowanie co i kiedy i jak zrobić daje dużo frajdy.
Każda nacja ma swoją kartę na której są wypisane bodaj 4 akcje małe które może wykonać a zaraz pod spodem akcja duża (pod każdą małą).
T tak na przykład, akcja mała to wzięcie surowców akcja duża to upgrade czegoś.
Akcja mała to wyprodukowanie mecha a duża to powołanie rekruta
Budowanie budynku i ruch.
oczywiście nie przepisuję tego wiernie tylko z grubsza żebyście wiedzieli o co chodzi.
W każdej turze możesz wykonać jedną akcję małą i jedną akcję duża ALE leżącą tylko bezpośrednio pod akcją małą (o ile masz na nią zasoby) więc cały myk polega na takim żonglowaniu wszystkim żeby nie marnować tury i robić jak najwięcej akcji na raz. Do tego tutaj nie dostajesz surowców co ture "ot tak" musisz poświęcić akcję żeby je pobrać. tak samo ruch, to osoba akcja, chcesz ruszyć gościa i pobrac surowce, fajnie ale to dwie różne akcje małe więc to zajmie dwie tury a nie lepiej "skombowac to tak że najpierw tylko ruszyć i wybudowac taki a ataki budynek za drewno które masz a potem dopiero pobierzesz surowce stali na które się przesuniesz i wtedy zrobisz upgraa... szlag, nie zrobisz bo zabraknie Ci jednej jednostki drewna, więc może zamiast ruchu może akcja trade, wtedy wymienisz surowiec ale ..no nie cholera dalej nie pasuje...
i tym podobne kminy.
Dodając do tego że im więcej pobieramy surowców tym więcej musimy za nie płacić wskaźnikami (popularności/pięniędzmi/ siłą militarną ) więc też to nie zawsze się opłaca. Czasem jakiś wrogi gracz spuści nam lanie, niby nic ale nagle nasze mechy i robotnicy wracają do bazy  A JUŻ KURWA BYLIŚMY TAK blisko żeby stanąć na tundrze żeby pobierać surowce ropy, no kurwa.
Jest naprawdę sporo fajnych "kombosów i kminienia" ale ingerencja między graczami moim zdaniem niewielka. Poza sporadycznymi walkami. jak ja grałem walk odbyło się kilka ( 6 ? ) , niestety tak sięułożyło że we wszystkich ja byłem jedną ze stron :/ głównie tą przegrywająca (acz nie zawsze:P)
co do walki sama w sobie jest poprowadzona ciekawie i aż szkoda że jest taka nieistotna, polega na deklarowaniu i "blefowaniu" ile punktów potegi militarnej poświęcimy, oczywiście deklarujemy to na raz, dwa, trzy więc nagle się okaże że ktoś dał za dużo a raz że ktoś jednak za mało, niedocenił przecniwnika i wpierdol :P

urocze monety, każdy nominał z innego kraju, oczywiście sonnenrad nie występuje na Niemieckiej- Saxońskiej monecie ale sierp i młot jest milutki i przecież stalin to był w sumie spoko gość więc jasne możemy go pokazać  na monecie Rasviedzkiej wcale nie anagramie Radzieckiej, no ale to inny temat


Podsumowując gra naprawdę chłodna, bez obawień można rozgrywać.
8/10.
+   klimat
+ bardzo fajna mechanika
+ urocze tokeny i monety

- średnie modele
- mała integracja między graczami
- balans

powiedział bym że minusem jest że walka jest mało istotna, ale .. taki był koncept gry od początku, to tak jak się czepiać pędzących żółwi że jest za mało krwi :P

środa, 11 stycznia 2017

post noworoczny "w koreańskim kinie"

Cześć

Witam wszystkich w nadchodzącym chujowym roku 2017 (chujowym bo podobno wróżbita Maciek tak powiedział) więc trzeba się wziąć w garść i jakoś to przetrwać (odpala się riff z "w sztormie i chwale") Ale dzisiaj mam dla was trochę wodolejstwa.

Po pierwsze oglądałem film którym kilka osób na forum się zachwycało


mianowicie właśnie POCIĄG DO BUSAN.
Ja wiem że parafrazując słynny banerek "Jaranie się Koreą to Pedalstwo" i w sumie każdy kto tak nie uważa też jest pedalstwem (a tak serio nie da się ukryć że jest na to moda i tyle, tak jak na stare gry nintendo i retro grafikę, gdyby nie ironicznie brodacze-trendsetterzy nikt by nie pierdnął w tym kierunku nawet, no ale do rzeczy)
Ale jak jest film o zombie to  mógłby być nawet w Hondurasie kręcony byle by był spoko.
Ten nie był, koniec recenzji XD

A tak serio, spodziewałem się świeżego spojrzenia na temat, nowatorskiego i nietypowego, niemieszczącego się w umyślę "człowieka zachodu" (jaka ta geografia porąbana, to chyba jedyna okazja kiedy Lechistan mogę nazwać "krajem zachodnim" :P) pozbawionego stereotypów i kalek filmowych kina zachodniego (głównie USAnijskiego)
Niestety tak jak "my" jaramy się Koreą i Azją jako tako (bo to przecież takie ekskluzywne jarać się żółtkami kurwa) tak oni mają kompleks niższości i małego kutasa i jarają się zachodem (hasło na dziś Wasei-eigo ;) więc wszystko w tym filmie poza mordami i językiem jest jak w filmie Amerykańskim, a nie sorry, nikt nie nosi broni :/ no to jak w filmie angielskim.. no nie jest bardziej monoetnicznie i nie ma czarnuchów/arabusów. No ale wiecie o co chodzi.
Fabuła prosta, chociaż na początku zapowiada fajną akcję. zapracowany tatuś który nigdy nie ma czasu dla córeczki zgodził się wreszcie pojechać z nią pociągiem (po chuj pociągiem jak ma super brykę ? no ale może se chce popić tej ich rozwodnionej wódk - Soju :P (nie polecam) do jej mamy która nie jest już żoną, po rozwodzie. no i na początku dostajemy nakreslone postacie w pociągu, zarys świata i jest okej. Gdyby nie główni bohaterzy ojciec i córka którzy są w chuj drętwi, ojciec ma cały czas taką samą minę niezależnie co się dziej na świecie, a dziecko ma chyba jakiegoś jebanego 'assburgera'  bo nic nie robi tylko się stoi i lampi, dopiero w połowie filmu scenarzyści sobie przypomnieli "ty może tej małej zacznijmy kazac płakać?" i dopiero wtedy przypomina normalne dziecko. Nie że każde dziecko ciągle ryczy ale jak ktoś naprzeciwko wpierdala mózg z "żywego dawcy" sam bym się rozpłakał!
No i w zasadzie od pojawienia się zombie już jakoś tak równia pochyła. Zombie biegają, skaczą, syczą i piszczą
(oddam królestwo za bezgłośne snujące się kloce martwego mięsa..ale nie, bo to by było za mało dramatyzmu i prostackie reżyserki nie umiały by tego pokazac, co to za dramatyzm jak tak łatwo je ominąć. No ale właśnie o to chodzi ! niby łątwo ominąć niby możesz biec a one nie mogą, easy peasy, ale zombie się nie męczą a ty tak, zombie nie musza odpocząć i iść spać, a ty ile wytrzymasz na nogach ? 48h ? 72h ? może, non stop ? w biegu ? serio. i to że są wszędzie, dookoła i nigdzie nie jest bezpiecznie, takie wymęczenie psychiczne, no ale łatwiej pokazac skaczące małpy kurwa! prostackie zagrywki !)
Dobre był dwa motywy w filmie, kiedy dojechali do bezpiecznej niby stacji zbiegli po schodach z peronu i zobaczyli kordon wojska cali weseli a potem okazało się że ci wojskowi to już tez zombie i dupa zbita.
A druga rzecz to że w tym filmie wymyślili koncept że zombie ich nie atakują jeśli ich nie widzą. Więc poodziellali się drzwiami w wagonach i pozasłaniali szyby czy to gazetami czy spryskali gaśnicą proszkową i tak se jada przed siebie może gdzieś dojadą. To było spoko.
I postać pana Dyrektora też była całkiem fajna, taka druga strona medalu, oczywiście trochę z nim chyba przegięli, ale spoko że takie coś pokazali. 

Ale nie spoko było przebijanie się przez wagon zombie we 3kę za oręże posiadając jedynie taśmę klejącą na przedramionach (że niby karwasze :P ) a nie, jeden miał pałkę. no ale dla mnie to trochę retarded opcja.
Tak samo jak bezsensowne bohaterskie śmierci, zwłaszcza bezdomny który był w tym filmie TYLKO KURWA PO TO żeby umrzeć zupełnie bez sensu w kluczowej scenie. Sporo śmierci było tu naciąganych i niepotrzebnych.
No i końcówka słaba, wolał bym żeby była jak w filmie "Żelazny Krzyż"  (kto oglądał będzie wiedział o co chodzi) dąłbym temu filmowi o jedno oczko więcej, za danie mi w ryja pod sam koniec. A tak ? średniak,  mocny średniak, zobaczyć można i oczu nie wypali, ale nie było w tym nic wielce wartościowego i wyjątkowego.

6/10 

Ale warto dodać że powstał animowany prequel tego filmu "Stacja Seul" który wygląda naprawdę fajnie, może dlatego że nie jest "obvious chińskie bajki style" i nie ma wielkich fryzur i świszczących kanciastych wybuchów :P też na pewno zobaczę. Może będzie lepszy,

sobota, 31 grudnia 2016

Post Sylwestrowy

Cześć
kończąc rok tak po szybkości piszę bo wybieram się na najgrubsze melo o jakim świat słyszał (not) chciałbym wszystkim odwiedzającym Smoczy Las, wszystkim duszom upadłym, skazanym, Tym wszystkim którzy chcą tu wejść
życzyć wszystkiego dobrego w nowym roku, oby był jeszcze lepszy niż obecny (a jak obecny był chujowy to po prostu żeby nie obsysał)
nam figurkowym fanatykom !! (słowo ULTRAS w tym kontekście nabiera nowego znaczenia :P ) naprostowanie ścieżki warhammera, klarownym i grywalnych zasad, zbalansowanych dexów, wykrojeniem raka i fajnych i TANICH modeli ! tego życzę.

A jeszcze tak żeby nie było że ten post taki zupełnie bezcelowy wspomne o fajnym mini serialu który ostatnio obejrzałem. Na pewno wszyscy o nim słyszeli (ale pewnie nikt z hejtujących nie oglądał:P ) mowa o GENERATION WAR u nas znanym w org. tytule czyli NASZE MATKI, NASI OJCOWIE. jest to 3 częściowy miniserial (każda część długości pełnometrażowego filmu)
Tutaj trailer:

Bardzo fajnie i ciekawie przedstawione losy piątki przyjaciół których wojenne losy rzucają w różne miejsca i okoliczności. Jest to co lubię, mocne i mięsiste postacie - fajnie nakreślone i dobrze zagrane (Zwłaszcza Friedhelm i Charlotta <3 ) Które wojna zmienia, każdego na swój sposób, ale nikt już nie jest taki sam jak przed jej rozpoczęciem. No i najważniejsze, klimat II wojny, jakby to się działo nie wiem, podczas wojny w korei czy podczas tak zwanej wojny stuletniej nawet bym nie pierdnął w stronę tego serialu, a tak ? przyciągnął mnie ):-=D
no i nie da się ukryć scene batalistyczne (w zasadzie potyczki) są bardzo fajnie zrobione moim zdaniem.
Scenografia też niczego sobie (sorry ale naprawdę zboczenie zawodowe każde mi patrzeć nie na mówiącego aktora tylko na zastawkę za nim i doszukiwać się w niej niepodmalowanego styropianu czy wystających gwoździ z surowego MDFu :P)
ale tutaj wszystko było bardzo porządnie zrobione, no momentami okopy i niektóre ruiny waliły sprayem na kilometr (to znaczy żadnych zacieków i brudu tylko czysta ściana podkopcona sprayem na czarno/szaro) ale jak mówie to moje zboczenie.
Jedyne co mi tak naprawdę dokuczało to polskie dialogi, chodzi o to że nie mogli wziąć polskich aktorów (takich dla których język Piasta Kołodzieja jest językiem ojczystym) tylko wzięli takich steffenów Mollerów :/ i brzmiało to przekomiczne, do tego dialogi są sztuczne i nienaturalne, "na razie, zaraz wracam" kto wtedy do licha mówił "na razie" może w ogóle "narciarz ziomki"
dokładnie kaleczyło mnie to w drugą stronę że w filmie szczęście świata aktorzy którzy mówili po niemiecku to byli polacy którzy tylko nauczyli się tych kwestii i mimo że językiem Goethego nie operuję tak biegle jak na przykład angielskim to cholernie słychać jak ktoś niczym w jakimś ALO ALO udaje że mówi po niemiecku.
To mnie strzasznie wkurwia w obie strony.
Poza tym naprawdę spoko moim zdaniem.
oczywiście nie jest to gra o tron że ogląda się na stojąco, ale nie piecze w oczy i dla miłośników epoki miła rzecz do pooglądania :)


I do posłuchania muzyczka na imprezkę, chyba jej jeszcze na łamach bloga nie prezentowałem
cholernie mi się spodobały klimaty Dark Country, aż chyba znowu wrócę do GHOULTOWN :)
wyborna składanka !

piątek, 30 grudnia 2016

Latający Cyrk Grubego Demona

Cześć
Dzisiaj mały raporcik bitewny.
Kolejny raz grałem formacją INFERNAL TETRAD (a bo mi się fajnie tym gra, uwielbiam cyrk grubasów i chcieliśmy zagrać rewanżyk z BuBu który poprzednim razem podał grę w 2 turze, tym razem miał mieć jeszcze lepszą i jeszcze bardziej wyszlifowaną rozpę i domyślał się że będę tym grał, no nawet wziął latadeł pełno.

Ale do rzeczy, format ETC (1850 max 4 detachmenty i ogólnie komplet obostrzeń ETC)

jego rozpiska

White Scars Hunting Force
Pojeb (warlord)
command squad ( gravy)
3 x 5 bajków z wymaxowanymi gravami
1 x 2 attack bike z multi meltami
1 x 3ka tesco scout bikerów

Librarius Conclave
3 x libra na motorach, każdy drugi poziom, jeden ma hunters eye

Storm Wing
2 x stormtalon
1 x stormraven, mm, hurrican bolters

tyle

Moja rozpa

Infernal Tetrad
1 x Daemon Prince od Tzeentch (warlord) wings, 3 poziom, 2 x greater, 1 x lesser, impossible robes
1 x Daemon Prince of Khorne, wings, 2 x greater, armour of scorn
1 x Daemon Prince of Slaanesh, wings, armour, 3 poziom, 2 x greater, soulstealer
1 x Daemon Prince of Nurgle, wings, armour, 3 poziom, 2 x greater, corruption

Void Shield generator

Renegade Imperial Knight
2 x Avenger gatling cannon
icarus autocannon

cytując za Vekhrem  "mija godzina patrzenia jak przeciwnik posuwa figurki, kula kostkami i cośtam pod nosem mruczy, A potem mozna zaczac 1 turę"
czyli wszystkie rzuty, na misje, rozstawienie, znaczniki, zaczynanie, warlord traity, gifty i moce... ufff.. sporo tego a potem jeszcze w samej grze wiadra kości..

tak czy siak
on wylosował z traite infiltrację dla warlorda i 3 unitów (spoko!)
jego moce:
libra 1: metal fortitude, shroud.. no i shriek
libra 2, dominate, hallucination, no i shriek
libra 3, hallucination, dominate, no i shrek
IKSDE
ani pół niewidki :P

i już zaczął się płacz bo jakby miał takie rzuty ( 1 i 6 ) na sanctic daemonology to miałby najlepsze moce ever i rozwalił by mnie z palcem w nosie na pewno !

moje moce
Tęczowy :
Enfeeble, NIEWIDKA  i prismatic gaze (strzał z siłą D z tęczy) no i primaris z discipline of change
Slaanesh:
Hallucinatio, terrify, shriek no i primariska z dicipline of excess
Nurglowy:
Enfeeble, Endurance, Smite, no i primariska z Nurgla

tak czy siak słabo, niby niewidka siadła ale nie ma ani jednego iron arma ;_;

teraz moje gifty i warlord traity,
losuje traita z tęczy,
+1 do inva dla warlorda, ja się śmieje, przeciwnik płacze. formacja Infernal Tetrad ma taką zasadę że warlord trait dzieli się na wszystkie demony :D czyli wszystkie mają +1 do inva.
Przypominam że tęczowy ma niemożliwe szaty czyli inva 3++ z opcją +1 ma inva 2++ z przerzutem gał :D
pozostałe gifty
Nurglowy: fleshbane/armourbane (bezużyteczne w tej opcji)
i hellfire gaze czyli strzał z lancy, spoko, w sam raz na latadła
Slaaneshowy +1 Wound i IWND (spoko) i strzał z lancy (spoko)
Khorne`owy FNP4+ (mega!) i +1 i IWND (super kombo!)
Tęczowy wziął staff of change i FnP 4+ (drugi dar był bez użyteczny  więc zamieniłem na etherblade:/)
ale ten FnP to już jest niezniszczalność :P

przeciwnik płacze ;_; że przegrał zanim wystawił modele ( w sumie to najważniejsza część gry i jak rzuty nie pójdą to można iść do domu:P)

gramy wystawienie hammer and anvil z reliktem na środku.
on  3 unity do rezerw, scouci do rezerw i latadła do rezerw, na stole ma chyba command z librami i pojebem skampiony centralnie za ruiną tak że jest zupełnie zasłonięty od salwy z knighta.
ja bezpiecznie w 12" od void shielda.
zaczynam khonrowy i slaaneshowy lecą ole fabryka dała przed siebie, tęczowy i nurglowy spacerkiem w podskokach jade_środkiemPL rzucam dla bezpieczeństwa niewidkę na nurglowego (ma to zasrane hunters eye) i co ? peril, tracę moc, losujemy, zapominam niewidkę,
no i ma kurwa! teraz jest sprawiedliwie nikt nie ma niewidki ! (i grało się przyjemniej bez tej broken mocy:P)
w sumie nic więcej nie robię.
on wyjeżdża z za winkla wykurwia z gravów w khornowego zabijając mu 1 wounda, i tyle.
moja tura, i przeciwnik aż syknął "ajjjj za daleko wyjechałem" bo faktycznie był w zasięgu mojej spokojniej szarży.
ale stwierdzam a se jebne z RIK*a (renegade imperial knighta) może zmiękczę trochę pojeba
dostał 11 sejwów, stwierdziłem, no może zgarnie ze dwa woundy to potem mi się będzie go łatwiej prosiakami klepać

rzut z palca na sejwy chapter mastera, stwierdził że będzie rzucał 4kami :D (ps. fnp żadnego nie zdał)

Więc już pojeb spadł i jeden motór, first blood i slay the warlord, czaczink !
ale oczywiście palę obie szarże :/
w między czasie coś tam mu shriekuje, ale bez szaleństw.
Jego tura, cała wstecz motorkami, wjeżdża pozostała ekipa na flanki i jedzie mordować mojego knighta na 2 końcu mapy (po mojej stronie)
widać tutaj moją wyborną konwersję void shield generatora nad którą siedziałem cały dzień :p
Rzuca dominate na mojego lecącego Khornowego Demona, shroud na siebie i coś tam pestkuje ale bez sukcesów.
Moja tura, Khornowy chce się ruszyć ale nie zdaje liderki i co teraz ? przyznam że zagwozka bo zasady tu są sprzeczne :/ ustaliliśmy że "leci przed siebie stojąc w miejscu"  retarded game.
nurglowy i tęczowy przeskakują skałkę żeby nacieszyć się szarżą na oddział bajków który co dopiero wyjechał.
Na górze piękna strategiczna akcja przeciwnika do zajebania mojego knighta, attack biki w ruinki, motory daleko a dookoła mnie łańcuszek z scout bikerów (żebym nie mógł szarżować)
ale RIK pokazuję klasę, pali z flamerów scout bikerów i zabija jednego AB :P, zabija z obrotówek cały oddział bajków do zera i nie sięga szarży na attack bike`a. wow. ale i tak szacun
natomiast spadają mu 2 czy 3 HP :(

tura przeciwnika wlatują latajki lecą klinem przed siebie i wywalają pieniężną salwę w mojego khorneowego demona walą ze wszystkiego, linkowane katarynki sztuk 3 linkowane boltery sztuk 6 rakiet sztuk w pizdu i co ? 2 woundy :D przeciwnik krzyczy NEIN NEIN  NEIN to niemożliwe !!! przecież statystyka na to nie pozwalaaaaa !! ja się śmieję i przypominam o statystycznych czterech gałach w jednym rzyucie :P 
widze męskie łzy, jakie pyszne

moja tura 
nurglowy demon szarżuje i wsysa 5tkę bajkerów (corruption, nie rzucam na zranienie, wszystko trafia)
tęczowy wzlatuje w powietrze i robi vectora w jedną małą latajkę wybuchając ją:)
coś tam czaruje i rzucam nim sobie drugiego perila !! kurwa na nieśmiertelnym demonie z invem 2+ z przerzutem kolejny wound z perila. da`fuq !
no i se tak latam i kręcę się jak smród po gaciach, Slaaneshowym ganiem ten jego used_to_be_command_squad i usiłuje coś tam pokrzyczeć i zvectorować mordując po jednym, może po dwóch marianów na turę. 

Renegacki Rycerz robi natomiast za moim rozkazem totalny brain fart !!
stwierdzam HAHA !! za plecami ma skampionego attack bike`a z multi meltą i myślał że o nim zapomnę ! OBRACAM się do niego przodem i ustawiam tarczę na front (to była jedna z głupszych rzeczy jakie zrobiłem chyba w całym 40k srsl)
nie muszę mówić że attack bike po prostu mnie objechał i strzelał na bok 
a za swoimi plecami miałem 2 wyładowane lufami po brzegi myśliwce !! jakoś kurwa zupełnie tego nie skumałem że one przecież mogą mnie rozjebać.
całe szczęście umarłem od melty z Attack Bike`a wielka explozja, papa
potem moja tura rzucając strzał z siły D wbijam sobie kolejnego perila (ale tym razem efekt 6) i trafiam w latadło, przeciwnik nie wyjinkowuje, rzucam siłę D i co ? 1.. nic .. kurwa.
ale reszta demonów lecę na znaczniki bo przeciwnika na stole już nie ma.
jego tura wywala mi salwę ze stormravena i stormtalona w Khornowego Demona i TERAZ juz wreszcie zdycha. brawo ! w ostatniej turze zabiłeś pierwszego dameon princa !! good 4 uuuu 

rzucamy czy będzie kolejna tura bo to już była 5ta.
kostka pokazuje 1 oczko, koniec gry.

podliczamy punkty, przeliczamy, konwertujemy tabele, porównujemy, liczymy silnię i wychodzi że wygrałem 18:2
na KP przeciwnik miał całe 2 :D (knight i khornowy DP)
ja miałem w piździec ( chyba 10 )
ja miałem first blood i slay the warlord, line breakera nie bo latałem, 
on nic.
na malstromy on miał 4 punkty ja chyba 10 czy 11 ( nie niepokojony przez nikogo latałem po znacznikach demonami, ale przyznam że 2 tury mi się mega przyfarciło ze znacznikami wylosowałem 2 x ten sam znacznik do zajęcia a w kolejnej turze miałem 2 x kartę za zniszczenie oddziałów ( raz 2 w close combacie a raz 3 w ogóle) i mi się to udało. 

z tabelki demonicznej w sumie wielkie gówno nic się nie działo, 2 razy było NIC, 2 raz gniew nurgla (nic się nie stało) i raz miałem -1 do inva (ale jakoś nie pomogło to przeciwnikowi :P) 

wnioski
INFERNAL TETRAD jest OPw chuj. 
Doceniłem Armour of Scorn ( -1 do siły broni strzeljącej do demona) genialna sprawa, nagle boltery raniły go nie na 5 a na 6 ! to duża różnica.
corruption znowu się sprawdziło ale DALEJ uważam że to trochę przesadzona sprawa i przesyt, no nie wiem, może jakbym nastawiał się na klepanie jakichś srogich MC to tak, ale na zwykłych ziutków ? zbędne. ale jakby co sprawdza się i jest skuteczne. 
warlord traity w tym "nowym" dexie demonów są pieniężne! zwłaszcza tęczy, kurwa +1 do inva ? mega, +1 do psychic powera ? super. używanie psioniki na 3+ ? kapitalna. naprawdę spoko. tym bardziej w formacji która się dzieli traitem.
no i flickering fire of tzeentch (tak zwane pestki tęczy czyli primaris power z discipline of change) odpalane z horrorów nie robi na nikim wrażenia, ale wykurwione na maksymalnym poziomie (4k6 strzałów) z demonicznego księcia który kurwa ma jeszcze przerzut 1 na trafienie zamiata oddziały aż miło, serio ładnie zdmuchuje.

man of the match  ?
Renegade imperial Knight z 2 x gatlingiem, kosztując 470 pkt zabił 700pkt, spłacił się W PIZDU!
fail of the match ?
Void Shield, nic nie zrobił, przeciwnik jak strzelał to z wewnątrz banki i równie dobrze mogłem nie brac nic :/ ALE myślę że na armie pokroju tau czy gwardii mogło by się przydac.  chyba ?

w ogóle podczas gry zapomniałem ze Knight miał tą PLotkę i ani razu z niej nie strzeliłem:P to tak w ramach dawania fory


Wnioski z rozpy przeciwnika, moim zdaniem za mało tam było oddziałów które może zrobić jakieś konkretne kuku, gravy mnie pierdoliły (tęczowy nie miał nawet sejwa a budynku z gravów nie zniszczy) a w CC nie istniał. samoloty niby spoko, ale moim zdaniem za drogo jak na to co zaoferowały.  za to konklawa mimo nie wylosowania niewidki bardzo fajnie czarowała, channelowanie warp chargy na 2+ a nie na 4 to jednak zajebista sprawa, połową tych kości co ja miałem rzucał 2 raz więcej mocy ! i na tylu sukcesach że ja musiałem rzucać WSZYSTKIM ! żeby to w ogóle odbić.

czyli póki co tetrada kontra bubu jest 2:0 :P

aż chyba sobie zamówię 4tego demona żeby nie proxować :P


aha no i tym postem przekroczyłem ilość postów z zeszłego roku
niby mały sukces a cieszy :D
dzięki że byliście ze mną przy tej mozolnej pracy :P

środa, 21 grudnia 2016

lawina od GW

Cześć.
Jak zauważyliście GW zasypuje nas kolejnymi i kolejnymi "nowościami" zalewając wręcz nowymi modelami, kampaniami, zasadami itp. jednak większość z nich wyjdzie tak jak genokult* (czyt. ZA PÓŹNO) Tak jak w wypadku deathwatch, w Vedycji byłby permanentny kościej, w VI edycji penis byłby może trochę aldente, a w VII edycji nawet mi nie bryknął, no nie daje jebania za tych deathwatchowców, teraz to już po ptakach, rozmienili się na ad. mech, legion of the damned, militarum tempestus i miliony innych małych armii, dodatki, kampanie i CADy, a tego jest za dużo żeby ludzie zdążyli się tym znudzić i pójśc do Defłoczu.
Tak czy siak do meritum

Wyszedł bym najchętniej z pudełka GW..
..ale zabrałbym ze sobą Space Marines.

A oto nowe modele i zapowiedziana kampania.

nowy model Żyjącej Świętej.
Celestyna o dziwo z całej trójki podoba mi się najbardziej, bardzo klasyczna i schludna, róże i gołąbki mocno w klimacie Adepta Sororitas. Szkoda że będzie na takim durnym pergaminowym pałąku, okej niby lepiej to wygląda niż stanie na palach na małych krzaczkach (patrz. stare modele serafinek) ale pewnie to się będzie łamać, przewracać jak szlak i w transporcie zajmować tyle miejsca co 4 inne modele :P  dobrze chociaż że plastik, w żywicy to była by masakra.
No i zauważyliście podobieństwa pancerzy do tych latających sigmarines z Age of Sigmar, te same skrzydła !! pewnie mieli gotowy obiekt w CADzie to co będą się pierdolić i tylko składają te modele jak z klocków :/
myślę że pixar/disney tak samo robią bajki, mają gotowy folder ze stockowymi obiektami 3d - zwierzątka/zabawki/stworki/ludziki i podkategorie i stwierdzają, o, nie było jeszcze w tym roku bajki o dżdżownicach albo wróblach, no to robimy, od razu trzy części wydajemy co rok nową. dobierają gotowe tełka i przykładowe animacje z tego samego stock folderu (01.happy 02.happy 01angry 01shocked 07laughting gotowe)  no ale to taka dygresja.
Tak czy siak Celestyna fajna :)
Techpriest Belisarius
Dla mnie trochę przerost formy nad treścią, nabdździane tych odnóży i mikromacek i cyberszczypczyków że nie widac w ogóle samej bryły modelu.
No i znowu kolejna wariacja na temat tego samego bazowego Techpriesta z Ad.Mechu.
ja rozumiem że obaj to kapłani tej samej religii i to jasne że wyglądają podobnie (szaty duchowieństwa Marsa itp) no ale ten ma TAKI SAM topór i trzyma go w taki sam sposób taką samą łapką i niektóre kable i szczypczyki wystają w takim samym miejscu i w taki sam sposób. Nie wiem, mnie to od jakiegoś czasu zaczęło drażnić. (chyba od czasu projektowania figsów w 100% komputerowo kiedy oszczędzając czas/manpower nie będziesz od zera robił za każdym razem tych samych elementów) no ale z drugiej strony to nie są kinder niespodzianki tylko ludziaki za miliony moent więc liczyłbym że każdy będzie wyjątkowy, zrobiony z najwyższą dbałością (hasztag failcast) i niepowtarzalnie (oczywiście nie mówię o niepowtarzalności w wypadku jakichś starterowych clam packów czy multipartów)
No ale może niefortunne zdjęcie, płaskie malowanie (jak to u GW) i jak zmacam go sobie albo chociaz zobaczę w 3d/ w porządnym malowaniu to zmienię zdanie.
No ale i tak ma u mnie plus za samo bycie z frakcji Adeptus Mechanicus, jak można ich nie lofciać :)
no i na samym dole Inquisitor Grefax.
bardzo mi się nie podoba ten model.
Toporny, klocowaty, bez delikatności, dbałości o detale i gracji tych inkwizycyjnych modeli sprzed lat (ale umówmy się stare metale GW były jednymi z najklimatyczniejszych i najlepszych modeli ever, więc ciężko by było przeskoczyć tą poprzeczkę)
morda z FASem i jesze ta świeczka na kapeluszu. dramat.
Mooooże z lepszym malowaniem, ale póki co słabo bardzo.


no i książka sama w sobie czyli cytując "abbadon po 13 odbiciach się od Cadii otrzymuje tytuł Fail of Cadia" 
Ale oczywiście oficjalny fluff krucjat jest inny bo te 12 czarnych krucjat MIAŁO się nie udać (taki był plan sesesesese) a 13 jest w trakcie i właśnie rozkurwia Cadię (FALL OF CADIA)
kampanie w której na pewno będą zasady do tych trzech nowych modeli dodanych, skupi się na siłach imperium i chaos space marines (who ho, CSMi dawno nie dostali takiej atencji od GW :P)
no ale to kolejna pewnie bezwartościowa kampania więc cytując za spajdim:


no i od siebie prywatnie o filmie:

Film Szczęście świata na którego byłem pokazie przedpremierowym dla ekipy, liczyłem że coś z tego będzie. Jasne że nie spodziewałem się kina akcji, może lekkiego i nastrojowego kina w romantycznym sosie ale na Oko Ozyrysa to było tak słabe że aż po filmie mnie dupa piekła !!
jasne zasłużenie dostał nagrodę za muzykę, za scenografię może mniej (prędzej za genialne ujęcia, no Koszałka zrobił robotę) ale poza tym ? Tego filmu nie da się oglądać.
Nie ma żadnej fabuły, nieby na samym początku filmu jeszcze w napisach dostajemy jakiś wątek, poszukiwania tajemniczego autora bestselerowej książki, który podobno mieszka gdzieś na śląsku no i pewien dziennikarz wyruszył na jego poszukiwania, ale bardzo szybko wątek umiera bo dziennikarz ma wyjebane a cały ten tajemniczy autor przestaje mieć JAKIEKOLWIEK ZNACZENIE, potem pojawia się wątek kwiatów opuncji które niby wyjątkowo mają zakwitnąc, ale też bardzo szybko się okazuje że to również jest bez znaczenia i nikogo nie obchodzi, wątek fantasy czyli gotowania słoika palcami i żydowska glosolalia to już w ogóle, mózg paruje.
Nawet jeśli gdzieś tam wyłuszczy się to o czym jest film (w ostatnich 5 może 10 minutach się to trochę zarysowuje) to jest to banalna bajeczka która za gorsz romantyzmu nie ma bo umówmy się traktuje o ŻYDOWSKIEJ KURWIE ! (nie, to nie jest hate speech tylko stwierdzenie faktu) więc tak jakoś rozbija się to o fjordy zdrowego rozsądku i dobrego smaku.
Sama aktorka grająca główną postac średnio też do niej pasuje, okej w filmie jest ruda więc jakby plus +10 za sam fakt, ale no mz nie pasuje do tej roli :/ i jeszcze te efekty specjalne (nie, no nie ma wybuchów, chodzi o komputerowe przysłonięcie współczesnych elementów na ulicy) wyglądają tak badziewnie jakby to była wstawka w serialu dokumentalnym sprzed 10 lat.
Mógłbym jeszcze wylewać wiadra żółci na ten film ale już nie mam siły. Całą noc prawię nie spałem ze złości po premierze, takie hovno zrobić...
0/10 Grobo odradza.

Teraz jeszcze dywizjon 303 ale nie mam co do niego nadziej :(