wtorek, 12 grudnia 2017

Flames of War kolejny turniej


Cześć

Dzisiaj opiszę wrażenia z kolejnego turnieju Flames of War.
Tym razem odbył się lokalnie we Wrocławiu więc nie musiałem się zrywać bladym świtem (szczególnie w zimie jest to niefajna sprawa).

Moja rozpiska:

1650 pkt/ Late War/
SS - Kampfgruppe Spindler 
Fearles /Veteran

HQ -                                                 


SS Kampfgruppe Spindler HQ         85 pkt

2 x smg command
1 x panzershreck



Combat Platoons

ss panzergrenadier platoon I          290 pkt
6 x MG + panzerfaust  / smg panzerfaust command

ss panzergrenadier platoon II          290 pkt
6 x MG + panzerfaust  / smg panzerfaust command

ss panzergrenadier platoon III 3      290 pkt
6 x MG + smg panzerfaust command

SS heavy platoon                                70 pkt
1 machine gun section

2 x MG42


Weapon Platoons


SS anti tank gun                                   170 pkt
3 x PaK40 7.5


Support Platoons


Schwere panzer platoon ( C/V )
Konigstiger                                          345 pkt

rocket launcher battery                     110 pkt
3 x NW41 15cm

I jak już widzicie sam się zwałowałem bo trzeci pluton nie miał panzerfaustów a kosztował tyle samo jakby miał. czyli grałem turniej o 60 pkt mniej. Troszkę się sfrajerowałem o czym przekonałem się już po turnieju jak rzuciłem okiem raz jeszcze na rozpę. No ale trudno, łosiów nie sieją, sami się robią nad rozlanym mlekiem czy jakoś tak. Sędzia kalosz że nie zwrócił uwagi. Na poprzednim kazał mi poprawiać rozpę jak się pkt. nie zgadzałam. no mniejsza





Pierwsza gra ja kontra Ajax i jego Panzer Kampfgruppe z podręcznika Desperate Measures ( Pantery Confident Trained dzięki temu były tańsze i weszło ich więcej ) do tego pluton  Panzer II luchs które okazały się OP (plz nerf) i Hansa Ulricha Rudla (niemieckiego ASA przestworzy, taki czterdziestkowy specjal :P) 
Gra była szybka ale to przez moją indolencję i ślepe wierzenie w pola minowe. (przechodząc przez nie musisz zdać skill test inaczej czołg dostaję pewną bułe) ja stwierdziłem że na pewno nie będzie ryzykował i całą armią zająłem drugi znacznik, przy tamtym symbolicznie czekała artleria rakietowa.
Okazało się że jednak że ryzykował, w końcu miał do stracenie PZ IIki więc jakby nic. no i dobry rzut 5,5,6 wszystko zdane i heja banana pruje przed siebie, wjeżdża mi na capa. mi wychodzi z rezerw piechota, ta która niby nie miała mieć panzerfaustów. Ostrzeliwuje mi dowództwo plutonu, szarżuję. Ja przegrywam walkę bo pzII jest pełnosprawnym czołgiem z pancerzem 3 z przodu i 1 z góry ( ani granatami ani karabinami maszynowymi go nie przebiję za bardzo) nie zdaję morale, uciekam, działa też. nie ma mnie w 4" od znacznika. GG easy.
Trochę jak w World of tanks, wszyscy się kurwa rozjechali a przeciwnik wjeżdża nam scoutem na capa i nikt nie zdążył wrócić :/
wpierdololo. mimo że jeszcze dużo mi zostało na stole.

Gra druga.
Ja kontra Ekonomi i jego Brytyjska pancerka ( Trochę Cromwellów, trio Challengerów ( z AT 15, to już mój kotek się może poczuć zagrożony z boku :P) jakaś piechota, sextony i samolot Typhoon.

Gramy z dupy scenariusz, znaczy ja wylosowałem dla siebie misję której nie lubię. tzn. że od 2 tury co turę muszę wycofywać jeden pluton (ściągać ze stołu) co jest takie sobie bo nie dość że przeciwnik mnie będzie niszczył to ja jeszcze muszę wycofywać plutony. A jak zostanie mi jeden na stole to on po prostu zajmie nie broniony drugi znacznik. Wygrywam w 9 turze albo jak zdejme wszystko ze stołu. Plus taki że nic nie mam w rezerwach i wszystko na stole. Więc wystawiłem się jak na zdjęciu, piechota na znacznikach, trzeci pluton wsparcia na środku i podbiegnie tam gdzie będzie trzeba wesprzeć resztę. Kotek w ruince robi za fire base działa w zasadzce (pojawiły się w lasku po prawej)  On stoi jak stoi, atakował mnie z lasu. Ale robił to dość niemrawo.
Widać bał się tygrysa, (zamiast go zignorować) i grał niezdecydowanie, albo powinien siedzieć w tym lesie i tylko z daleka do mnie pruć (do piechoty) i gnębić artą. Albo przyatakować wszystkim naraz. Niestety trochę, podjechał, trochę się cofnął, trochę postrzelał. Popełnił bardzo duży błąd szarżując na piechotę z panzerfaustami, potem zrobiłem mu zwrotkę i jedne Cromwelle się posypały. Piechotą zamiast pomóc stał gdzieś w dupie. Koniec końców ja nie straciłem żadnego plutonu on miał takie straty że kompania nie była w "good spirit" i zrobił tak jak necroni w 4ed dexie, (phase out) pierwsza wygrana ( i jak się okazuje ostatnia). I zrobiłem to pomimo wycofywania plutonów co turę. jedyna sytuacja jak się spociłem to jak samolotem ostrzeliwał dach mojego Tygrysa II. Ale albo on miał nędzne rzuty na trafienie, albo ja to na 5 odbijałem..uff
Jak to było w memie:
I dont always win, but if i win, i take no prisoners ! #PeiperDidNuffinWrong 

Trzecia gra ja kontra Vincus i jego Nowo Zelandczycy:
2 plutony piechoty ( w tym jedni to maorysi) sporo dział ( moździerze, 6 funtówki, 25 funtówki) do tego shermany i M10tki (tak zwane Wolweryny, tak, tak samo jak ten Xman :P) no i universal carriery jako zwiad
(armia oryginalnie miała być Polakami spod Monte Cassino i naprawdę świetnie była wykonana, nawet te maki na podstawkach :3)
Jak zobaczyłem że przeciwnik kładzie obj. markery z logiem ETC to już skumałem, że to nie będzie spacer po parku.
Ale muszę przyznać że grało się baaaardzo fajna i mimo że tak czy siak wpierdol to tani skóry nie sprzedałem. i nie mam do siebie pretensji. Rzuty miałem wyjątkowo chujowe a przeciwnik kosmiczne, aż usiadł i nabierał powietrza przez chwilę jak rzucił z ręki kilka 6 (bo dlaczego nie)
Ale w przeciwieństwie do niektórych nie twierdziłem że ma wałowane kości i nie kazałem grać jednym kompletem :P
Gramy jak widać wzdłuż, ja się bronie on atakuje, klasyka gatunku.
W tej grze pierwszy raz użyłem absolutnie wszystkiego ze swojej rozpiski i wszystko się przydało.
Przerzut rezerw ? extra, tygrys wyszedł w pierwszej turze.
CKMy ? super, nareszcie miały do czego strzelać (dużo piechoty nacierającej na mnie)
Konigstiger ? Nareszcie się wykazał a nie był tylko drogim fire magnetem/bronią psychologiczną.
Sam poskładał pluton M10, ściągnął jednego shermana, jednego carriera i odbijał pociski dupą (jak porządny ruski czołg w world of tanks)
Natomiast tak jak mówię, rzuty miałem turbo chujowe i na 12 strzałów na 4+ potrafiłem zranić go raz czy dwa razy. on na taką samą salwę na 5 ranił mnie 8 razy. Jakiś kosmos.
Tak czy siak przegrałem i na morale ( skończyły mi się oddziały do trzymania kompanii) jak i na znacznik (odbił ten po prawej a mi nie udał się na niego kontratak, no bo - rzuty)

Do tego karał mnie niemiłosiernie artylerią ( zasada rumpus to zło! jak wstrzeli się za pierwszym razem ja przerzucam udane sejwy - auć!) i 6 funtówkami które każde po 3 strzały waliły taką salwę że nawet bycie w domku mojej piechocie nie pomogło. Ogień lał się z nieba straszny

All in all 9 miejsce na 16 graczy. Not bad (obama face) i dokładnie tyle samiusieńko punktów co BuBu z którym przyszedłem na turniej :D z tego chyba najbardziej jestem zadowolony.

Znowu muszę powiedzieć że spoko atmosfera, super sympatyczni gracze których pozdrawiam (naprawdę zero spin) chociaż momentami był problem z interpretacją zasad (za każdym razem dowiadywałem się czegoś nowego np. o wjeżdżaniu z rozkazem spoza stołu)

Koniec końców było turbo fajnie, na pewno wpadnę na następny. To jest mega fajny system do grania z bardzo spoko środowiskiem.
Dalej jestem w trakcie układania swojej idealnej rozpiski piechotnej, takie moje idee fix. A że smaków niemieckich dywizji jest tyle, że trochę mi te poszukiwania zajmą.
A może to taki film drogi, chodzi o to żeby gonić króliczka a nie go złapać. hehehe

Tak czy siak, do przeczytania następnym razem (mowa o kolejny wpis)

na tym zdjęciu grobo tak zesrany że nawet przeciwnika nie potrzebuje XD

 

sobota, 9 grudnia 2017

Królestwo Śmierci: Potwór

Cześć.

Dzisiaj opowiem wam o wrażeniach z pierwszej rozgrywki w planszówkę pod tytułem Kingdom Death: Monster.
Tak, to jest właśnie ta gra rozhajpowana do poziomu absurdu. Chociaż z faktycznie niepowtarzalnymi i kapitalnymi modelami stworów (bo już niektóre pin upowe dziewczyny z figurą lekkoatletki, biustem lolo ferrari a twarzą japońskiej 10 latki już delikatnie mówiąc "średnio" mi pasują, ale całe szczęście z tego co wiem to tylko dodatkowe modele, takie "ekskluziwy") 
to uważam że jej cena i podnieta jaką wzbudza jest niewspółmierna do tego co oferuję.
Czy faktycznie tak jest, cytując vlogi Vikernesa : lets find out !

Grałem w grę przedwczoraj, we 4 osoby, bo w tyle powinno się grać, znaczy niby można w więcej, ale we 4 osoby idzie się na "akcję" (czyt. polowanie na stwory czyli jakby clue wieczoru) reszta w tym momencie nie wiem, dłubie w nosie czy wychodzi na fajkę, bez sensu, dlatego gramy na 4.
Najpierw rzuciło mi się w  oczy naprawdę świetne wydanie, na necie nie robi to takiego wrażenia, a może robi ale ja się broniłem. Ale cała otoczka i że tak powiem atmosfera wizualna gry naprawdę jest na wysokim poziomie i buduję klimacik. Jest ciężko, jest trochę Darkest Dungeon. nawet bardzo bo konstrukcja tej planszówki baaaardzo przypomina tego zacnego dungeon crawlera, tylko zamiast nieokreślonego świata ala XV/XVI wiek przepełnionego nieumarłymi i stworami mamy totalnie pokurwione coś (lubię to!) Zaczynasz grę nie wiedząc nic. Intro jest takie że budzisz się, nic nie widzisz, wycierasz z oczu czarną maź która zakrywała Ci twarz. Masz na sobie kawałek szmaty a obok lampę. Jedyne co widzisz to kamienne twarze (dobre skojarzenie - berserk ) które ciągną się aż do granicy światła, szarżuje na ciebie lew, wyrywasz kawałek twarzy żeby mieć czym się bronić.. i zaczyna się gra :)

tak zaczynasz grę:


I faktycznie, zaczyna się gra. Zasady są nawet skomplikowane, dużo wszystkiego, jak na planszówkę karty postaci nie powstydził by się współczesny post erpeg! (serio, karty są dość bogate i sporo tego moim zdaniem jest) ale nie jest to rzecz nie do ogarnięcia, nawet dla normika. Grała z nami kobieta, więc da radę :P I mamy planszę na której jesteście wy i lew. oddzieleni od siebie polami, klasycznie jak w planszówce chodzimy po polach (niestety nie można chodzić na skos, trochę to durne ale .. do przeżycia) rzucamy kostkami (k10 plus k6 specjalistyczne z lokacjami trafienia - ręka, noga, mózg na ścianie)  mamy współczynniki szybkość ataku (ilke kości kulamy) siłą (na ile ranimy) choroby psychiczne, urazy, pancerz (każdy obszar osobno, głowa, torse, ręce itp) survival (daje nam przerzuty) zrozumienie, czujność i tak dalej. No i taki mini rpg smaczek ( od razu zaznaczam, ta gra nie jest RPG, choćby nie wiem jak się nie nagimnastykowac w definicjach, no kurwa nie :P) wybieramy imię dla postaci. Choć nie należy się do tego imienia zbytnio przywiązywać z kilku powodów:
po pierwsze: to nie rpg i i tak każdy do siebie mówi "niech Seba pójdzie z boku i jebnie za 2" a nie "Razielu! zaatakuj tego stwora z flanki, a ja odwrócę jego uwagę!"
po drugie: będziesz umierał, dużo, więc postacie się wymienia, znaczy jak masz z jakiej puli
po trzecie: przechodząc do trzeciego, tak bardziej jesteś zarządcą ekipy, a nie konkretną postacią coś jak w swat czy Xcom czy właśnie darkest dungeon masz pulę postaci w "bazie" i wybierasz kim akurat idziesz na misję. proste. Ale na początku kogoś w prologu Tworzysz.

Welcome to Hell, I`ll be your guide
Tak, to jest mniej więcej ten klimat który uwielbiam

Powiem że lew w Prologu nas ostro pokarał i były ofiary w ludziach (znaczy jedna, bo druga ofiara to kobieta) Ale za drugim razem poszło nam z nim lepiej (wprawdzie z mniejsza odmianą, ale i tak) może też dlatego że zrobiliśmy sobie jakąś broń i tak dalej. Za trzecim razem walczyliśmy z antylopą i już było ciężej, ale daliśmy radę, znowu bez strat w ludziach.
Sama gra zbliżona jest do trochę takiej magii i miecza może, do właśnie komputerowego darkest dungeon. Macie "bazę" (miejsce gdzie przebywa reszta, ludzi i gdzie jest stos lamp dających światło i rozświetlający mrok, obok powstają też pierwsze rachityczne obozowiska, a to namiot ze skóry, a to warsztat kości, a to przemiał organów.
Każdy z tych punktów służy do produkcji sprzętu (głównie broni i zbroi) z kości/skór itp.
możecie rozwijać jakieś "technologię" chociaż bardziej powiedział bym idee (jak np. mowa albo to co robicie ze zmarłymi (można ich jeść albo grzebać) co robicie z dziećmi. A właśnie dzieci, w tej grze motyw seksualny jest bardzo mocny, trzeba się rozmnażać (sexy wychodzą na 8+), żeby mieć nowych ludzi do wychodzenia na polowanie, a obecni się starzeją i umierają ( kampania trwa 30 lat czasu gry, około) Tak czy siak większość z tych rzeczy tworzy się z surowców które zbiera się po stworach więc trzeba wychodzić "on the hunt" więc wyruszasz na polowanie np. na lwa, wspomnianą antylopę czy fenixa (jego jeszcze nie próbowaliśmy) po skórę, kości, organy, albo lwie jaja (tak, koledze udało się urwać lwu jaja przez co przez resztę bitwy był niemiłosiernie wkurwiony (chyba +1 do siły) ale za to miał kartę "jaja lwa" jako przedmiot do przerobienia na coś :P (taki surowiec:P) ps. samemu tez można je stracić, wtedy nici z sexów :P
jeszcze do tego dochodzą bossowie, niespodziewane eventy (przy wyruszeniu na polowanie odkrywasz karty co dzieje się po drodze, a jest tego w kurwę)
Naprawdę gra się bardzo fajnie, bałem się małej interakcji między graczami, ale o dziwo jest okej, trzeba sobie pomagać, tworzyć wspólnie plany walki (np. ktoś odciąga stwora żeby ktoś inny zaatakował do od tyłu, ktoś ma łuk żeby strzelać z daleka, ktoś inny razi go z bliska kościaną pałką itp) wspólnie wybierać idee i "budynki" i ulepszenia. jest okej,
Koniec końców byłem mega negatywnie nastawiony jako do "hipsterskiej fantazji dla nuworyszy" Ale zdobyła moje serce całkiem zgrabną mechaniką i miłą dla oka oprawą. Okej, nie jest warta tego hajs i umówmy się, jakby zamiast tych pięknych modeli były drewniane pionki i czerwone żetoniki czy tam znaczniki (jak domki w monopoly) to nawet bym nie splunął w stronę tej gry CO NIE ZNACZY że nie jest fajna.

Daję 8/10 jest naprawdę fajne, całkiem udana (choć nie jakaś nowatorska) mechanika połączona z dobrym mrocznym klimacikiem budowanym przez świetne modele, oprawę wizualną i opisy/eventy/zdarzenia
gdyby nie modele i oprawa wizualna było by 6/10.

Grobo poleca !



niedziela, 3 grudnia 2017

Mój pierwszy raz w ... 8edycję

Cześć

jak widzicie zmieniłem stylówę <swag>

Jako że ostatni post był powiedzmy że modelarski ( ale malowania i rzeźbienia niewiele tam było:P) Teraz będzie powiedzmy battle report (na tyle na ile poprzedni post był o malowaniu)
Czyli mój pierwszy raz w 8mą edycję warhammera 40k Edycję jak się zarzeka nowe GW (tm) OSTATECZNĄ i najfajniejszą ! (co sugeruje że kolejnych nie będzie:( )
Jako gra szkoleniowa, rozpy były bardziej żeby zobaczyć jak co działa a nie żeby od razu wejść po pas w metę i dostać wpierdol.

Przeciwnik grał space marines, nie pamiętam na jakim zakonie, chyba ultrasi, (bo nic innego tam nie ma sensu) Rozpiska z pamięci:
Libra
scouci ze sniperkami
whirlwind
stormtalon
bajki
taktyki w razorkach x 2 albo 3

moja rozpa z pamięci
kapitan w termosce shield i młotek
10 taktyków w rajnosku
5 taktyków w razorku
5 termosów strzeleckich z katarynką
predator chyba ?


Po kolei, pierwsze co się rzuca w oczy to MOIM zdaniem dość niewygodne codexy czy tam indexy do sklejania tego wszystkiego, kiedyś pkt wszystkie były w jednym miejscu ( na końcu) ewentualnie artefakty były wcześniej i już, koniec.
Teraz wszystko jest rozwleczone po całej książce i ja miałem problemy żeby się połapać. Ale dobra, od czego sa batelskrajby i tym podobne. pomijam.

Inaczej wygląda trochę zaczynanie, teraz rozkłada się modele po kolei i ten kto szybciej się wystawi zaczyna, wiem że w wielu grach kiedyś coś takiego było ( Warzone chyba w WFB też) mi się to nie do końca podoba bo sugeruje konstrukcje armii z mała ilością unitów, z powodów zupełnie innych niż taktyczno strategiczne tylko po prostu "exploit" mechaniki. No ale niech będzie.
Zaczynanie, rozstawienie, misje cele, graliśmy turniejowe malestrom + te zwykłe znaczniki..

Pierwsze co mi się rzuciło zaraz po rozgrywce  to straszne "dumbed down" całej mechaniki gry. i to w negatywnym znaczeniu ( battlefront zrobił to dobrze, patrz FoW edycje z 3 na 4 ). Chyba najbardziej zakuło mnie to że nie ma teraz czegoś takiego jak pojazd. I o ile rozumiem to w WFB gdzie pojazd był jeden, i nie będą dorabiać całej mechaniki gry do jednego steam tanku tak tutaj pojazdy to chleb tego uniwersum a teraz niczym się nie różnią od modeli piechoty, tak samo mają rany, żyćka, pancerz, kąt ustawienia/facing pancerze nie ma najmniejszego znaczenia, bez znaczenia czy strzelam mu na tylni pancerz czy na przedni. nie ma już czegoś takiego. Wywalili coś co bardzo mi się podobało w poprzednich edycjach ( zwłaszcza 5tej) czyli sposób w jaki działają pojazdy! Teraz tego nie ma.
To samo z coverami, niby są, ale załapać się do osłony graniczy z cudem więc wszyscy je olewają. Jasne poprzednio zdarzało się że cover save był strasznie mocny, ale można to było zrobić inaczej, zmniejszając go/dając więcej broni co go ściąga-obniża/ zmieniając jego mechanikę na trafienie a nie na dodatkowy save/cokolwiek. Teraz po prostu nie zaprzątasz sobie coverem głowy.
Deep strike i rezerwy, fajnie że wychodzą jak ja chcę, ale nie fajnie że po prostu je stawiam, bez scaterki. Dla mnie scaterka miała taki urok. wprowadzała losowosć ALE robiła to na rozsądnym poziomie i powiedzmy że realistycznym (do pewnego momentu, o ile np. samemu nie zescaterowałeś strzału z działa na swój pojazd, no ale to rzadko się zdarzał, chociaż faktycznie można było coś z tym zrobio) jak rzucasz np. granat to może polecieć dalej albo bliżej albo bardziej w lewo albo bardziej w prawo, to było fajne, tak samo np. skoki na spadochronach czy coś w tym stylu.  Teraz po prostu się ich stawia 9 cali do wroga. niby spoko wow wow, bez scaterki 9" od wroga! za coś takiego w 7 edycji bym się pokroił. Ale teraz da się tak poustawiać że w ogóle nie zrobisz deep strikeu na połowie przeciwnika bo wszędzie będzie wróg w 9".
Kolejne rzeczy na minus: zabawa z woundami. serio ogromne ilości woundów na pojazdach i stworach i liczenie i pamiętanie o tym to też jakiś koszmar, powinny być karty jednostek laminowane i zmywalnym markerem powinno się zapisywać woundy a potem szmatką po grze ścierać. słabo to wykombinowali z tym uproszczeniem.
Na plus strategemy, jest to fajna rzecz i daje ciekawe rozwiązania, można wykręcać fajne kombosy (chociaż nie lubie czegoś takiego, to jednak nie da się ukryć że jest to jakiś rodzaj myślenia taktycznego) Do tego przemyślenia czy zużyć pkt na to czy zachować go na następną turę na coś innego. To jest na plus.
Na plus też AP które obniża sejw a nie jest sztywne. Ale od paru lat o tym mówiłem że to było by lepsze rozwiązanie.
Walka ani na plus ani na minus, niby zabranie incjatywy sporo ogłupiło grę ale aktywacja unitów w kolejności powiedzmy że jakoś to wyrównuje. Jest ani na plus ani na minus.
Reszta została po staremu, maelstromy, sejwy, ranienie.
Sporo broni bardzo wzmocnili, np. katarynka która ma więcej strzałów, a już linkowana to w ogóle.
Storm boltery nagle robią przeciąg ( w porównaniu z tym czym były)
Lascannon też jest baaardzo fajny z k6 dmg. jasne losowość ale potrafi przy dobrym rzucie bardzo szybko sprowadzić np. takiego stormtalona do parteru.
Nawet zwykły heavy bolter jest spoko bo ma AP -1 co już jakoś obniża sejwa. w poprzedniej edycji z AP4 był nieszkodliwy dla większości armii.
No ale to są drobne sprawy, bardziej na poziomie indexów a nie samej mechaniki gry więc na nich się nie będę skupiał, bo te można łatwo zmienić ( wyjdzie faq który osłabia np. lascannony a wzmacnia nie wiem coś innego, to nie problem)

póki co wrażenia mam negatywne z powodu ogromnego uproszczenia mechaniki gry. To nie jest ten warhammer którego kochałem i dla którego zacząłem w to grać, okej mogę powtarzać w kółko jak mantrę że to co się działo w 7ed z tym przesytem zasad to był rak i reset tego był dobry ale nowe GW (tm) wylało dziecko z kąpielą. proste.
ALE jak wyjdą (pewnie za niecałe 2 tyg. ) BLOOD ANGELS na pewno zagram jeszcze raz. Jedna gra to za mało miarodajnie (zwłaszcza szkoleniowa) a że stęskniłem się za graniem BA (przez ostatnie 2 edycję obciągali piłomiecze :P ) to na pewno spróbuję.

Póki co, gra mnie nie porwała i powiem że zniechęciła zabraniem tego co lubiłem.
Dowalające do tego spartolenie fluffu, pójście w jeszcze bardziej komiksową stylistykę (co chyba wiążę się z dotarciem do młodszej grupy wiekowej albo do już takich strasznych casuali, co to z gier  monopoly znają albo względnie kanterstrajka :/ ) no bo przeboleć nie mogę że tak zjebali modele moich ukochanych DEATH GUARDów.

To tyle grobo, out.
próbowałem 8ed, nie spodobało mi się.
would not bang.
Ale, żeby nie było, spróbuję jeszcze parę razy, fur teh science !

środa, 22 listopada 2017

Postępy z prac modelarskich

Cześć

Tak jak obiecałem, pierwsze co robię (poza zleceniami) to skupienie się na bandzie zwierzoludzi (osób zwierzopozytywnych, nazstawionych pro animalistycznie i ekologicznie, nie wiem jak można ich jeszcze nazwać żeby ich nie urazić)
Coś tam sobie w międzyczasie poskładałem.

Stwierdziłem że nie nie chcę mieć bandy złożonej z wyznawców różnych Bogów (że niby jeden ptakołak z dziobem tzeentcha inny pełen krost naznaczony piętnem Nurgla jeszcze inny z wymionami na wierzchu i długim językiem kochający Slaaneshe a jeden z kolczastymi naramiennikami i mosiężnym toporem oddający cześć Khorne`owi) Nie, to tak nie chciałem.
Ale mimo wszystko wypadało by, zwłaszcza teraz w obecnej sytuacji politycznej i w ogóle społecznej w jakiś sposób zamanifestować swoje poparcie dla różnorodności i wielokulturowości.
Wprawdzie do sarnołaków i borsu`gorów nie jestem przekonany ALE mam dobry pomysł !
Każdy będzie w innym kolorze :D !
W ramach idei:
JEDNA RASA
BESTII MASA !
Ale żeby zachować powagę sytuacji i uodpornić moją zwierzęcą tęczę na paskudny faszystowski płomień nienawiści będą zakamuflowani w burych i szarych kolorach żeby wtopić się w tłum w tymkraju.

Na początek ungory, małorogie.
Trochę musiałem się naszlifować, ponacinać i pozalepiać GSem zeby pozy nie wyglądały sztywno i nudno jak stojący w szeregu .. a .. już szkoda porównywać, Mieli wyglądać tak jakby zaraz mieli kogoś rozpruć  przytulić, wiecie szeroko rozwarte ramiona, uśmiech na twarzy i prozachodnie spojrzenie które...
Dobra kurwa już nie mam siły ciągnąć tej ironii XD

Tak czy siak serio chciałem żeby wyglądali trochę inaczej jak ludek w środku. Więc ten po prawej odsłania się z za tarczy a nie sztywno nią zakrywa.
Małe podłe istoty, chociaż mają o tyle dobrze że zwierzoludzie  z mojej bandy nie zwracają na nich uwagi, traktują jak powietrze. Było ich czterech ale jednego zjedli podczas srogiej zimy, kierując się od południa do Mordheim wzdłuż rzeki Eschenstir. Może dlatego moga liczyć na ich łaskawość bo pochodzą z tego samego plemienia co Rogaty Szaman.

Tak czy siak wpadłem że jako kopytoosoby najniżej w hierarchii, gorszy sort w ogóle, powiedział bym że pariasi.
Będą CZARNI :D (pic totally not related) ale nie że brązowi tylko czarni czarni z szarawym futrem i żółtymi ślipiami, coś jak salamandry (w sensie ten zakon Space Marines a nie płazy :P) bardziej nasuwa mi się tu skojarzenie z czartami ( gimby nie znajo )  Czy bardzo fajnym opisem ze staruśkiego MiMa (kolejne wynurzenie dinozaurze) o Kryształach Czasu gdzie czarty były chrome na jedną nogę żeby wiedziały że są tylko pomietłem.
O taki koncept.
Trzech mi chyba starczy ( o ile zima nie będzie sroga :P ) jako że w MORDHEIM i tak chyba nie awansują na bohaterów.

Dwa Gory
Też poddane lekkiej obróbce Green stuffowej ( żeby te ręce wyglądały bardziej jak "come at me bro" a nie "jadę 115 do pracy"
No i ciekawa sprawa, dostali szyje :P przyznam że wyglądają duuużo lepiej, w ogóle bez szyj na tych samych kuleczkach schowanych w ramionach jest .. no nienaturalnie ( o ile można nazwać Gora naturalnym tworem :P )
niestety okazało się że jak zamawiałem wiadra bitsów do koziołków z mrocznego raju (poletzam!) to nie ogarnąłem że wziąłem lewe ręce od ungorów a nie od gorów, a te są ewidentnie mniejsze i mniej umięśnione, w ogóle nie wiem czy są lewe ręce od gorów a może to te same są co od tych mniejszych tylko mi się wydaje że są inne. Tak czy siak coś mi nie pasuje i będę musiał z jeszcze jednym czy dwoma gorami (ich zrobię więcej ) kombinować.
Rozważyłem albo orkowe łapy, ale nie wiem czy nie będą ZA duże, ale jakąś sexy mutację ( sexy że ładny bits a nie że penis z łokcia)
więc jeden może być bardziej odjechany, bo za młodu wpadł do beczki ze spaczeniem :P

A tutaj kierownicy i zarząd korporacji.
klasyka tutaj nic nie robiłem

Szaman jest obłędnym modelem i jak dla mnie jednym z ładniejszych GW ( to ten okres kiedy mieli super technologie i wzory a jeszcze nie zjebali stylistyki)
Będzie biały jak myszka laboratoryjna, albinos, z czerwonymi oczkami.
Grisma Szalony Krzyk (Tak, zacząłem właśnie czytać Grzędowicza :P poza tym to bardzo zwierzoludzkie imię i pseudonim, mega pasuje )

Szefu dostał dwa topory i będzie taki brązowawy (ale nie wiem jakie futro zrobić, ale jaśniejsze jasno szare / brązowe jasno, albo ciemne, prawie czarne )
No i Bestigor, na razie jeden, docelowo jeszcze jeden.
Żeby nie było jest progres !!

W międzyczasie nie mogłem sobie odmówić przyjemności pomalowania Tygrysa Bengalskiego:
Ten model to sam sex ( jak kiedyś będę miał znowu kota nazwę go Henschel :3 )
strasznie spodobało mi się to delikatne camo i chyba na pozostałych (nie myśleliście że takie modele po takich cenach (14zł!) zostawia się pojedynczo) czołgach z plutonu zrobię podobnie.
Tylko koniecznie muszę kupić kalkomanię i zrobić z nich 503 batalion czołgów ciężkich :D

W międzyczasie mam zlecenie na krasnoludzkich Troll Slayerów.
Modele od Avatars of War (pod 9th age)
i kurde muszę przyznać że mają naprawdę fajne wzory.
zresztą spójrzcie na tego gościa :D


Na razie tyle. W przyszłym tygodniu pewnie jakiś battle reporcik będzie :)

wtorek, 14 listopada 2017

Flames of War - relacja z turnieju

Cześć

Żeby nie było tak sucho to opiszę wrażenie z pierwszego wyjazdowego turnieju w system inny niż produkt GW (tak tak, sam o tym jeszcze nie wiem ale powoli wychodzę z pudełka Dżi Dabs)

Trzeba było wstać niestety wcześnie w wolny dzień, co jest dla mnie cockblockiem ogólnie ALE że ogarnąłem samochód to nie trzeba było wstać AŻ TAK wcześnie jakbyśmy mieli jechać pociągiem.
Chociaż widok z okna po pobudce nie zachęcał :/
Pojawił się rozpiski i paringi na pierwszą grę, w sumie prawie same pancerki :) ( do dobrze bo byłem na to przygotowany) i jedna przejabana rozpiska na 27 (coś koło tego) T-34 i oczywiście grobo na pierwszą grę jest z nimi sparowany. a jak wiecie nienawidze grać przeciw hordzie, zarówno w 40k jak i okazało się w innych systemach. Po prostu się jej boję. Już mniej bym się bał 6ściu IS-2 mimo że było by to mocniejsze, ale jakoś tak w głowie inaczej "że to tylko 6 modeli" co z tego że nie do ruszenia, ale tylko 6 modeli. :D

 Dojechaliśmy w sumie bez problemu z Bubusiem i Aspirantem (jeszcze jedni Niemcy i Ruscy na pokładzie) w sumie na tyle szybko ze mogłem wstać później. Ale mniejsza.

Moja Rozpiska:
https://tournykeeper.blob.core.windows.net/rosters/b5999c33-48fe-4702-bce2-bad370a666cf

w ogóle fajna stronka, szkoda że 40stkowa liga z tego nie korzysta ;)


Pierwsza gra, ja kontra Hesus ( który na pewno tego nie czyta ale i tak serdecznie go pozdrawiam bo grało się w bardzo miłej atmosferze :D) i jego Kampfgruppe Peiper ( https://www.youtube.com/watch?v=GmTSRE-Xkx8 słuchałbym jak pojebany jakbym tym grał, w ogóle jak sobie znowu to odpaliłem i wysłuchałem przemowy na wstępie to się wzruszyłem )
Jego rozpiska:
2 Koninstigery (w tym jeden dowódczy)
2 x 5 panzerów 4
pumy
ostwindy (p.lotki)
Me 262 Sturmvogel

Ja jako piechota się bronie, gramy wzdłuż stołu, na północno afrykańskim miasteczku.
Wystawiam 2 pola minowe, po 2 stronach żeby zablokować główne przejazdy i zostawić tylko wąskie gardła ( w sumie za radą przeciwnika po grze mogłem zablokować jedną drogą zupełnie i wszystkim pilnować reszty, ale mniejsza) piechota pochowana po domkach, PzIVki z tyłu PaKi w ambushu, słoń w rezerwach razem z jednym plutonem piechoty.


Przeciwnik wszystko daje na jedną flankę i będzie atakował znacznik ten który on wystawił na środku stołu (ten po lewej na zdjęciu)



Natomiast sprawa się rypła bo wyszło na to że czołgi nie mogą szarżować na piechotę będącą w domku. Co jakby doszło do skutku załatwiło by mu sprawę, przegonił by mnie ze znacznika objechał domek dookoła zaparkował koty że tak powiem po WoTowemu "na capie" i tylko GG EASY.
Ale że nie mógł tego zrobić i musiał do mnie strzelać i nieopatrznie podjechał pod zasięg panzerfaustów to już nie było tak różowo. Albo wali z działa po jednym może 2 strzały, ja mam sejwa na 3+ a po niezdanym sejwie na 3+ on mnie zabija ( jak rzuci 1 czy 2 to ja mimo niezdanego sejwa dalej stoje - zasada ciężkiego covera ) 
albo walki z KM`ów po 4 pestki od czołgu czyli już dużo, ja mam sejwa na 3+ a w razie nie zdania on mnie zabija na 6stkach (karabin maszynowy ma mniejszą siłę przebicia niż działo) 
więc i tak źle i tak chujowo. 
Ja go męczę z panzerfaustów, PaKi 40stki też karcą do tego wjechał słoń i wprawdzie nic nie zrobił ale efekt psychologiczny się pojawił.
Koniec końców jestem zaskoczony ale wygrywam, przeciwnik odjeżdża ze znacznika i się poddaje (żeby nie dać sobie nabić więcej strat) 
Szok i niedowierzanie, grobo wygrywa pierwszą grę ! Co teraz będzie ?

Hit gry: weterańska piechota z faustami w domku, nie do zajebania. no chyba że ktoś ma miotacz ognia, względnie artylerię. 
Fail gry: jego samolot, wlatuje na 4+ a Hesus nie miał najlepszych rzutów, a jak wleciał to delikatnie mówiąc niewiele robił.
o dziwo moje neble nawet na farcie zabiły 2 dzołgi :D

Druga gra, ja już przerażony że dostanę jakiegoś prosa bo dziwnym fartem wygrałem w tę grę, no ale oliwa sprawiedliwa idę grać ze spamem T-34 którymi dowodził Miko.

Jego Rozpiska
T34 jako jeden dowódca (wymalowany jak rudy 102)
pluton 10 x T-34
2 x pluton 7 x T34
2 x pluton dział ZIS-2 57mm
moździerze
saperzy ( rifle teams)
i jeszcze na samochody pancerne starczyło.

 Mi jest słabo, duszno, pocę się, w sumie po co ja tu przyjechałem, chce się przytulić do mamy i w ogóle iść spać (streszczając, nie mam dużych nadziei na wygranie)
Ja się bronie, a misja ewidentnie faworyzuje atakującego ( większy teren wystawienia = bliżej ma do znacznika, on zaczyna, ja mam opóźnione rezerwy, no imba)
No  ale wystawiam się, piechota w domkach po 2 stronach planszy, słoń w rezerwie PaKi w ambushu (bardzo się sprawdza takie coś) 
Miko robi "Jadę Środkiem_PL.. chociaż w zasadzie Jade Środkiem_RU" i jest już na odległość nieświeżego oddechu od moich domków po lewej. ALE myślę sobie piechota trzyma znacznik, musi najpierw mnie stamtąd wykurzyć, jak Tygrys królewski nie dał rady to co dopiero T-34 (i to jeszcze wczesna wersja :P ) i faktycznie nie poszło mu najlepiej z wykurzaniem mnie, ruscy jeszcze mają te kary do trafienia po ruchu więc oczekiwał 6stek dostał niekoniecznie to co chciał(jak w życiu).
Ale sprzątnął mi jednego PZ IV.  fist blood.
PaKi w ambushu robią w mojej turze popisowy numer pod tytułem znikanie radzieckich czołgów. 
było 10 zostało 5. szaleństwo ! poprawiam z PZ IVkami i już nie jest tak fajnie, zostają mu 2 czy 3 puchy z tego dużego plutonu. reszta dopiero jedzie. Przeciwnik przyznał mi się że wtedy zrobiło mu się gorąco i stwierdził przez chwile że jest szansa że tego nie wygra.
W ogóle to była bardzo dobra mózgożerna gra z sympatycznym przeciwnikiem :)
Rzucał na tą wieś jeszcze kilka plutonów, w sumie wszystkie się odbijały od piechoty. 
O dziwo samochody pancerne zabijały więcej bo zdawał firepower test na 6 jak pojebany ( czego Hesus nie potrafił w poprzedniej grze:P) ale i tak kill ratio Jego czołgi - moja piechota, nie było zbyt korzystne. 
Więc podciągnął działa, i trzeci pluton czołgów. Mi wyjechał z rezerw najśliczniejszy pojazd zaprojektowany przez Pana Ferdynanda Porsche (zaraz obok Porsche Carrera :P) Którego pancerz T-34 nie były w stanie technicznie przebić (od przodu ni chuja, od tyłu może jakbym rzucił gałę potem on 3+ to ogłuszył by mi czasowo załogę, z jego broni to chyba tylko działa na tył były w stanie technicznie go zniszczyć, ale też to ja musiał bym rzucić gałę) Ale dobrze że jest bo piechota zaczeła się kończyć w domku :(
Więc wpadł na szaleńczy pomysł podpadający pod pojebaństwa 40k = miał jeszcze trochę czołgów, przez wraki niemożna jeździć  <pomysłowy Dobromir face> zastawi mi wrakami znacznik tak żebym nie mógł go zająć Elefantem. Nagimnastykował się chłopak ale nie zdążył bo podjechałem i udało mi się znaleźć punkt tak żebym był w tych 4" od znacznika. A on mi już absokurwalutnie nie jest w stanie nic zrobić. a ja sobie tak go punktuje z najpotężniejszej armaty przeciwpancernej całej II wojny światowej (w skrócie PaK 44 128mm) on nawet nie ma opcji rzucenia tego sejwa bo mu oczek na kostce zabraknie żeby się obronić. W tym czasie przychodzi mi z rezerw 3 pluton piechoty po 2 stronie stołu, zabieram ten który bronił punktu i dwa plutony wspierane ogniem wyrzutni rakiet NW41 (choć przyznam zajebiście mało skutecznie) i strzelca wyborowego z dachu pobliskiej stodoły (jeszcze bardziej żałosnej skuteczności, ziomek ma przerzut trafień a ja 2 przerzucam na 1 albo 1 na 1 :/) przypuszają kontraatak celem odbicia drugiego znacznika. 
Niestety plan był dobry ale wykonanie, a w zasadzie kości zawiodły. Może zrobiłem to za późno, może powinienem już wcześniej ruszyć i lepiej się przygotować do kontrataku ? sam nie wiem, ale coś poszło nie tak.. i mimo tego że jego oddziały były przygwożdżone ogniem (mają tylko 1 strzał zamiast 2 czy 3 ) to w ogniu osłonowym odparli obie szarże. DWA RAZY !! 
serio, w FoW robi się overwatch jak w 40k ale na pełnym BSie (chociaż po modyfikatorach i tak trafiał mnie na 5) i potrzeba 5 trafień żeby załamać szarżę. ma 9 czy 10 strzałów. na 5 mnie trafia, 5 hitów potrzebuje. no statystycznie 2 trafienia, no może trzy, nie kurwa rzucił tak że dostałem 5 trafień !! okej druga szarża 13 strzałów, na 5+ trafia, no 2 może 3 wejdą, nie.. wchodzi ponad połowa !! 4 szóstki i trzy piątki !! da fuq !
gra się kończy. on nie zajął znacznika którego byłem pewien że nie utrzymam a Elefant wjechał na stos wraków T-34 a ja nie odbiłem znacznika którego byłem pewien że odbiję przez przejebane rzuty !
Remis 
a że na wojnie nie ma remisów. Obaj przegraliśmy
Ale jestem z siebie mega dumien :3

Trzecia gra ja Kontra Robert Kurtys który jest bardzo sympatyczny ale z którym okazało się nie lubię grac w żadną grę :/ ani 40k ani FoW. no nie wiem, po prostu jakoś tak... 
Tak czy siak dowodził 15sta Kompanią Królewskich Strzelców. 
Równie nieprzyjemna rozpiska. 
15 czołgów inżynieryjnych ( Shermany w wersji Crab, i z 9 Churchili AVRE ) do tego działa, moździerze, piechota, P.Lotki. no wszyskto co tylko wymyślisz. 
Misja z gatunku Fair Fight, czyli ja muszę zająć jego znacznik a nie tylko się utrzymać. 
On wybiera stroną. i moim zdaniem stół był bardzo stronniczy, no zobaczcie tylko !:
Ps. On wziął stronę z domkami :/ ja wprawdzie miałem parę lasków, ale lasy nie są takie fajne ( ze środka nie można strzelać, tylko z krawędzi lasu, blokuje całkiem widoczność itp. ) 
I tu bardzo jestem z siebie niezadowolony bo przeraziłem się ilościa (znowu) przeciwnika bo nie dość że czołgi to jeszcze reszta rzeczy.  long story short, zanim zorientowałem się że AVRE ma zasięg 4" i nie strzela po ruchu to już było za późno bo wtedy już był na tych jebanych 4 calach :P
wiem że mogłem to dużo lepiej zagrać, może nawet wygrać ( myślę że dało radę zwłaszcza że mam panzerfausty w każdej drużynie) ale no zjebałem okrutnie i mi taki niesmak pozostał.
No strasznie nie miałem pomysłu na tą grę i cpt. Hindsight teraz przemawia że mogliśmy to zagrac inaczej (prawie jak płacze w reprezentacji w piłkę kopaną swego czasu - polska dostaje 5 -0 od Wietnamu - what went wrong ? XD ) no mniejsza
na pocieszenie dostałem plecak i 11 miejsce (na 17)
all in all srednio, ALE jak na to że to mój pierwszy turniej w ta grę i 5 ta gra w tą edycję ( a może 15 w tą grę w ogóle ) to wychodzi całkiem fajnie :)
Poszło mi lepiej niż na Łódzkich manewrach a w 40k napierdalałem 8lat, siedziałem na forum, chłonąłem wszystkie batrepy, netlisty miałem w małym palcu a womba comba znałem jak tabliczkę mnożenia. i chuj. że tak powiem.

Co było inaczej niż na turniejach 40k ?
Mega sympatyczni ludzie i miła atmosfera, no nie że 40stkowcy to buraki ale do dziś pamiętam jak chyba Ken na którejś Wratislawii wołał sędziego (wprawdzie trochę ironicznie) słowami "Sędzie ! jest spina !!"  no i nawet jak grałem wtedy w 40k z kumplem jakimś to i tak musieliśmy się pospinać i posapać. Tutaj serio nie było takich rzeczy, ani z miarkami ani z templatką artyleryjską ani z jakimiś zasadami. Jak się okazało że działa nie mogą być w domku (o czym ani ja oni mój przeciwnik nie wiedział) to po prostu przestawiłem je obok domku na zewnątrz i było git.

Druga rzecz: rozpiski
I mimo takich chorych rzeczy jak 28 T-34 (które wcale nie okazały się takie niezwyciężone) nie ma tutaj takich akcji jak z młotków że patrzysz na rozpę przeciwnika i jak wiesz że to dobry gracz to w sumie możesz mu podać grabę i iść na fajkę, bo nie ma sensu tego rozgrywać. W 40k wygrywa się i przegrywa na poziomie rozpiski. Tutaj  (pewnie też przez to że to gra historyczna) balans jest dużo bardziej zachowany, jasne są rzeczy słabsze i gorsze, ale wszystkim można pograć (jak się okazało nawet Tygrysy są do pogrania, a Pantery który miały tylko zbierać kurz bardzo się mojemu koledze przydały i dały Bubu 6ste miejsce, ja wiem, lokal, ale mimo wszystko, w 40k nawet na lokalu w 7ed mutilatory czy pyrrovory był nie do grania :P
Może to być też kwestia tego że nie znam jeszcze tej gry tak dobrze i jak patrzę na rozpę to nie widze od razu czy ona jest dobra czy nie dobra, ale nie ma takich rzeczy że jak czytam to już mięknę. No nie dowalili radzieckich mechów które jak się nie ruszają to strzelają 2 razy a same mają po 6 dział laserowych z których każde może walić w inny cel zawsze. no nie ma takich rzeczy, jasne coś może miec mocny pancerz coś dobre działo ale za to kosztuje odpowiednio punktów. No i mimo wszystko jest zawsze w granicach historycznego rozsądku (bardziej niż u serba w World of Tanks, tam nie ma rozsądku :P)
No i misje wszystko mocno równają, głównie rezerwy które są raczej kara niż zaletą jak w 40k i co z tego że masz super duper jednostki jak i tak 40% armii musi zaczać w rezerwach i wchodzą od 3 tury na 5+  no to już nie jest tak różowo.

Tak czy siak razem z Bubu stwierdziliśmy że było fajnie i jak będzie następny lejtowy turniej to na pewno się wybieramy :D



piątek, 10 listopada 2017

Makiety w skali 1:00 (mniej więcej)

Cześć

Dzisiaj szybki wpis bo idę zaraz spać bo szykuję się jutro do wyjazdu do Głogowa na turniej Flames of War. Nie umiem w to grać, ale w 40k też byłem warzywo a nie przeszkadzało mi to świetnie się bawić na leśnych manewrach :D
W związku z tym ze zwierzoludźmi mały przestój bo chciałem pokończyć makiety (które zabieram za sobą na turniej, ponoć może braknąć dla 2 stołów, no to jak mam to czemu miałbym nie brać ? do 40k na miniwarsy (gimby nie znają) też brałem i pierwsze stoły się na nich biły :D ja wtedy taki mały żuczek, a Skark na moich makietach gra :P w sumie dalej jestem mały żuczek tylko bardziej łysy :P)
Więc nie przedłużając wrzucam ich zdjęcia:



Ot taki domeczek, jednorodzinny, opuszczony od końca 42 roku. Rodzina wysiedlona. Przetrwał wiele, wojnę, pożar, głód, śmierć .. ale głównie wash olejny :P

Tutaj z osobonazistami dla skali. Widać że idealnie pasuje, mimo że to domek kolejowy a skala 1:100 nie jest popularna w kolejarstwie. 
Zakochałem się w washu olejnym, ale fakt sporo pierdolenia z tym.

Trzeba poszukać w zakamarkach szafy torbę ze studiów, wyjąć farby olejne, nazbierać tacek i miseczek, zorientować się że najbardziej oczywistych do brudzingu kolorów brakuje. 
Namieszać własny kolor, nałożyć, ujebać się niemiłosiernie, 
przywrócić piekne wspomnienia zapachem terpentyny.
Czekać 3 dni aż to wyschnie, niedoczekać się i zacząć ściągać patyczkiem
Stwierdzić że wyszło chujowo i podmalować z pędzla.
done !


Kamieniczka ( na pewno należała do rodziny HGW :P )
 Tutaj już tak fajnie wash nie wyszedł przez bardzo chropowatą strukturę 
Ale coś tam podmalowałem z pędzla nie ma tragedii.
Natomiast skala jest większa.
mój soldat musi się schylić i to tak mocno i najlepiej wciągnąć brzuch 
żeby wejść przez drzwi :P
ALE tak do grania to może być od biedy. ale już do zdjęć na macro to widać że coś nie teges.


Cały dorobek makieciarski.
Jak widzicie część domków nie zrobiona jeszcze, ale grać na nich można.
Te prostokąty z rachityczną trawką to obstacles - pola minowe
w planach jeszcze 
3 płotki, czeski jeż (zwany smoczymi zębami) i może jak uda mi się kupić tani to drut kolczasty 
(sam się nie odważę nawijać, nie w takiej skali!)
Myślę że można już grać, jeszcze tylko ze 2 górki płaskie.

bez odbioru