niedziela, 25 czerwca 2017

jeszcze więcej primarinsów

Cześć

Dzisiaj miała być ważna ankieta odnośnie tego jaki projekt (do wyboru z trzech) figurkowy mam zacząć realizować. Ale nie za bardzo mam jak zrobić im zdjęcia ( a muszą być ! ).
Im w sensie rozgrzebanym i rzuconym w kąt figurkom. Chociaż chwila w jednym z tych projektów są 2 pomalowane modele a w drugim 1 tak do połowy (no zaczęte kolory i zrobione portki - co już sugeruje że osobofigurka takie mizognistyczne akcesorium męskiej dominacji jak spodnie nosi więc nie jest to gender fluidowy tyranid ani spaczniowa istota wyższego szczebla duchowego rozwoju !)

Więc dzisiaj kolejne smędzenie o primarinsach :P ale obiecuje że krótko!
Swoją drogą czy primarines to nie jest takie masło maślane ?
to znaczy sigmaryci w AoS zostali zgapieni od marines, a teraz marines zostali zgapieni od Sigmarines, czy to nie zgapienie wtórne ? Coś jak serek fromage ?
Nie ważne..

W ostatnim paszkwilu nie zdążyło się oberwać dredziowi i nowemu czemuś, powiedział bym że to pojazd, ale w nowym wh40k (tm) już nie ma pojazdów bo wszystko ma woundy i nie ma wartości pancerza :P (wiem, to była niepotrzebna złośliwość)
Dred:

Redemptor Dreadnought

tutaj dla porównania z Hellbrutem który zdaje się być przy nim przepiękny ! : 
http://www.beastsofwar.com/wp-content/uploads/2017/05/Redemptor-Dreadnought-2.jpg
no dobra, hellbrute poza durną nazwą (nie wiem co im przeszkadzał chaos dreadnought) jest całkiem okej. Ale ten dred NIE ! 
Ja myślałem że deredeo jest brzydki jak Wałbrzych na jesieni. Ale to paskudztwo jest gorsze, 
Przypomina mi niestety COŚ co chciałbym żeby umarło ze squatami. 
Ma dziwne proporcje w porównaniu do uświęconej bryły dreadnoughta astartes, ma bezsensownie zabudowany sarkofag jakimiś płytami które sprawiają wrażenie brzuszka piwnego albo przywodzą na myśl fanowskie "what if" i ultararines secesionist z herezji dorna : 
https://i.ebayimg.com/images/g/NVYAAOSwBahU0o2G/s-l300.jpg
no powiedzcie że ten pancerz na dredzie to nie są crysisowe segmenciki ?
Działko ma nawet fajne i jest ogromny (to drugie nie jest w cale zaletą)
Nie wiem, zmieniać coś co jest takim kanonem i ikoną 40k niczym serwoczaszka na coś, no moim zdaniem nieszczególnie udanego jest dla mnie głupim pomysłem. (tak wiem, na pewno biznesowo jest strzałem w 10tkę ale JA mam to w dupie) 
żeby nie było że hejcę po PRZEPIĘKNYM Leviatanie :
http://3.bp.blogspot.com/-SsAbdCVXvo4/VkXpEUfaC9I/AAAAAAAABn4/PS77hy70Hh0/s1600/99020187179_LeviathanStormCannonGravfluxBombard360.jpg
(i wcale nie dlatego że ma barwy Synów Barbarusa :3 ) myślałem że teraz tylko lepiej. No ale nie.
Żeby nie było, opinie na necie na temat tego dreda są dość podobne do moich...
Z tej perspektywy wygląda jeszcze gorzej :P :  http://pro.bols.netdna-cdn.com/wp-content/uploads/2017/05/Redemptor-Dreadnought-Screenshot.jpg

A Teraz Repulsor który jak powiedział znajomy faktycznie jest dość ...repulsywny

Land Raidero, rhino, land speedero, bobslejo coś z wieżą predatora i extra armourem (widzicie ! znowu te pancerze ala crysis :P ) i znowu koncepcja niby jeszcze może jakoś ujdzie (chociaż podobno nie ma już żadnych nowych pojazdów antygrawitacyjnych imperium, poza land speederami, pojazdami custodes i JEDYNYM jet bikiem Mistrza Samaela. 
A tu hop hyc, patrzcie co zmotaliśmy, znaczy to nie jest nowe bo w książkach pojawia się wymyślanie wsteczne, że tak naprawdę ten pojazd był od zawsze tylko w starszych publikacjach o nim po prostu nie pisaliśmy :P
i znowu przypomina coś do czego nie sądziłem że nawiążą : https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/c3/9f/16/c39f16acda4474ef5f86c852542addb7.jpg  czyli tak naprawdę scratch build z mydelniczki. 
Repulsor jest brzydszy niż mydelniczka. 
i tak FW robi to dobrze bardzo fajnym pojazdem custodes: https://www.forgeworld.co.uk/resources/catalog/product/600x620/99560108170_CaladiusGravTank01.jpg
i malowanie niezłe ( ten brudny czerwony i złoty naprawdę mi siedzi!) i sama stylistyka niezła, zarazem taka odmienna od 40, opływowa, smukła, (co by bardzo pasowało biorąc pod uwagę że to dużo starszy pojazd) Ale mimo wszystko tak nie odstaje.
Za to ten repulsor, no nie wiem, antygraw bez latającego patyczka, wielki jak stodoła, z paskudnyim płozami z chamskim przodem od land raidera który nagle się gdzieś kończy, skrzyneczkami z amunicją, doklejona śmiesznie mała na tej bryle wieżyczka. no nie no po prostu kuje w oczy :P
naprawdę chciałbym żeby te modele mi się podobały, bo źle się czuje z NIE KUPOWANIEM sobie co miesiąc nowego boxa kosmicznych żołnierzyków. Ale nie potrafię się przemóc :( 
PS. mam leaki że ten ich latacz jest równie piękny, cytując Gąbrowicza : POMIJAM.

Jak mówię, dzisiaj szybki wpis, bo siedzę  laptopikiem w ogródku i raduje się okolicznościami przyrody więc nawet nie chciałem z siebie 10 stron jadu i przekleństw wyrzucać, tak raz dwa, żeby upuścić trochę jadu dla zdrowotności i koniec, dalej się uśmiechać.
A za tydzień ankieta :) może z nagrodami :D

EDYTKA:
już myślałem że to koniec, idę sobie z powrotem do pokoju i opuszczam ogródek a tu takie stwory na Gloria Victis to aż musiałem wspomnieć !

taki jakby odpowiednik scoutów u primarines 
goście mają cichutko pracujące na jałowym biegu power armoury, są super sneaky i super stealthy niczym orkowi kommandosi, mają noże energetyczne ( custodes? ) i super heavy bolt pistole (power rangers mode) i powiększony lewy naramiennik żeby mieli ochronę w zwarciu.
Teraz tak, wcale nie widzę żeby jakikolwiek naramiennik był na tyle powiększony żeby stanowił jakąkolwiek zaporę. Po drugie, jeżeli noże trzymają w lewej ręce to chyba PRAWY naramiennik powinien być powiększony żeby osłaniał ciało jak drugą ręką będą wyprowadzać ciosy. W tym wypadku to nie ma najmniejszego sensu, (tak wiem, świat z kosmoelfami strzelającymi gwiazdkami ninja but still...)
I te maski, takie mini kapelanki, jeszcze by uszłu gdyby nie zęby wyglądające jak robione ołówkiem automatycznym w lepkim jeszcze GSie. Słabizna, mogli by im dać normalne czaszkowe żeby a nie kreski jak w grim fandango. Strasznie mnie to razi. 
Aha no i wiadomo skąd się primarines rekrutują ! z planety Michelin ! bo wyglądają jakby byli zrobieni z opon samochodowych i tylko odziani w pancerze astartes ! no zobaczcie na te brzuszki!
uff 
dobra już skończyłem.
 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

wakacje w warzywniaku

Cześć

Dzisiaj coś na co pewnie wielu czeka czyli moja grobowa relacja z Oldskulowych Leśnych Manewrów czyli turnieju klasy master w grę bitewną Warhammer 40.000 :)

A że to był mój pierwszy turniej wyjazdowy (i pewnie przez jakiś czas ostatni) to tym bardziej wszystko było takie czyste świeże i niewinne, nawet wpierdol smakował jak ambrozja, ale jak już przy wpierdolu jesteśmy zacznijmy od początku.

Z ekipką ruszyliśmy dzień wcześniej co by nie powtarzać błędu bubu z DMP i jechaniem do Gdyni z Wrocka o 2 w nocy żeby rano być "świeżym i gotowym do grania" LOL
Dotarliśmy do Litzmannstadt wieczorkiem, wprawdzie było lekkie zamieszanie z pokojami na trasie, ale szybko się wszystko wyjaśniło na miejscu.
Spacer po Piotrkowskiej, zakupy, żarcie i wieczorna flaszka w pokoju na odwagę i toasty za OSTATECZNE ZWYCIĘSTWO !! (ale nie prostowałem prawej ręki) i narastająca ekscytacja dniem następnym.

Pierwszy dzień, i co było najbardziej zajebiste jako przyjezdny ? że turniej był w tym samym miejscu gdzie spałem, więc jakbym zabrał kapcie to bym zszedł w pidżamie w kapciach piętro niżej porzucał kostkami, zgarnął wtuby i poszedł spać znowu, ale kapci nie zabrałem więc zszedłem normalnie, ale czas dotarcia na miejsce liczony był w sekundach! (sorry że się tym zachwycam ale jak były turnieje we Wro i jako lokales musiałem dojechać np. od siebie do Leśnicy (która jest zadupiem ostatecznym i nawet tramwajem jedzie się tam trochę jak pociągiem i każdemu i zewsząd tam daleko) to tak z godzinkę musiałem liczyć na dojazd.

Pierwsza gra z Behemotem, nie sądziłem że będzie pamiętał ustawki na forum, ale wpadł na mnie gość o spojrzeniu Gyllenhaala i rzekł "Grobo, a my mamy czalendza" bardziej stwierdzając niż pytając. Ja lekko zmieszany, bo zdążyłem zobaczyć w necie jego rozpiskę i przestało mi się to tak podobać, mówię że "rozpiska jest bardzo nie friendly"  na co usłyszałem "rozpiska nie, ale ja jestem miły :)" i dokładnie tak mógłbym podsumować całą tą grę :D


6 czy 7 riptide`ów, do tego skrzynki z amunicją na przerzut trafień, i siostry ciszy na wszelki wypadek.
Niewiele miałem do powiedzenia zwłaszcza że chyba nawet nie zacząłem i nie zdążyłem rzucić na siebie jakichkolwiek buffów.
Nie miałem pojęcia jak to ugryźć i co zrobić. Milion woundów, niezdrowy T, przejebany sejw, inv, jeszcze powinny mieć FnP i wstawanie nekronów kurwa :P musiał bym chyba szybko nasummonowac morze demonów i mieć nadzieję że nie zdąży tego szybko wybić, a przez ten czas próbować jak najszybciej wbić się w CC, no ale umówmy się z leszczem nie grałem i taki plan szybko by przejrzał. sam nie wiem co mógłbym zrobić.znaczy wiem L2P :(
pomijając że Tzeentchowy demon sam spadł od niezdanej liderki (artefakt - niemożliwe szaty)
to już w ogóle z górki
w 3 czy 4 turze maska, odbyt rozciągnięty, jelito grube przesmarowane, NEXT !

kolejna gra była z Theidanem grającym gwardią, oczywiście już głęboko pod schodami, z dala od świateł reflektorów, w mroku warzywniaka...

Jego rozpiska: command i veci na meltach/plazmach w chimerach, 3 x devil dog, vindicare no i knight.
Nie będę po kolei opisywał co gdzie, jak i po co się ktoś ruszył, ale powiem że grało się sympatycznie i baaardzo siadły mi gifty/czary i traity ( nie pamiętam ale chyba w tej grze miałem +1 do inva z traitu ! mega)
Ale to była chyba jedna z 2 gier w której nie bałem się rozpisek przeciwnika, na zasadzie o spoko, to tu mogę dać radę! melta blasty mnie walą (albo latam albo i tak inv), chimerki to nie land raidery z 14stkami więc z otwarciem tego też nie miałem problemów,  plazm i melt za mało żeby mnie naprawdę zabolały a latarki to żart. Ale pierwsze dwie tury graliśmy bardzo zachowawczo smyrając się pyrdkami tak naprawdę. first blood w drugiej turze chyba dopiero padł, ale to dobrze, ja sobie spokojnie porzucałem buffy, posummonowałem, porozstawiałem demony tam gdzie chcę.
Jakby przeciwnik mnie przycisnął od początku mogło być inaczej, ale też nie rushował i grał za bardzo zachowawczo moim zdaniem, chociaż co ja tam wiem - lama jestem i tyle.
Koniec końców 17:3 dla mnie, straciłem knighta (ale swoje zrobił) i chyba jednego demona. jemu został vindicare, jeden devil dog bez broni i resztki gwardzistów (może paru gości z 2 oddziałów) jakby była jeszcze jedna tura może bym wszystko wyczyścił. ale mniejsza.

Trzecia bitwa znowu z gwardią, ale już taką której się bardziej bałem, no może nie tak jak 7miu riptideów ale już wiem że będzie ciężej. niestety zdjęć brak :(
konklawa z tiguriusem
cypher
50 gwardzistów
pask z punisherem
wetki w chimerze (jako 2 troops)
2 x wiverna
manticore
Przeciwnik moim zdaniem przyfarcił na maxa, bo wystawił swoje trzy znaczniki po jednej stronie stołu ja swoje na środku ( nie wiedziałem gdzie zacznę a wiedziałem że będę mobilny więc na środku może być) i wygrał rzut na wybór strony.
Od razu okopał się na znacznikach (no, większości znaczników) i siedział na nich okrakiem przez co na ruchał punktów z kart jak pojebany! mi tak średnio szło z kartami, ale coś tam pod koniec gry zacząłem robić. Zrobiłem głupią rzecz to pamiętam podleciałem Tzeentchowym pod jego blob myśląc że przecież na 6 a potem znowu na 6 no ale kurwa przy takiej ilości rzutów to nawet 6 przerzucane na 6 wygeneruje taką ilość sejwów że spadnę, zresztą to kości, tego nie przewidzisz. teoretycznie chapter master spada od 4 ran (widziałem) ale też nie dostaje ani jednego obrażenia przy 12 ranach (też widziałem) więc, fak it.
Gra była dość wyrównana, chociaż na początku było ciężko, najbardziej zaskoczyła mnie mantykora (negatywnie zaskoczyła) która jak się okazało kruczkiem zasadowym ignoruję tarcze z knighta. więc spokojnie mi go zdjęła, (ale trochę jej to zajęło, na tyle żebym mógł rozwalić lemany z melta placka, i to był pierwszy i jedyny raz kiedy się przydał) ogólnie najbardziej bolał mnie hit and run, i w ogóle cypher, reszta pikuś i do przełknięcia, ale te strzały z plazm i HnR to mnie rozpierdalało, no ... i moje demony też.
Skończyło się idealnym remisem, 10:10
jakby przeciwnik nie przyfarcił z rozstawieniem, ale ja wreszcie nauczył się robić Malestromy to może bym wygrał niewielką przewagą, no ale to znowu gdybanie. tak czy siak, faktycznie, ja się śmiałem a potem bubu powiedział że przecież na takie coś to naprawdę mogłem wziąć piromancję ! tam większość to placki i templatki (rip) ignorujące osłonę więc tych gwardzistów ściągał by wiadrami :P

no i koniec na dzisiaj, ja naprawdę diabelnie zmęczony, oczywiście, gry były miłe i przyjemne i naprawdę bezspinowe, (jedyne pytania do sędziego były moje w ostatniej grze, za co mi wstyd :< )
ale mimo wszystko to było 8 godzin ciągłego stania w hałasie, harmidrze, chaosie i jeszcze paru rzeczach na H (czasami w głębokiej chujni, jak kości nie przyfarcił) do tego obiad był o jakiejś zwyrodniałej godzinie jak 12:30 ? kto kurwa je rosół o 12:30 o ile to nie stypa ? (dobrze że go przynajmniej zabrakło )
no ale lekkie odświeżenie w pokoju, odsapnięcie, zrobienie "uff" i schodzimy na wieczornego grilla który był najlepszą częścią imprezy :D
a to muszę powiedzieć za zasługą i z poświęceniem ogromnym kwiatka, który moim zdaniem troszkę zintegrował i rozruszał siedzące osobno stoliki, zamknięte w swoich paczkach i sączące smutne piwo.
Udało mu się to magicznym i naprawdę pełnym entuzjazmu słowem "wódka!"
jak to się dla organizatora skończyło kto ma wiedzieć ten wie :P ale to była właśnie ta część poświęcenia, a może poświecenia :P
Tak czy siak wesoło się bawiliśmy do chyba 12 potem dopijanie piwek w pokojach, połowa mojego przyszywanego Wrocławskiego teamu nieźle się porobiła (nie powiem o kogo chodzi, ale powiem że to nie był Toster :P) ja o dziwo też, co poczułem następnego dnia przy pierwszej grze że Cadia dawno upadła a ja jeszcze lecę :P co nie było w to mi graj zwłaszcza że miałem jechać :/
no ale nie ważne.

Czwarta gra z War Convocation i aż mi się mordka uśmiechnęła bo chyba tylko raz grałem przeciwko ad mechowi w ogóle a kontra convocation to już w ogóle, i jeszcze Cawl (Omnijezu, jaki to śliczny model i wykokszony zawodnik!)
powiem że na moją przegraną 20:0 złożyły się cztery czynniki:
- chujowe rzuty na gifty i traity. Serio, w tęczowych traitach 3  są wywalone w kosmos, 2 są bardzo dobre a jeden absolutnie obsysowy, no i oczywiście wylosowałem ten jeden obsysowy. No bo jak można mieć +1 do inva, +1 do castowania, -1 do trafienia jeśli przeciwnik w nas strzela a wylosowałem soul blaze na atakach wręcz. wow.. o kurwa..wow.  Z psioniką ciut lepiej ale też bez szału
- chujowe rzuty w ogóle, po co losowałem te czary jak i tak prawie żadnego nie udało mi się rzucić, w pierwszą turę na 13 kościach nie rzuciłem nic! a nie sorry jeden czar wszedł na 1 sukcesie, odbity na 6 -_-`
- wojna toczona w mojej głowie, żołądku i samej duszy, w zasadzie miałem na sobie soul blaze po wczoraj :P i robienie 2 rzeczy na raz było dla mnie nie wykonalne (np. myślenie i rzucanie kostkami :P)
- najważniejszy czynnik, ja naprawdę nie mam ogrania i nie umiem grać w tą grę, nie wiedziałem kiedy szarżować a kiedy zostać na znaczniku, jak szarżowałem, przeciwnik zajmował znaczniki nie zdobywałem punktu, jak nie szarżowałem, to przeciwnik żył i mnie mordował i zajmował punkty.
A już szarża knightem na cawla to w ogóle,mina dudy w którego oczach widziałem odpowiedź na moją szarżę

No i karty, znowu karty, ale teraz naprawdę chciałem je robić a dociągałem jakieś gówna, w sensie nie że złe, tylko zupełnie mi nie pasujące czy nie do zrobienia (w sensie bardzo trudne do zrobienia)

Ostatnia gra taki rozchodniaczek z bardzo sympatycznym jegomościem dowodzącym Nekronami :)
który stwierdził jak ja że już jest zmęczony, nie zależy mu na rankingu i chce sobie po prostu na chillu zagrać, no i tak było. I jego rozpiska była jedną z 2 której się na turnieju nie bałem. Nie że słaba czy coś, ale nie miał tych igiełek które by mnie bolały ( anty psionika czy bron P.lot. na przykład) i był tym czymś z czym demony mogą sobie dobrze poradzić :)
no klasyka gatunku, lord na barce, warriorzy w barkach, canoptek harvest i pretorianie z łazikiem.
aha no i 2 oddziały motorków że tak powiem.
gra bardzo wyrównana, przegrałem minimalnie, 11:9 jakoś tak ? w punktach małych były 2 czy 3 punkty różnicy. Ale przynajmniej wiem co zjebałem a co zrobiłem dobrze, natomiast wyszło to że chyba pierwszy, no może przesadzam ale, jeden z pierwszych razy jak gram przeciwko nekronom.
Dlatego nie wiedziałem że lord na barce to taki twardy koks! stał z moim demonem nurgla ( z niewidką !) chyba z 2 całe tury, ale fakt, miał dobre rzuty.
Upiory to też masakra, wprawdzie mnie nie zabijały, ale ja też je średnio, więc zrobiliśmy kanapkę z mojego Warlorda który miał inva 3+ z przerzutem i rzucał na siebie niewidkę, endurance albo enfeeble na wroga. i jego pająków i pretorian, ja pod koniec przełożyłem ją plaguebearerami które przywołałem.  ale nie pomogło, dalej staliśmy, całą grę, zaszarżowałem chyba w pierwszej swojej turze. masakra, tar pit jakich mało. nawet bez wstawania (bo dość szybko zabiłem pająka) były nie do zmordowania, niby inv 3+ wiem jak działa, przerabiałem to na młotkowych, a jednak rzucał świetnie!

No i dowiedziałem się w nieprzyjemny sposób ile pestek potrafi wygarnąć nekrońska catacomb barrage. masakra. ale grało się fajnie i chętnie bym jeszcze raz zagrał przeciwko nekronom. bo czuje że mogłem zrobić dużo więcej, bo nekroni na takiej rozpisce to wymarzony paring dla demonów. (głównie chodzi mi o brak anty magii, brak av14 z którym demon sobie nie radzi wręcz, brak p.lotek, nieduże oddziały i ogólnie nieduża ilość modeli, niewielkie zasięgi i dążenie do zwary i zbliżenia się z wrogiem, no idealnie to pasuje, ale oczywiście grobo musiał wszystko zjebać)



tak czy siak z przemyśleń:
- nie umiem grać w tą grę
- thermal cannon to jakaś pomyłka, zesrałem się tymi 3ma landkami sterników że tego w życiu nie otworzę więc wziąłem to, a potem okazało się że i tak nie przyjechali, no syf jakich mało, albo avenger albo nie bierzesz knighta
- nie umiem w to grać
- tetrada jednak potrzebuje czegoś do zajmowania znaczników, najlepiej mobilne i niewielkie, dobrze żeby nie padło od tupnięcia, może ta formacja z psami i motorami z KDK ?
- naprawdę nie mam ogrania i nie umiem w to grać
- łódź robi z ludźmi dziwne rzeczy, przede wszystkim tam piątek trwa dwa dni i od razu zmienia się w niedzielę:P
- chciałbym się nauczyć kiedyś w to grać, ale już chyba za późno
- fajnie było by to powtórzyć ale może bez figurek, bo to jak z wędkowaniem, wędka to tylko dodatek do flaszki :D

tak czy siak z tego miejsca chciałbym pozdrowić wszystkich z którymi grałem i nie, organizatorów że to ogarnęli. i w ogóle powiedzieć że było super i zachęcić ludzi do ruszania tyłka poza granicę administracyjne miasta :P

jak o czymś zapomniałem, to nie ze złośliwości tylko naprawdę na moment pisania zapomniałem :D

wtorek, 13 czerwca 2017

Flames of War V4

Cześć

W piąteczek odbyłem pierwszą rozgrywkę w czwartą (najnowszą) edycję flames of war (drugowojennej gry bitewnej). Nie żebym był jakimś weteranem trzeciej czy drugiej ale conieco pograłem wcześniej.
W druga grałem raz czy dwa razy w życiu, ho ho ho, jeszcze za czasów ogryna, na wyciętych kwadracikach, przeciwko Afrika Korps. W trzecią trochę więcej razy, ale tylko z jednym partnerem (chociaż dobrze że armia amerykańska a nie mirror Niemcy na Niemców :P) ale i tak głównie szlachtowaliśmy się starterem, więc bez samolotów, zwiadu itp, raz tylko zagrałem z artą :P
Teraz bym chciał rozwinąć skrzydła.

Graliśmy na 1650 pkt, na późnym okresie wojny (44-45)
moja rozpiska:

SS Wiking Panzergrenadierkampfgruppe
fearless / trained (z podręcznika grey wolf - axis forces on eastern front)

HQ:
company command - panzerfaust
2 x Panzerschreck team

combat platoons:

panzergrenadier platoon
3 MG squads + command panzerfaust team

panzergrenadier platoon
2 MG squads + command panzerfaust team

panzer platoon
4 x StuG G

SS anti tank support
3 x 7.5cm PaK 40

support:

panzer platoon
4 x Panther G

rocket launcher section
3 x 15cm NW41 


Rozpiska przeciwnika podobna, też Niemcy w końcu :P
tylko że wystawił się jak Wehrmacht, i miał odwrotne staty że tak powiem bo 
Confident/ Veteran.
miał trzy oddziały piechoty, taki sam 4 osobowy oddział StuGów, 2 PaKi i 3 Tygryski .





Nie będę po kolei opisywał wszystkich tur, bo to i tak była taka bitwa żeby się wspólnie nauczyć grać w nową edycję i poogarniać co i jak. 
Pamiętam tylko że graliśmy zdecydowanie za dużo tur :P hehehe 

Natomiast, mimo na początku (w 1wszej turze) zgarnięcia ostrzału na swoje StuGi które się poskładały (został 1) i już poczułem smród swojego kału (wybaczcie, to taka metafora z World of Tanks, za długo w to grałem) że już koniec, nie mam szans, i tylko przegrana. 
Tak powiem, sytuacja na polu bitwy tak się ukształtowała że walka była wyrównana do ostatniej tury, nikt nie wygrał więc obaj przegraliśmy (to założenie mi się podoba) 
więc było różnie, 
a to jego piechota próbowała szturmować moją okopaną w lesie i nie do końca jej się udało.
A to samotny StuG zemścił się za kolegów, karając jego StuGi i piechotę. 
A to jego piechota wzięła szturmem moje pantery, a to moje wyrzutnie rakiet kąsały dość boleśnie (swoją drogą arta robi robotę, mimo że zapomniałem że jak wybrałem Duńczyków to mam +1 do rzutu na wcelowanie ostrzału, ale z drugiej strony jak miałem już tylko dwie wyrzutnie to musiałem przerzucać udane zranienia, więc jakby, kwestia ogrania i pamiętania).

Przeciwnik Tygrysami szedł jak burza, inna sprawa że ciężko było mi trafić w jego weteranów, rzuty miał dobre na testy pancerza, a im sam tygrys nie mogę powiedzieć żeby był aż tak bardzo papierowy, no i faktycznie do szturmowania piechoty nadaje się świetnie (no do stania i strzelania z daleka chyba niekoniecznie, bo koszt punktowy sprawia że to trochę mało opłacalna zabawa)
Tak czy siak grało się fajnie i miło i na pewno jak uzyskam wsparcie moździerzy to powtórzę zabawę :D



Co do edycji :

Na plus  +
Rozkazy, dla mnie super sprawa, przekminy z nimi naprawdę wzbogacają grę, problem w tym że jak nie uda mi się go rzucić co cały misterny plan w pizdu  (pantery który ani razu przez całą gre nie zrobił blitz move -_- ) dlatego rzucać rozkaz czy nie rzucać  ?

morale i bycie w "pozytywnym spirytusie" (in good spirit) nie jest wcale takie bolesne, wprawdzie miałem kompanię Fearless, ale jakoś mnie to nie bolało bardzo, a to pojedyńczy StuG uciekł w końcu (nie tak zupełnie nic nie robiąc wcześniej, jak wspomniałem) a to coś. 

Okej, pod koniec gry 2 drużyny piechoty stojące na znaczniku który spokojnie mógłbym zając nagle stwierdziły że to nie jest ich dzień, niby słabo. ALE musimy pamiętać że przeciwnik robi to samo, więc oliwa sprawiedliwa. powiedzmy. Tak czy siak, przy pierwszej grze aż tak bardzo mnie nie bolało to wszystko.

Co na minus - ?
Uproszczenie zasad nacji, no to jest większy minus, od Niemieckich Asów Pancernych po zabranie Kampfguppe, no tego mi szkoda 

plus niektórych innych drobnych myczków, o których w momencie pisania nie pamiętam ale wiem że gdzieś tam drobny żal przemknął że już ich nie ma.
 

Ale na moje laickie oko reszta niewiele się zmieniła, a rozgrywka się jakby przyspieszyła nieznacznie a zasady są dużo bardziej przejrzyste i klarowne, choć ich rdzeń został niezmieniony.
 

Nie mogę się doczekać nowych i świeżutkich podręczników pisanych pod nową edycję do Late War :3  

wtorek, 6 czerwca 2017

DORK IMPERIUM

Cześc
sorry że mimo zapewnień i obiecanek długo nie pisałem ale nie było mnie w kraju (dziura na pomorzu zachodnim to jak nie Europa :P ) a potem jak wróciłem to był syndrom, jutro, a jutro mówiłem, a to jutro napiszę dzisiaj nie mam czasu/energii/ochoty, a jutro jutra też nie miałem..
i tak dalej.

Ale do rzeczy
Dzisiaj będzie rzut okiem (od strony modelarskiej) na nowy starter do NOWEGO ® WARHAMMERA 40.000. 8 edycja czyli derp millenium i jak napisali na pudełko to jest ostateczny starter (brzmi tak jakby nigdy już nie mieli zrobić nowego :( )
uwaga będzie pic heavy

Jak widać mamy dwie strony konfliktu, nowych marines 2.0 zwanych dalej primarines bądź turbomarines (czy jak sigmaryci są zerżnięci od marines a nowi marines są zerżnięci od sigmarytów to już podpada pod incepcję ? ) i death guard którzy niczym thousand sons niedawno stali się odrębną armią.

najpierw turbomarines.

https://17890-presscdn-0-51-pagely.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2017/05/Intercessor1.jpg

https://17890-presscdn-0-51-pagely.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2017/05/Intercessor2.jpg

sierżant z pierwszego zdjęcie ma minę jakby chciał pierdnac ale bał się że pójdzie z kleksem i cały power armour do mycia.
a propos pancerza.
Nowy wzór to MK X. (a co do cholery stało się z IX tką ? ) o nazwie "tacticus" armour. serio ? tacticus ? ja rozumiem że wysoki gotyk i te sprawy ale to już brzmi żałośnie. Może jeszcze "tacticus squadus"

Nie ma sensu się nad nimi rozpisywać bo wyglądają (już któryś raz GW tak robi) jakby zrzynało od samej siebie. Jakby jakaś firma krzak chciała robić podróbki space maheenz ale musiałą obejśc prawa autorskie, pozmieniać kształt rzeźby i sprzedawać ich jako space knights. lol.

no i szef szefów czyli kapitan in gravis armour (czyli wcale nie terminatorce)

https://17890-presscdn-0-51-pagely.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2017/05/Captain1.jpg

ja rozumiem że ma wysoki stan ale teraz chyba trochę przesadzili, jak mu tam napada to się utopi :P
i w ogóle wygląda jak konwersja w klimacie

no i totalna petarda modelarska #ironia

https://17890-presscdn-0-51-pagely.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2017/05/Inceptor1.jpg

to jest tak brzydkie że nawet nie potrafię nic napisać, broń wyglądająca jak taker, butki ukradzone z centurionów, w ogóle po chuj takie butki przy lataniu ? plecaki śmierdzące xeno technologią i te nowe latające podstawki przypominają mi tylko "nowe krasie"
0/10
wypala oczy

Plagusi:

https://17890-presscdn-0-51-pagely.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2017/05/PlaugueGuard1.jpg

Zacznijmy od tego że malowanie słabe, podkreśla jeszcze bardziej komiksowość modelu ( a to jak u dziewczyn, te z dużym biustem go chowają a te z małym wypychają, a przecież każde piersi są piękne (grunt żeby były kobiece !) no ale wiecie o co chodzi.
Do tego te modele w ogóle się nie umywają do starych metalowych plague marines, no zobaczcie sami !! :   https://www.games-workshop.com/en-EU/Chaos-Space-Marines-Plague-Marines?_requestid=4042114
zupełnie inny klimat ! już nie mówiąc o Forge Worldowych, które to w ogóle klimatem rozkurwiają cycki. No śmierć, zaraza, zapomnienie, rozpacz i wieczne cierpienie, które to w swoim agonalnym szaleństwie daje nam chorobliwą radośc.
a tutaj ?
zgnilizna zastąpiona przez macki rodem z tentacle porn, a macki jak wiemy w tym uniwersum są zarezerwowane TYLKO dla Tzeentcha i Tyranidów. 
Do tego Leśne poroża i brak detali z prawdziwego zdarzenia, bo detal jest siermiężny i wielkości pięści/głowy.

chociaż sami plague marines, jeszcze jeszcze, ale kultyści i ich szefowie to już w ogóle klapa :/

https://17890-presscdn-0-51-pagely.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2017/05/Blightbringer1.jpg

Hej mała, fajnego mam dzwonka ?
Te kadzidła, dzwonki, rogi, czemu to musi być takie wielkie i toporne ? przypomina mi to detale z bractwa w WZR. jakby ktoś to po pijaku robił (no dobra, aż takie złe nie są :P )

https://17890-presscdn-0-51-pagely.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2017/05/Plaguecaster1.jpg

Hit sezonu, sorcerer of nurgle który nie jest sorcerer`em bo to przecież malignant plaguecaster (złośliwy sprowadzacz dżumy :P ? )
głowa noworodka,
rzyg z ręki (choć to jest akurat w porządku)
i drewniany kostur wood elfów cały wypełniony breloczkami.

https://17890-presscdn-0-51-pagely.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2017/05/LordofContagion1.jpg

lord byłby nawet okej gdyby nie.. TO COŚ na plecach, serio, ktoś powie że to "detal" ? przecież to jest wielkie i niezgrabne jak stodoła.
no i topór z trzeba piłami tarczowymi na ostrzu, lans na dzielni.

https://17890-presscdn-0-51-pagely.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2017/05/Poxwalkers1.jpg

kultyści na których mi bardzo zależało ale są moim wielkim rozczarowaniem.
Ze wspomnianego klimatu żalu, rozpaczy i wiecznego cierpienia mamy wesoła szlamoludki które spokojnie nadawały by się jako sługuski eko zbrodniarzy z kapitana planety : http://www.sbs.com.au/comedy/sites/sbs.com.au.comedy/files/styles/body_image/public/captainplanetvillains.jpg?itok=YCpEU0eE&mtime=1471424097

serio ? uśmiechnięte mordki ? ja rozumiem że Nurgle jest na swój sposób wesołkowatym Bogiem, ale c`mon.
brak krost, czyraków, ropieni, rakowatych narośli, TRĄDU, gnijących i odpadających organów, wydętych od procesów gnilnych ciał, chorobligo odcienia martwej skóry, plam opadowych.

No dobra, przesadzam, jasne, krosty są, ale wyglądają dość dziwnie (ale wiem że to kwestia turbokomiksowego malowania)
za to dostaliśmny w gratisie poroża. kamienne mutacja niczym doomsday z supermana i dwa pęknięte brzuchy (które są spoko)
no i całą masę wesołych tańczących ciałek na pograniczu gnoblarów. A to w kitlu lekarskim a to w kombinezonie rodem z bajkowej elektrowni atomowej.

proste równanie, wpiszcie sobie w google obrazki NURGLE CULTISTS i zobaczcie pierwsza stronę wyników (nie wiem ile) i praktycznie KAŻDY będzie lepszy niż te stworki.
i to jest mój osobisty dramat bo jestem oddanym wyznawcą Pana Siedmiu Plag a kultyści i heretycy to już w ogóle mój zgnił sen. A tutaj takie coś ;_;
no nic, będę musiał konwertować, albo po prostu wziąć kultystów z DV i pomalować ich odpowiednio.

zresztą wystarczy popatrzeć po kramikach na forum że nurgle nie tylko mi się nie podoba w tych modelach, ten set w ogóle nie schodzi :P

jest jeszcze Bloat Drone ale jest dość nijakim chamskim zerżnięciem od śliczniutkiej forge worldowej Blight Drone więc nawet o niej nie wspomne.


Od siebie na zakończenie dodam że bardzo możliwe że fajniej pomalowane (ale już na litość Imperatora nie komiksowo!) modele zmienią trochę mój odbiór.
Podobnie było z Grey Knightami w plastiku, jak ich zobaczyłem na stronie GW to stwierdziłem że paskudni i stary metal lepszy, po zobaczeniu ich pomalowanych na naprawdę pro poziom z całym TMM zmieniłem trochę zdanie, znaczy stare dalej ładniejsze, ale plastiki już nie są takie złe, z oceny dopuszczający awansowały na dostateczny + / dobry na szynach. Szału nie ma ale są okej, jak mówię.
Mam nadzieję że te też się takie staną.

Ale ogólnie nie do końca podoba mi się ta komiksowa stylistyka (pomijając malowanie już), toporne detale, w większości mocno bezsensowne, a do tego wielkości głowy bądź pięści (więc ja nie wiem czy mogę to nazwać prawdziwym detalem) a dla odmiany gładziutka praktycznie i nie skorodowana zbroja (poza kamiennymi i rogatymi naroślami) dobrym przykładem jest forge worldowa blight drone która ma fajnie wyniszczony pancerz :)
naprawdę momentami sam nie wiem co mam o tym myśleć.

Nie zrozumcie mnie źle, ja BARDZO CHCĘ żeby te modele mi się podobały, zaklinam rzeczywistość, zamykam oczy i wmawiam sobie że są ładne, ale potem otwieram i znowu czar pryska, nawet sobie na taśmie nagrałem że nowe modele są ładne i słucham jak zasypiam. no i nic.

To jak z dziewczyną z którą super się dogadujesz, słuchasz tej samej muzyki, lubicie to samo, nie wiem ona też gra w te twoje śmieszne gry i naprawdę się w to wkręca, no ale wygląda tak że Ci nie staje zupełnie :/ więc nic z tego nie będzie...
tak samo z tymi modelami, potencjalnie wszystko jest super,
ale

just no