wtorek, 23 sierpnia 2016

Grać to ja jednak nie umiem czyli turniej na polconie



Siemondero

Dzisiaj takie wspominki po turnieju klasy lokal "millenium war" który odbył się na wrocławskim POLCONIE w zeszłą niedzielę.

TL;DR było zajebiście ale ja w

tą grę chyba kurwa nie umiem grać XP


a dla tych co lubią czytać moje przemyślenia oto tekst:


Sam POLCON mimo że kajam się jak odstępca od wiary przed Mistrzem Madderdinem (to taki policzek dla wszystkich "górnolotnych" lewaków którzy uważają że Piekara to gunwo i polska fantastyka kończy się i zaczyna na Dukaju :P ) że nie byłem na pozostałych dniach pomagać wyszedł mega fajnie. Dobra organizacja, świetna miejscówka (parę przystanków od mojego domu i to bez przesiadki !) no i super sala, jednak zabawa pod kopułą Hali Stulecia to fajne przeżycie, raz tam za czasów wrocławskiej koszykówki spod znaku PCSu byłem za dzieciaka na meczu, i tyle. Poprzednie konwenty w Hali odbywał się w bocznych dobudowanych pawilonach, też fajnie ale nit to samo, tutaj było czuć rękę Maxa Berga :D

Niestety przez to że grałem miałem mało czasu na przejście się po innych stoiskach i straganach, a wyglądały mega obiecująco, wszyscy więksi wystawcy byli! nie to co na woderfull cośtam (które swoją drogą odbyło się własnie w bocznym pawilonie i NIC tam kurwa nie było, robiliśmy walkę na krzesła obrotowe z nudów :P)

no ale do rzeczy, wiem że ogólnie jako zatwardziały Twierdzowicz mieszam się we własnym sosie niczym stereotypowi rednecy mający dzieci z własną siostrą/kuzynką.

A tutaj mieli pojawić się gracze z <tfu!> BOLTERA ! Ale postarałem się żeby moja rozpa prezentowała się ładnie nie tylko wizualnie:






( Po lewej składana karteczka z rozpą po prawej pudełeczko na tokeny :3 )




1350 pkt


CAD Space Marines: Iron Hands

HQ

Chapter Master, Artificer Armour, Space Marines Bike
Power Fist, Shield Eternal

Troops

Bike Squad x5 2x Grav Gun
Tacical Squad x 10 melta gun,
Sgt. Combi melta, melta bomb DROP POD

Elite

Ironclad Dreadnought melta gun, heavy flamer DROP POD

Fast Attack

Drop Pod

Stormtalon Gunship skyhammer missle launcher


Heavy Support

Thunderfire Cannon


Allied detachmend: Cult Mechanicus

Techpriest Dominus: Rainment of Technomantyr, conversion field
Kataphron Destroyers x 3 Heavy grav cannon



No więc sami przyznacie że źle nie jest. Wprawdzie musiałem pożyczać sporo sprzętu (dzięki Bubs za działo i latajkę :* ) Ale jest okej, tak se myśle, na 1350 więcej nie wymodzę, no nic mogę tylko liczyć że nie trafię na knighty które dwa były na turnieju.

Ale tak naprawdę były tylko 2 rozpiski przeciw którym nie chciałbym zagrać, jedna to Mr.T z hordą orków i renegade knightem (super sojusz kurwa:/ a stompy to już nie łaska ! co za ciśnieniactwo) i duda z pająkami, o dziwo nie wyglądała tak źle bez bajków i pajkąki przytemperowane faq`iuem ALE to i tak eldarzy i to i tak Duda. Reszta rozpisek była bardzo fajna :)

Swoją drogą jakbym wam powiedział że w 7edycji będziemy grać super heavy na 1300 punktów to byście się popukali w czoło i wyzwali mnie od wariatów :D O tempora, o mores!


Gra pierwsza vs Misiek i jego Skitaruchy (1x vanguardzi 1 x rangersi 2 x onager 1 x ruststalkers 1 x inflirtrators ) + dokładnie taki sam sojusz jak mój :P jak to stwierdził "zobaczymy czyje gravy lepiej strzelają"

Rozstawiamy się, gramy ćwiartki po skosie, ja wylosowałem FnP na warlordzie <fuck yea!> On shrouded (w sumie spoko) Na samym początku gra wyglądała średnio z mojej strony, spadł drop z dredem i taktykiem, liczyłem że mu zmiotę te kraby, grav cannonem i bolerami zapestkuję jakiś oddział i wprowadze zamieszanie. No nie musze móić jak było, meltę z dreda wyinwował na 6 melta z taktyka zrobiła mu glana :( gravcannon wbił jednego wounda na scowerowana w ruinach wózki. Inflitratorzy (no w sensie ci z taserami) byli na odegłośc nieświeżego oddechu od mojego thunderfire cannon, a ja jak debil nic tam nie zrzuciłem żeby ich zablokowac. Motorki środkiem, chce walić na jego dwa oddziały piechoty i wbić się w wózki a potem.. a potem się zobaczy, Już się żegnałem, koniec pozamiatane i nagle sprawy przyjęły bardzo nieoczekiwany odwrót. To znaczy nie udało mu się ustrzelić mojego taktyka, dredowi neutron laser też nic nie zrobił, wszyskto w miarę przezyło. Szarzą na techmarina, z flamera i plazmy w overwatchu ginie jeden ludek. wpada wbija mi 13 woundów, wszystko sejwuje na 2+ mina przeciwnika była bezcenna. oddaje z power weaponki, o, dwa weszły o .. kolejny trup. potem w jego turze ich dokończyłem. 100 punktów właśnie zabiło 185 punktów. i znowu mogło nakurwiać placki w jego scoverowaną piechotę :D ale stwerdziło że jebnie w drugi oddział sicarianów, siadło tak że zmiotło cały oddział, z siłą 6 ich instantuję i nie mają FnP :P poprawiłem tylko ze storm bolterów z dropów, nie ma, kolejny zamieciony oddział. Thunderfire spłacił się chyba 4 krotnie :D

W miezyczasie dred stał w CC z krabem, krab mu nic nie robił a dred go rozmontowywał.

Motorki ze 2 umarły od plzam, szefu na 2 ranach wbił się w vanguardów, jedną ranęnabili mu w overwatchu, potem mordujemy, ja mu tam wyrżnąłem sporo, zostało mu 4 ziutków, ale co to mam zdac test wytrzymałości, ale że jestem napromieniowany od vanguardów mam -1 do T więc rzucam 5... o .. nie zdałem. No to dostaję K6 tub bez sejwa, przeciwnik rzuca ile ? 6. o.. motorki spadają szef dostaje 3 buły, dwa invy nie wyszły.. o FnP też nie.. i chuj, spadł od artefaktu Pater Radium, jest slay the warlord.

Wkurwiam się spadają wózki na środek i nakurwiają z tych gravów. Ale mimo śmierci chapter mastera to poza nim i motorkami mi wszyskto stało na stole, czego nie mogę powiedzieć o armii przecinika, jeden krab spadł i ironclad wesoło sobie mknął w kierunku wózków. jedni vanguardzi wyczyszczeni że został tylko warlord. siciarianó nie ma.

Wlatuje latajka, zgarnia tuby od icarusów, ap2 z rakiety, penka, crash and burn, tyle sobie postrzelała, a nie wróóóóóóć, wleciałą wcześniej i to ona popestkowała do sicarianów z katarynki a nie dropy, no ale nie ważne umarała jak szmata nie zrobiła nic. O dziwo drop pody tak serio nieźle mordowały, stały na środku, waliły w sumie z tych bolterów do piechoty z T3, cieżko było je rozmontowac, bo musiał by poświęcić jakieś strzelanie z gravów i zmarnować je na dropy. Wiec tam regularnie po jednym ubijały ziomku.

Natomiast potem niespodziewana akcja jego techpriest odłącza się od wózków i szarżuje na mojego dreda.. ja ha ha ha..co chcesz mi zrobić mały robaczku ! poczuj gniew zakonu ! zabiję cię jednym ciosem ( isntant death siła 10 do wytrzymałości 4 ) ale nagle dowiaduje się że ma takie coś jak prehensive data spike i bije mi z zasadą highwire z inicjatywą 10. ojoj..dred się złożył :( w ogóle jego warlord potem uciekał tak strasznie a to przed ogniem z drop podów a to przed moimi wózkami a to potem swoich techpriestem go zaszarżowałem byle by go tylko dobić i muszę powiedzieć że mimo że to zwykły model troops to był to prawdziwy warlord z krwi i kości ( w zasadzie z kabli i stali :P ) serio, wytrzymywał taki ostrzał i jeszcze sięodgryzał z tego rad carbine :P

no koniec końców ja miałem cały stół i natrzaskałem w chuj malestromów,

moja wygrana 16:4 ale nie spodziewałem się.

No i teraz zaczynam się bać że dostanę nie wiem dudę albo innego prosa.


Teraz jeszcze muszę wspomnieć że tuż obok naszych stołów BARD miał wyprzedaż wszystkiego ( nie wiem czy w ogóle zwijają swój ostatni Krakowski punkt czy co ale wyprzedawali wszystko !!) niby tak od niechcenia rzuciłem okiem, może coś będzie. Ale jak się dowiedziałem że produkty GW -50% to przecież taniej niż u tego mariusza biznesu jamczy :P kurde asfalci byli mi średnio potrzebni no ale za 44 zł wstyd nie brac zafoliowanego boxu ! za 50 to masz zalannych farbą gości sklejonych z plazma pistolami :P

aż tak mi się ręce trzęsył do zakupów że miałem w ręku już terminatorów chaosu, ale gajowy wyrwał mnie z amoku mówiąc że do zbierania kurzu są fajniejsze rzeczy i nawet tańsze :P

no ale potem zobaczyłem że farbki były. kurde wczoraj za 7 zł, dzisiaj rano za 5 w środku turnieju farbki GW za 3zł. chuj że zostały już same seledyny i róże ale obkupiłem się jak szalony! kurwa za 3 zł to nawet sam słoiczek wyjdzie drożej. Tak czy siak pink horrory i lizardmenów mogę malować do końca życia :P


Ale trafiłem na Tau, i to bez wielkich maszyn, wyglądali z daleka dość przyjacielsko, jeszcze prowadził ich gracz taki bardziej w mój ojciec niż rówieśnik, chociaż sam do młodzików nie należę. Ale był bardzo sympatyczny i grało się fajnie. Chociaż streszczę, dostałem wpierdol.

Nie ma co zabardzo opisywać. bo średnio pamiętam. Wiem że znowu thunderfire sprawdzał się mega, no robił robote jak pojebany. Armia przecinika to 5tki sąd i pathfinderów/fire warriorów i oddział krootów stojące w 3 tych fortyfikacjach tau które daje covera 4+ i do tego 2 x 3 piranie, 2 crysisy z flamerami (i pare gołych bez żadnej broni, lol, nie sądziłem nawet że można tak go wystawić :P ) i szefu w iridium suit.

Więc thunderfire z tym ostrzałem ścigającym cover zamiatał okrutnie, aż nawet 2 razy wysyłał mi tam coś żeby mnie zatrzymać, a to crysisa jednego a to piranię, wszystko umarło od plazma pistola na bliskim ew, dobite z toporka w CC :P i znowu sieka. Moje motory i chapter master umarły dość okrutnie, nie wylosowałem FnP więc miałem tylko na 6. a supporting fire w overwatchu to nie jest to co lubię :(

Wózki od dziwo działay trochę lepiej, bo dzięki dość sporemu zasięgowi spadłem nimi do okopu i tylko ostrzeliwałem sondy/szefa/ cokolwiek

taktyk w pierwszej turze sprawił że warlord został na ostatnim woundzie, ale nic więcej nie zrobili i dość szybko umrali :( ale znowu dropy stały blokowały znacznik i walił z tych storm bolterów. Kurwa to jest takie dobre że następnym razem chyba wezę te deathwindy :P

akcja meczu, w mojej ostatniej turze spada dred z automatu (super miałęm rzuty na rezerwy :P ) i ciągnę karte że mam zająć znacznik dokładnie tam gdzie kisi się całe tau więc pruję przed siebie, trudno umrę ale znacznik będę miał, stoi na nim szef z sondami, zabijam sondy z bolterów w dropach i z wózków żeby nie kontesotwały znacznika i zajmuję go motorkiem, spradam dredem tak całkiem całkiem przy krawędzi i wychodze tak żeby kont ostrzału mieć na szefa a nie na sondy, żeby musiał robić Look out sir! strzelam, zabijam warlorda i jeszcze mam znacznik.

poza tym okrutny wpierdol wychaczyłem. Armia dość nietypowa bo nie ma jakiegoś takiego fire magnetu, nie było tam "distraction carnifexów" ot piątki sąd, kilku fire warriorów, 3 piranie i te fortyfikacje. Kurwa no nie wiedziałem do czego strzelać, na czym skupić ogień ? bo niby obojętnie w co będę strzał to zmarnuję pociski bo to takie nic zupełnie że szkoda w ogólę sobie język strzępić, ale nagle zkombowane ze sobą wypalało jakieś mordercze ilości strzałów :/

przegrana nie wiem 15:5 ? jakoś tak. No i karty mi nie szły, losowałem ciągle, wyzwij na pojedynek, zabij w pojedynku, wystrzelaj 3 oddziały na raz. No kurwa.. strasznie bez sensu :/


Potem przerwa obiadowa i liczę że teraz będzie jakaś miał gra w którą fajnie będzie się grało.

No i trafiłem na Mr. T z jego orkami. Nie dość że rozpiska zupełnie nie fajna z którą nie chciałem grać, nie dość że gracz nieprzyjemny do grania to jeszcze wymęczony po całym dniu miałem już trochę dość.

Miło tylko było że Sam Paladyn Arturius raczył do mnie podejść i pochwalić nasz klub, to co robimy, że promujemy gry GW (bo poza tym turniejem mieliśmy jeszcze kilka stołów z introgamingami dla młodych. i tym się głównie zajmujemy) i standarodwa śpiewka że ciężki hajs (w sensie gotowe produkty po cenie 0 zł ) idzie do sklepów na promocje hobby ale tajemnicą poliszynela jest to że sklepy sprzedają to spod lady albo rozdają między swoich przydupasów. No i jakby od niego to zależało to dostawali byśmy wsparcie i w ogóle, no ale nie dostajemy i robimy to wszystko z własnych składek i wsparcia planszóweczka.pl z którą jeździmy po niektórych konwentach.

No ale sama gra, serio, jak widzę że kolesiowi nie chce się nawet postawić modeli podstawką do góry (bo to przecież horda bo to orkowie, bo to bez znaczenia) i rzuca kośćmi w wiadrze po serniku które potem piętrzą się na sobie i zdjemuje rzucone kości z góry. które same w sobie są takimi ogromnymi glutami z wielką plamą zamiast jedynki. No odpychając sprawa.

Bubs się dziwił jak mogłem to tak sromotnie przegrać, no ale po prostu nie chciałęm grać tej gry. inna sprawa że może fakt, kilka rzeczy zjebałem, ale nie lubie grać przeciwko hordzie, boje się jej i zawsze coś spierdole. CHYBA że side`uje się chamsko pod taką grę i biorę same flamery, whirlwinda, thunderfire itp :P no ale tutaj tak nie było. Ogólnie pierwsze dropy spadły i zbiłem knighta tak że został na OSTATNIM hull poincie i coś mi mówiło że tego jednego już nie będę miał jak zbić. No i miałem rację. Chociaż o dziwo na końcu nie zostało go tak dużo. No ale dalej knight to knight. No i kłania się kontrola stołu taką hordą. On mógł mieć znacznik jaki tylko chciał :/

No nie ważne, nie chce jej wpsominać bo w przeciwieństwie do przegranej z tau nie grało się fajnie.


No ale niby taki wielki cfaniak Bubs a a koniec gry miał tylko 1 pkt. więcej niż ja :P ( pewnie za pomalowaną całą armię, no ale tak pomalowaną to ja już wole mieć szare modele :P - które zresztą w wypadku Ad mechu miałem :P )

wyniki

8 miejsce - bubs 9 miejsce - ja 10 miejsce - skuzma

twierdza jak zwykle trzyma się razem i dominuje w ogonach (było 14 graczy :P )


ale potem poszedłem na piwo ponarzekać na 40k formacje, metę, rozrośnięcie gry i w ogóle jak żyć Imperatorze jak żyć ?


No, to by było na tyle. mam nadzieję że czytało się ciekawie

sorry że nie robiłem żadnych zdjęć no ale zupełnie zapomniałem.

piątek, 12 sierpnia 2016

DEATHWATCH - czyli wielcy spóźnialscy.

A WIĘC (tak na złość wszystkim moim nauczycielom i polonistkom zacznę zdanie od A WIĘC :P )
Dżi Dub (GW) Wydało kolejny starter do swojej gry warhammer czterdzieści tysiączków.
Ty razem na przeciw siebie stają armię Eldarów ( w zasadzie to harlekinów pod wodzą jakimś sposobem żywego Eldrada Ulthuana zwanego Elrondem) i armie uwaga uwaga KOSMICZNYCH MARINES !!

(no bo swoją drogą widzieliście jakiś zestaw żeby jedną z armii NIE BYLI adeptus astartes ? teraz tak myślę i wszystkie zestawy to byli SM, 2 edycja ? sm i orkowie, 3 edycja ? sm i dark eldarzy. 4 edycja SM i tyranidzi. 5 Edycja SM i orkowie (znowu) 6 edycja SM i CSM (mamy 2 x space marines na dobrą sprawę tylko jedni mają pergaminy a drudzy kolce :/ ) 7 edycja to samo plus startery kampanijne : 
Shield of baal - tyranidzi i SPACE MARINES
Stormclaw :  orkowie i     SPACE MARINES
Kauyon : dominium Tau i SPACEMARINES 
Death masque: eldarzy i      SPACE MARINES
no kurwa :/  a gdzie gwardia ? a gdzie eldarzy kontra demony ? eldarzy kontra nekroni ? tyranidzi kontra cokolwiek ?  po prostu przepowiadając kolejny zestaw startowy mówiąc że jedną z armiii będa space marines mam 99% szans że trafię. Do diaska mogę nawet na pewniaka zamawiać i wiem że będę miał stamtąd więcej taktycznych :P )

Ale jak już zdążyłem napisać DEATH MASQUE pojawiło się w edycji w której już są 4 startery.
Dla mnie zdecydowanie za późno żeby zrobić piorunujące wejście i być czymś niespotykanym, wyjątkowym, czymś na czym można zawiesić oko więcej niż tydzień. Na dodatek sama armia Straży Śmierci (nie mylić z gwardią śmierci;) dla mnie będąca jedną z dwóch znaczących stron konfliktu która nigdy nie miała swojego odzwierciedlenia w figurkach. ( drugą było Adeptus Mechanicus ) Co prawda pojawiły się w 4edycji w white dwarfie zasady do Deathwatch kill team, ale to było dawno i nieprawda :P No i jako poplecznicy jednego z trzech odłamów inkwizycji nie mieli swojego przełożenia na zasady, bo tak było ordo hereticus - siostry, ordo malleus - szarzy rycerze, ordo xenos - brak. Więc nareszcie jest ! Tyle na to czekaliśmy... no właśnie czy czekaliśmy ?

Ja już dawno zdążyłem zapomnieć, będąc bombardowany co tydzień różnego rodzaju wydawnictwami od GW. A to kampania, a to nowe zasady do armi, a to mini dex a to coś tam.
W V edycji bym się albo kogoś pociął nożem za zasady i modele do armii Death Watch, w VI edycji bym się bardzo zajarał i może i oddzialik bym złożył. Ale w VII edycji ten dex utopił się w zalewie tego wszystkie co nam wpycha GW. Czy ktoś jeszcze pamięta że Legion of the Damned to osobna armia ? tak, mają sowje artefakty, traity, formację i misje, dex jednej jednostki tak jak imperial knights ( i tyranidzi, powiedzą złośliwcy :P ) ale jest. Ktoś w ogóle poza graczami gwardii pamięta o kodeksie Szturmowców (czy jak ich nazwali militarum tempestus) ? pies z kulawą nogą się tym nie zainteresuje.
Pomijając dodatki do armii, już nawet zostanę przy space marines, mamy sentinels of terra, clan raaukan, warzone damocles i zbiorczy dodatek angels of death. KURWA to wszystko że tak powiem DLC`ki do jednej armii ! a teraz jeszcze to, okej niby to inna armia, ale nie oszukujmy się różnią się naramiennikami i malowaniem. Wow wielkie mi "nowe modele"  dostali ramkę z naramiennikami, dwoma korpusikami ikonkami i jednym power swordem, będą ją wpakowywać do wszystkiego i sprzedawać jako "death watch rhino" czy "death watch bikers" zupełnie jak z wilkami zrobili. Wow, takie wyjątkowo. Przecież jak ktoś chciał to takie coś (a nawet lepsze) mógł sobie zrobić samemu.

A same zasady ? no pośladków nie podrażniają, niby okej, niby fajnie pięknie, super giwery, przerzuty na wszystko, tylko kosztuje to milion punktów i posiada tą wadę którą mają grey knights (jako armia solo, są to mega drodzy goście którzy może i potrafią wszystko ale umierają tak samo jak zwykły space marine z sejwem 3+ za połowe tych punktów )
Zasadą armii jest wybór przed grą rodzaju slotu ( w sensie HQ, troops, elite, fast attack ) i na niego mamy przerzut 1 na trafienie dla całej armii, raz na grą możemy go też zmienić (jak mamy watch mastera jako dowódcę to możemy 2 razy zmienić) niby spoko, ale nie jest to nic wyjątkowego czego nie dało by radę osiągnąć rzucając primaris power z divinacji jakimkolwiek psionikiem. 
W skrócie Death Watch to armia weteranów straży tylnej (sternguard vet. ) bez ciężkiego sprzętu.
Nie ma predatorów, windykatorów, whirlwindów (ale kto by tam chciał pralkę:P ) nie mają devków, ale za to ich podstawowa piechota może mieć ciężką broń, no tak ale z opcji do wyboru jest heavy boltero miotacz, wyrzutnia rakiet i frag cannon (które jest mega fajne, ale za drogie ) no nie ma grav cannonów, lasek, multi melt, plazma cannonów ) termosy są takie same jak zwykłych a droższe. Bikerzy nie mogą mieć spec broni, ale mają split fire i kosztują więcej punktów. (okej, mają skilled rider, ale white scarsi też mają a nie kosztują 30 pkt za ziutka)
Artefakty są po prostu okej
za to formacje chujowe, zasada kill team jest obowiązkowa we wszystkim i sprawia że cokolwiek wystawisz w ramach formacji jest jednym wielkim unitem-blobem. Super, zwłaszcza że mieszasz motocykle, terminatorów i piechotę. I co idziesz z buta ? :/ chujoza.  a bonusy nie są jakiś super, od dodatkowo przerzut w zależności od formacji na fast, na elite itp.
Chyba tylko ta bazowa "aquilla kill team" jest okej.
No nie no na zakończenie muszę powiedzieć że mają mega fajny transporter powietrzny, nowy fajny model i świetne zasady. To jest na bardzo duży +

Więc podsumowując ?
Średnie zasady, bez praktycznie żadnych nowych modeli (jeden kapitan i ramka z naramiennikami szału nie robią, a no dobra mają latadło, no ale i tak wszystko po staremu a reklamują jako "nowa armia") spóźnione o co najmniej 2 edycje wydawnictwo które pewnie szybko zostanie zapomniane w natłoku wydawanych przez GW kampanii.
Szkoda, bo DW to dla mnie było zawsze cholernie ważne cuś. Kiedyś nawet chciałem sobie po prostu pomalować ich oddział i wystawiać jako weteranów. No ale.. przeszło mi, tak samo jak hype na DW.

Nie wiem, może ja się starzeje a może plastickowy crack jest już coraz gorszej jakości :/ ?
sam nie wiem...  już bardziej jaram się nową herezją w plastiku : >

no i żeby nie było tak posuchowo kolejne moje zmagania z MALIFAUX:

Dziwne te modele, z jednej strony dbałość o detal (widać szycie na jeansach i sznurówki w butach ) a z drugiej momentami dziwne rozwiązania modelarskie i strasznie zchujałe proporcje (no spójrzcie na ta lasencję i powiedzice że jest "normalna" ) nie wiem czasami co mam o tym myśleć. Klimat też powalony, raz mamy pozszywana chimeryczne zombie, potem tancereczki can can`a a skończywszy na autorskiej interpretacji disneyowskiego czarodzieja z Fantazji (to był chyba Miki ? tak ? ) mowa o Arcane Effigy ze zdjęcia.
Dziwne to wszystko.. Wyrd stvff

niedziela, 31 lipca 2016

INSIDE

Cześć
Dzisiaj opowiem o gierce INSIDE w którą grałem i którą przeszedłem w piątkową noc.

INSIDE to platformówka od studia playdead ( twórców LIMBO ) która wyszła stosunkowo niedawno i od razu ma zabezpieczenie Denuvo ( No bo najmocniejsze zabezpieczenie antypirackie które mają takie gry jak FIFA, Dragon Age czy Total War: warhammer musi mieć też nieduża gierka ze STEAMa prawda ? :/ )
Dzięki temu gierkę trzeba kupić. Kosztuje z 7 dyszek a przeszedłem ją, popijając piwko w 4 godziny ? Kiepski przelicznik czasowo-rozrywkowy. Może gdyby jeszcze gra była kosmicznie dobra, albo chociaż tak dobra jak LIMBO.
No ale do rzeczy:

Gra nie przedstawia nam nic jeśli chodzi o fabułę. Nie ma żadnego intro, żadnego wprowadzenia, żadnego tekstu na początek, od razu zaczyna się i będąc małym chłopcem (albo krótko obciętą dziewczynką - to tak zachowując polityczną poprawność :P ) biegniesz przez las uciekając przed jakimiś ludźmi. W grze nie ma też ani jednej linii dialogowej i w ogóle nie pada żadne słowo. A na końcu nie ma na dobrą sprawę żadnego outro, Więc fabuł musimy się domyślić (albo ją sobie wymyślić) podczas gry.
Gra ma bardzo fajną oprawę audiowizualną, dźwięki otoczenia (mimo że nie ma dialogów) są w porządku, słychać wszystkie stuki, puki, tupnięcia, huki, jęki postaci spadającej z wysoka. Szczekanie psów. Muzyka pojawia się gdzieniegdzie i bardzo fajnie snując się podkreśla atmosferę.
Grafika też jest dość nietypowa, z jednej strony sili się na hiperrealność a z drugiej nie wprowadza tak naprawdę żadnych tekstur i naciska mocno na "poligonowość" obiektów.

No i dość istotne, to platformówka logiczna ale zagadki są naprawdę na dobrym poziomie, ani nie za łątwe ani nie za łątwe ani nie za trudne. Nie czuje się robiony w chuja i ewidentnie trolowany przez twórców jak w BRAID ani nie czuje że gram w jakąś grę dla dzieci że wystarczy trzymać strzałkę w prawo i iść przed siebie. Chyba ani razu nie musiałem zajrzeć do solucji ale kilka razy pogimnastykowałem mózgownicę co trzeba zrobić, chociaż nigdy to nie było na tyle długo żeby doprowadzić do frustracji. Raz tylko miałem problem z psami, znaczy wiedziałem co trzeba zrobić ale wykonanie tego, technicznie było dość skomplikowane ( trzeba było baaardzo wymierzyć skok czasowo)

Natomiast tutaj pojawia się największy minus gry czyli fabuła.
O ile pierwsze "plansze" i począteczek gry jest bardzo fajny i klimatyczny i niesię obietnice wyjaśnienia. (okej gonią cię jakieś typy, chcą cię zabić musisz uciekać, pewnie na końcu dowiemy się dlaczego) no ale potem i lokacje robią się dość monotonne i nudne ( z lasu i opuszczonej farmy i miasteczka trafiamy na rozrośnięte nieprzyzwoicie kompleksy przemysłowe które niczym się nie różnią i ciągną w nieskończoność, a potem jest tylko coraz więcej wody. ) To na dodatek pojawią się w grze durne rzeczy i totalnie nic nie jest wyjaśnione. Zakończenie jest z dupy jak tylko z dupy może być. Zakończenie alternatywne jeszcze gorsze. Ot biegniesz chłopakiem coraz bardziej dostając się  w głąb jakiegoś labolatorium, w między czasie musisz uciekać przez pływającymi stworami ala "Klątwa" strażnikami z psami i unikać soniczncyh podmuchów. Kontrolujesz też za pomocą świecącej czapki hordy "zombie" a może bardziej by pasowało powiedzieć serwitorów. A na końcu wpływasz do zbiornika z wielkim mięsnym klopskiem (czytaj, pozrastaną górą ludzkich ciał) żeby się do niej dołączyć i niszcząc laboratorium wytoczyć z niego i zalec na plaży. Koniec, napisy.

I teraz kurwa nic nie wiadomo, co to miało znaczyć, kim są te wodne stowry, dlaczego najpierw cie topią a potem jeden z nich wpina jakiś kabelek żebyś mógł oddychać pod wodą ? dlaczego ludzie najpierw do ciebie strzelają a potem nie przeszkadzają zbliżasz się do basenu z glutem, dlczego pomagają temu glutowi w ucieczce. Czemu zaczynasz od uciekania przez jakimiś ludźmi. Co to za zombiaki (chociaż to najmniejsza zagwozdka) czym są porozmieszczane losową sądy.

Tłumaczenia i interpretacje są spierdolone, ot ludzie wymyślają sobie jakieś metaforyczne i alegoryczne historie do tej gry. To tak jak z Holenderskimi martwymi naturami, ot namalowana tacy z winogronami, pusty dzbanek, lawęda i rak i nagle ludzie doszukują się tam alegorii miłości w kontekście wiary chrześcijańskiej i przebaczeniu bliźnim. Tak samo popierdolone jak interpretacja inside ( no może martwe natury miały więcej sensu bo faktycznie katabasy płacił za obrazy, a jak wiadomo artysta też człowiek i coś jeść i pić musi więc to ma większy sens. )
Że niby to metafora kontroli i współczesnego niewolnictwa, o wyrywaniu się z okowów, o tym że tak naprawdę to gra kontrolujesz gracza (bo przecież w nią gra) o współczesnym społeczeństwie podążającym za modą czy coś tam.
Potem znalazłem intepretacje że gra jest metaforą sexu ( chłopiec plemnik zostaje wchłonięty przez gluta "komókę jajową" i wytacza się z labolatorum żeby zagnieźdźić się na plaży macicy.

Znalazłem też ogromną rozkminę gierki jako opowieźć o Ideologii Marksistowskiej. (czerwony kubraczek bohatera, wyzwolenie klasy pracującej - serwitorów )

Ale to wszystko nie ma sensu i idę o zakład że twórcy gry też nie mają żadnej fabuły za tym ot pokręcony rzeczy nawrzucane do krótkiej gry żeby gracze myśleli że twórcy są tacy 'artsy' i 'offowi' że robią takie filozoficzne i głębokie gry.
Na dodatek oficjalnie powiedzieli że nigdy nie wyjaśnią fabuł tej gierki.
A wiecie dlaczego ?

Bo kurwa nie ma żadnej !

środa, 27 lipca 2016

MALIFAUX czyli modelarstwo dla zegarmistrzów

Cześć
Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć o przygodach ze sklejaniem duże ilości ludzików do M2E (Malifaux 2 edition ).
Na wstępie chce zaznaczyć że absolutnie nie czepiam się jakości, wykonania i formy rzeźb. Stoją na naprawdę bardzo wysokim poziomie, detale są obłędne, szczegółowe i drobniutkie, ludzie są do ludzi podobni a pozy mimo że możliwe do sklejenia tylko w jeden możliwy sposób (no ale clam packi GW też nie mają multipozy ) są bardzo fajne (zwłaszcza oxfordian mages) Więc tutaj nie czepiam się jakości.

Ale chciałbym zwrócić uwagę na to JAK to zostało przygotowane bo w głowę zachodzę po co i dlaczego ktoś robi innym tyle krzywdy przygotowując zwykły ludzki model do sklejenia z 11 części !

Chcąc wejść w "malifo" przygotujcie się na to że prawie każda głowa nie jest po prostu głową w rozumieniu np. modelarstwa GW czy większości innych firm. Jest to fragment zawiłych puzzli nierzadko składający się z 3 czy 4 części. No bo przecież nie można było zrobić głowy która jest po prostu głową nie. wygląda to tak np:

Jak widzicie głowa (albo może i nie) głowa składa się z przodu (twarzoczaszki i kawałka włosów) tyłu czyli czapki z resztą włosów i tego malusieńkiego JEBANEGO kawałeczka włosów z miejscem na kokardkę która każdy normalny przyzwyczajony do GW człowiek uznał by za opiłek czy kawałek wyciętej formy. Albo po prostu by mu się zgubił w paproszkach na biurku. 
Dobrze że nie mam dywanu w pokoju bo nie powiem ile raz element który brałem pęsetką (na załączonym obrazku) i troszczke za mocno ścisnąłem robił mi "pziiiiińk" i znikał gdzieś na podłodze. ;_; masakra.
W ogóle ostatni raz jak sklejałem coś pinsetą na modelach to jak sklejałem modele redukcyjne milion lat temu. Nie sądziłem że w grach bitewnych to będzie do czegoś pomocne :/


 Tutaj zdjęcie z doklejonym kwiatkiem we włosach, kurwa wszystko to jest tak maciopkie że naprawdę myślę o nabyciu lupy jubilerskiej takiego okularu żeby to sklejać. Myślę że tacy zaprawieni w bojach z malifaux modelarze spokojnie mogą spisać swoje wrażenia w swoich pamiętniczkach

No i w ogóle absurdalność elementów do klejenia. Dlaczego np. ten kwiatuszek musiał być osobno ? nie zmieścił by się w formie jakby był razem z głową ? dlaczego np. prawie każda sakiewka jest osobnym elementem no kurwa jakoś GW sobie z tym radzi a przesunięcia formy sprytnie ukrywa pod płaszczami i pachami. Nie tutaj wszystko jest osobno. Jakby był model z gołym pindoem ZAKŁADAM SIĘ że każde jądro i napletek były by osobno. Po prostu 100% pewne.

Co do absurdalności elementów są tez absurdalne miejsca ich klejenia


Takie jak na tym zdjęciu, kołczan ma dłoń trzymająca strzałę na sobie i łączy się na nadgarstek z reką. Kurwa serio ? miejsce styku/klejenia 0,2 mm. Na pewno będzie się trzymać.
dobrzym przykłądem była też Angelica opisana w poprzednim poście która miała 2 palce na batucie a reszte na dłoni i kleiło się to własnie do tych 2 palców. 

 
A to mój faworyt czyli manekin z palcem osobno. Antygeniusz robienia modeli.

Naprawdę człowiekowi odpowiedzialnemu za to powinni zrobić Norymbergę i skazać za zbrodnie przeciwko ludzkości. 

Najśmieszniejsze że te modele też nie są pozbawione technicznych "mankamentów" odlewania z plastiku. Oczywiście nadlewki są mniejsze i wlewy po fromie też ALE to nie znaczy że ich nie ma. A zwłaszcza przy porównaniu drobności elementów. GW ma np. średniej wielkości nadlewki, ale detale ma duże i klocowate więc usuwa się te nadlewki łatwo, nawet spomiędzy ząbków, futra, ćwieków czy czego tam innego. Zwłaszcza że GW bardzo sprytnie prowadzi linię podziału w ukrytych miejscach, a to wzdłuż kabla, a to pod pachą, a to ukrywa pergaminem i prawie jej nie widać.
Panowie z WYRDa pokazują Ci środkowy palec i formę regularnie prowadzą PRZEZ ŚRODEK twarzy. (to moje ulubione miejsce, zaraz obok jest prowadzenie formy przez środek cycka bo pod pachą nie wolno) i tak malifaux ma małe nadlewki ale detale JESZCZE MNIEJSZE. Więc porodzenia w spiłowywaniu nadlewek spomiędzy koralików i bransoletek wielkości roztoczy. 

Teraz wiem czemu im wyszedł skirmish. Przecież jakby bandy miały po 15-20 modeli to ludzie popełniali by masowe samobójstwa. 

No ale dość już o słoniu




Wczoraj oglądałem ten film i gorąco polecam.
Są seksy i przemoce a momentami naprawdę sporo. Całość ma świetne zdjęcia i kapitalnie oddany klimat (scenografia, kostiumy muzyka) A do tego sama fabułka bardzo dobra, w typowo zakręconym lynchowskim stylu, tylko więcej krwi i cycków niż u Dawida (niewiele, ale jednak więcej)
Nie chcę za dużo pisać bo po prostu film jest świetny i broni się sam. Ale zaznaczam że normalny to on nie jest, w sam raz na sick night film festival :D



wtorek, 19 lipca 2016

M2E malowanie

Dzisiaj się mierzyłem z malowaniem modelu do gry MALIFAUX (2 edycja)
Oto co z tego wyszło.

Panie i Panowie, przed Państwem Konferansjerka Teatru Gwiazda Andżelika. Powitajcie ją oklaskami !

Co do samego modelu, jest drobny. Jest KUREWSKO drobny. Sklejenie tego to był cytując stonogę "Jakiś kurwa dramat". Mimo że tak naprawdę ja musiałem dokleić jej rączki batutę to nie wiedziałem jak. Myślałem że jakichś palców jej brakuje, cholera ułamałem ? o fak. A może nie ma, może o to chodzi w świecie gry że nie ma kilku palców. A może ma a ja nie widze, oglądam przez lupę, co się okazało ? że dwa środkowe palce były na elemencie batuty do doklejenie. Kto kurwa wpada na takie pomysły ?? punkt styku/klejenie części 0,4 mm. No kurwa, dobrze że plastik, jakby to była żywica ot łamała by się od drgań bicia mojego czarnego serca.
Ale nie da się ukryć że modele są piękne. Strasznie mi się podobają jeśli chodzi o wykonanie (podział form i elementów do doklejenia to co innego i tutaj bym strzelał w tył głowy) może nie każdemu stylistyka podchodzi (mi tez niektóre rzeczy nie do końca siedzą) ale nie da się ukryć że detal, rzeźba, poza, pomysł no kurcze no naprawdę na najwyższym poziomie.
Ma to oczywiście swoje minusy - Weź tu namaluj oczy na modelu z głową prawie że wielkości główki od szpilki, klocowatym modelom space marines mogłem tęczówki nawet robić (co nie znaczy że są złe, po prostu GW to trochę inna stylistyka, też bardzo fajna, ale inna)
Ale poza samym klejeniem (naprawdę no legendy u nas w klubie nie były przesadzone) same ludziki bardzo smukłe drobne i świetnie wykonane. O dziwo mimo że malowałem prawie że, z okularem jubilerskim robiło się to bardzo fajnie. Nie są obsrane od góry do dołu jakimiś pierdołami.
( GW ma maszyny do odlewania które nie są przystosowane do zrobienia więcej niż 0,7 cm kwadratowego prostej / płaskiej / jednolitej powierzchni. Jeżeli takie coś zostanie zaprojektowane w programie 3D maszyny i tłocznie same dodają tam czaszki i pergaminy, ew łańcuchy. Po prostu technologicznie nie da się tego zrobić. --> chcę w to wierzyć :P)
W związku z czym malowało się to bardzo ciekawie, no i na pewno wyzywająco ( eee.. w sensie że stanowiło wyzwanie)
Mam nadzieję że sobie poradziłem :)


Gościnie artykuł od WRATH OF GOD który mnie bardzo poruszył:

Do list gier, którego fenomenu nie rozumiem, a próbowałem moge dołaczyć undertale ( link żebyś wiedział o czym rozmawiamy) . Gra 123MB, 8bitów rzecz jasna, pierwsza setka gier na PC według metacritic, 8.3 na gry online, 30 tys. pozytywnych recenzji na steam, gra RPG roku 2015, która wyprzedziła na steamie nowego Erected Cock'a (Metal Gear Solid), mnóstwo ciekawych rozwiązań, grę którą trzeba skończyć kilka razy żeby zobaczyć PRAWDZIWE zakończenie (albo jak ja na jutubie 17 minut filmu pijąc piwo). Wczoraj odpaliłem. Pograłem 2-3 godziny coś koło tego. Po czym wyłączyłem kompa, stwierdziłem, że muszę to przemyśleć. O kurwa jego jebana mać ! Wyszedłem z kotem na peta, już się przejaśniało, kot zaciągnął się skunem i rzekł: "widzisz co się ludziom podoba ? już sobie nie pograsz stara cioto, bo nigdy nie będziesz targetem". Skiepowałem do popielniczki, drugą ręką nasypałem karmy do miski i powiedziałem : "zamknij twarz, zbudzisz Dorotę.", ale w głębi serca wiedziałem, że skurwiel ma rację.

Od siebie dodam:

- 8 bitowe gry były zabawne tylko za pierwszym razem, to jak powtarzać w kółko ten sam żart

- powiem tak na game boya to bym po prostu dołączył sobie zbiorniczek do spuszczania sie.. ale wydac takie cos w 2015 ? no nie wiem.. no ... to tak jakby chodzić w fedorach i podkręconych wąsach w 2016 roku

- ohh..w8

- straszne ten gameplay dał mi raka

- i jeszcze na kickstarterze uzbierali hajs
  ludzie za to płacą?
  a..uzbierał.. a nie uzbierali

- ludzie sie kurwa jeszcze muzyka jaraja
  to tak jakby rozpisywac sie nad OST do super mario bross
  Ta gra w CDA dostala za audio 9/10
 
 - 10 EURO to kosztuje, to za taką cenę można normalną grę kupić. 

- Czemu ludzie moga zrobić porządną niezależną grę ze świetną grafiką i muzyką ( patrz darkest dungeon) a równocześnie moga wydać takie gówno

- które jest 100 najlepszych grach na PC ? o co kurwa chodzi ??


ja od siebie powiem że nie jest w stanie tego ogarnąć....

a do posłuchania fiński RAC  ):-=D  na uspokojenie 





sobota, 16 lipca 2016

Last Stand

Ostatnio pykam sobie w ten wariant znanej i lubianej przez wszystkich 40stkowców gierki DAWN OF WAR II.
Jest to sieciowy tryb polegający na tym że do wyboru mam po jednym bohaterze z każdej strony konfliktu (normalnie każda "rasa" ma 3) i stajemy na arenie do walki z kolejnymi falami coraz mocniejszych wrogów, do pomocy mamy 2 innych graczy. Wydaje się banalne, ale zaskakująco jest całkiem rozbudowane i "kombogenne". Grałem sobie jakoś tka po sieci z moim internetowym przyjacielem i po n`tym razie dostania wpierdolu (taki jestem dobry :D) zaciekawił mnie guzik LAST STAND. Pytam się - co to jest ? kolega na to że taki inny tryb, nie grałeś ? - no nie. - no to dawaj, wybierz sobie kogoś.

No i tak pierwszy raz miałem styczność z tym troszkę podobnym do LOL/DOT trybem gry w mojego ukochanego warhammera 40.000

Faktycznie do wyboru mamy po jednym bohaterze. Przykładowo Orkowie mają warbossa, mekboya i komandosa, my możemy wziąć tylko mekboya. Kosmiczni Marines Chaosu mają też trzech bohaterów: Lorda, czarnoksiężnika i uświęconego czempiona zarazy. My mamy tylko Czarnoksiężnika.
Mój wybór z początku padł właśnie na niego:


Mamy ekran postaci tuż przed grą gdzie możemy wyposażyć się w konkretny ekwipunek (pancerz, dwie bronie po każdej na łapce albo broń dwuręczna i jakiś wargear specjalny jak granaty czy cuś) Na początku oczywiście dostajesz jakieś gówna, czy tam stockowy sprzęt. Dopiero po wbiciu każdego kolejnego poziomu dostajesz nową umiejętność albo sprzęt.
No i powiem że grało się całkiem fajnie. Zwłaszcza na słuchawkach, jak można było się sprzymierzyć ze znajomym, wspólnie się osłaniać, ratować i uzupełniać. Jest sporo kminienia, na zasadzie, jeden bierze tanka, aha okej to ja wezmę jakiegoś "buffera" albo long range DPS czy jak to tam. Żeby nie wyszło że jest 3 kapitanów space marines i nikt sobie z hordą nie radzi, albo odwrotnie trzech Gwardyjskich Komandirów i wszyscy padną od jednego jakiegoś koksa jak wleci :P
Wyjątkiem są dodani w DLCkach (bo Relic kurwą jest!) Tau Commander i Necron Lord. Zwłaszcza ten ostatni jest stworzony z jakiegoś zapożyczonego od radzieckich inzynierów dingonium przemieszanego z haxxordermis. Serio, koleś jako jedyny może last standa brać na solo, bez drużyny i jakoś nieszczególnie się spocić przy tym. Ponoć nie ogarnia hord tak dobrze jak niektórzy inni, ale co z tego jak może np. co 19 sekund się leczyć do full paska albo być nieśmiertelnym przez dłuższy czas. Kurde no nawet wskrzeszanie (gdzie wszyscy inni musza podejść i postać przy innym bohaterze żeby go wskrzesić, każdy tak może z automatu ) necron ma ressurection orb którą puszcza na odległość i ta może wskrzesić 2 na raz. A on przez ten czas nie musi tam stać tylko nakurwia. Pomyślcie o tym jako o wymaksowanym IS3 z dwuperkową załogą na stockowe 8mki i większość 7mek. Rzeź.
Tau Commander też jest niesamowicie mocny (ma broń na każdą okazję jak to tau) ale w próbowaniu z necronem jest miękiszem.
Oczywiście obaj goście są do pogrania za 40 zł (kurwa straszna cena!) 

Nigdy też nie jest tak do końca samotnie bo chyba większość bohaterów mam możliwość przywołania kogoś ( a to Imperial Guard Lord General może przywołać oddział piechoty gwardii, oddział weteranów z Catachan czy potem szturmowców z hellgunami. Czarnoksiężnik ma doppelgangery, hive tyrant na początku genokrady i nawet Kapitan Space Marines na 18 poziomie ma dreadnoughta jako wsparcie)

Maksymalny poziom to 20, ale nie tak szybko do niego wbić. A nawet jeśli, przed sobą masz kolejne postacie do grania :) a jak już masz maksymalny dopiero pewnie wtedy zaczyna się zabawa w różne buildy, konfiguracje, ustawienia itp.


Tak czy siak gra wygląda tak:
"zwykły" dow II bez budowania bazy z jednym bohaterem którego mamy.
Fajnie jest grać ze znajomymi, dobrze się bawić, śmiać i żartować. Fajnie jest trafić na kogoś sympatycznego i razem pograć. Ale oczywiście też jak to w każdej grze zdarzają się buce i nooby. Np, koleś chyba specjalnie mnie nie chce wskrzesić tylko stoi obok i poleruje pancerz, no kurwa, a trzeci koleś specialnie musiał sam sklepać resztę, wrócić i mnie wskrzesić. Oczywiście przez takie akcje sam sobie szkodzisz, bo jest nas mało, tylko 3. A nie tak jak w WoCie 15. To zarówno plus jak i minus. Ale chyba większy plus bo jest mniej zielonych :P
Gra natomiast polega w sumie w 100% na współdziałaniu i syngergii między bohaterami, rączka rączkę myje. To nie WoT gdzie po prostu trzech dobrych amigos w plutonie rozkurwi solo całą bazę. Albo po prostu każdy gra sam ale koło siebie. I chyba tylko lekkie zwiadowcze czołgi nie mogły grać same, no komuś muszą spotować. Reszta sobie poradzi...   Tutaj jest inaczej.
Fale są pomyślane fajnie, są tematyczne, skalują się fajnie z czasem, jest ciężko ale nie niemożliwie.
Minusem wielkim dla mnie jest to że są tylko dwie mapy "Krwawe kolosaum" (które macie na screenie i którym już rzygam) i Kowadło Khorna które jest z dupy jako mapa a na dodatek mega trudne, cholera w krwawym koloseum na 4 fali masz dalej eldarską piechotę a w Kowadle Khorna w 4 fali masz już chyba pojazdy. W pierwszej zanim się załadujesz dostajesz salwe z granatników , bo tak i nie masz czasu na nic.
Gdzie w drugiej planszy masz spokojnie czas na rzucenie buffów, postawienie wieżyczek itp.

Gra się w to bardzo fajnie, chociaż nie jest to ogromna gra niczym wspominany world of tanks na przykład. ot bardziej nakładka do istniejącej strategii, ale naprawdę fajnie zrobiona i ciekawie pomyślana. Wkręca levelowanie postaci, staranie się być coraz lepszy "o kurde czyżby nam się udało dojść do 14 fali chłopaki ? o kurwa nie zjebmy tego!!"  i zaciekawienie jak sprawdzi się nowy sprzęt co go właśnie dostałeś ( o w morde wieżyczką z działem plazmowym !! bierę !!11oneone!!)

Każdy kto jeszcze nie grał czy się waha gorąco zachęcam.

Aha, żeby nie było że jak coś skopałem w recenzji czy nie do końca trafnie coś opisałem to przez to że jestem jeszcze noobem.

poniedziałek, 11 lipca 2016

trench coat mafia

Na począteczek do posłuchania pedalska piosenka która ze względu na bliską mi tematykę i fajnie zmontowany fan made video (który tak naprawdę jest sieczką z fragmentów dokumentu ZERO HOUR) bardzo mi się spodobał
Po tej piosence zacząłem zgłębiać temat. Mimo że od tamtego czasu minęło ponad 16 lat ciągle robi wrażenie. No i tamte wydarzenia na dobre zagościł w kulturze masowej. Jak bardzo można było zgnoić człowieka żeby doprowadzić go do zrobienia czegoś takiego. No jak to się mówi "revenge of the nerds" :P

Tak czy siak zupełnie bez związku z tematem byłem w niedziele w klubie, a że współdzielimy go z innym równie fajnym ośrodkiem postanowiłem sobie poużywać (nie, nie gramy w warhammera w burdelu ale w strzelnicy) znajomy namawiał mnie na serię z Maxima żeby poczuć się jak pradziadek, ale stwierdziłem że to było by zbyt ostre przejście od wiatrówki z Lidla do pierwszowojennego karabinu maszynowego dlatego stwierdziełm że lukę wypełnie Berettą 92 (znaną jako M9 czyli przepisowa broń boczna wojska USA )
przyznam że pierwsze wrażenie od razu, ciężkie to dziadostwom kilogram stali trzymaj sobie na wyprostowanych rękach przed sobą, no to nie taki hip hop :P potem huk, odrzut i rozgrzane łuski, zupełnie nie jak w ASG :P no i zdecydowanie gorzej szło z mierzeniem
 niby odegłość tylko 20 metrów ale kurcze pieczone jak na pistolet trochę daleko imho :P
w ogóle strzelnica w zamkniętym pomieszczeniu mimo wytłoczek po jajkach jak w salkach prób (och grało się ten nsbm grało :P ) to i tak pogłos i huk rozsadzał czaszkę. Tak czy siak wyszło mi tak:
te dwa na dole to nie moje, z 9 strzałów 6 trafiło w kartkę papieru ;P a 3 w czarny punkt na środku. Czyli co wychodzi na to że BS3 ? not bad.. gwardyjski :P
Aż dzisiaj mam ochotę wyciągnąć wiatrówkę i trochę poćwiczyć, (choćby pozycję strzelecką)

W międzyczasie Gie Wu wydało Wood elfy do warha...aaa.. znaczy wydało rasę Sylvaneth ( i walce nie nazywają się tak żeby budzić skojarzenia z lasem jak WOOD elfy bo Silva to wcale nie las po łacinie przypadek) do Ao$

ale modele są nędzne, znaczy wykonane bardzo prawidłowo z dbałością o detale a w stylistyce daleko wykraczającej poza "lubienie" standardowego fana low/dark fantasy, To już jest high godlike feudal science fiction" coś jak heroes 4 w zwyż, niby fantasy ale wszyskto dzieje się w kosmosie. ja podziękowałem dawno temu (chociaż orkowie byli fajni i niektóre modele Khorna)
W zasadzie nie mam co napisać bo wszystko już zostało o nich powiedziane a ja w sumie zgadzam się ztym wszystkim :)    czyli tym że wood wcale nie elfy dostały swoje Ushabt
że mają swojego dreadnoughta/hellbrute`a z pancerzem z pasieki mk.III
chyba tylko Bogini Alarielle moim daniem ma naprawdę fajny model:
bałem się że żuczek będzie głupim pomysłem ale całkiem fajnie siedzi, takie stworowate coś, ożywiona ściółka leśna, poprzerastana gałęziami i mchem, a sama Alarielle ma skrzydła z liści.
Chociaż i tak wolał bym wielkiego złotego jelenia ew. łosia czy żubra dużo bardziej elficko lasowate, no ale GW chciało zrobić coś nowego odejść od schematu elfów pedałów i zrobiło po prostu demony lasu, które wcale na dobre elfie duszki nie wyglądają, powiedział bym że świetnie nadają się na leśne konwersje demonów :P  ja jestem straszna konserwa i takie coś śrendio mi pasuje i elfy to mają być elfy, zapinające się w dupę na mchu zadufane w sobie wikkańskie długouchy, a nie takie coś. Chociaż rozumiem ten ruch, jak już wiele razy wspominałem, to nie Stary Świat tylko że tak powiem postapokaliptyczna wizja magicznych wymiarów która powstała na jego gruzach, a przetrwali tylko ci co umieli siędostosować (najwyraźniej Imperium, Bretonia i Królowie Nehekhary nie umieli :( ) No ale nic, czekamy co tam dalej GW namota. Przyznam że jedno jest pewne, modele mogą się podobać albo nie ale na pewno są bardzo ciekawe !