środa, 9 lipca 2014

Kuzynostwo, muchy i parasol w dupie

Takie oto słowa są najlepszym wprowadzeniem do recenzji filmu Michael Kohlhasa.
Ekranizacji XVIII powieści von Kleista było w sumie kilka ( nie wiem czy wszystkie tam samo udane, ale ponoć z jednej udało się zrobić western. GJ ! ) Mowa o wersji w reżyserii Arnauda des Pallieres.
Co na początek ? krótki zarys fabuły. Film traktuje o handlarzu końmi który nagle wracając do domu z końmi musi zapłacić myto, bo tak, bo tak się baronowi podoba. Zostawia w zastaw dwa konie i sługę żeby się nimi opiekował. Po powrocie i uiszczeniu opłaty konie zastaje w straszliwym stanie a sługę w chyba jeszcze gorszym. No i "Miśael" teraz wprowadza nas w film ' dramat sądowy " z serii okruchy życia na tvp 2 i sądzi się z baronem. nie trwa to długo bo baron jasno daje mu do zrozumienia żeby wypierdalał. Michael jednak nie daje sobie w kasze dmuchać i niczym linda " w imię zasad skurwesynu" wypowiada mu małą wojenkę. trochę rzezi a kończy się jak zwykle, czapą.
Ale sprawiedliwość zatriumfowała !
Pierwsze co rzuca się w oczy to niesamowita surowość tego filmu, niczym sushi, niczym tatar, niczym Chogorisiańscy jeźdźcy białych blizn. no po prostu jesień średniowiecza aż kapie z ekranu.
Jest mrocznie, klimatycznie, mgła, pożółkłe liście, skałki, błoto. Najbardziej Warhammerowy film ostatnich lat ( mowa o młotku fantasy nie 40k niestety :P ) Pod względem plastycznie wizualnym geniusz, miałem artystyczny orgazm. No tak sobie właśnie wyobrażałem ekranizację wiedźmina ! a Mikkelsen jest i tak lepszym Geraltem niż żebrowski ( mimo że grął kogo innego lol )
No ale od razu rzuca się drugu element filmu --> niesamowite dłużyzny ! uwaga, przeklnę KURWA !
To się ciągnie i ciągnie a reżyser teledysków do MTV od takich niekończących się ujęć to dostał by chyba zapaści. jeden z najbardziej rozciągniętych filmów jakie widziałem, akcja dzieje się z prędkością 15 km na godzinę i widziałem dokumenty o kwiatach szybsze niż ten film ! Najśmieszniejsze że potem są sceny kaźni i siekaniny, ale wiecie co ? to nie sprawia że film jest bardziej żwawy ! dalej wszystko, cała akcja ciągnie się jak w smole, jakby to skrócili, wycieli parę nic zupełnie nie wnoszących scen było by spoko. No bo Majkel wjeżdża do osady.. jedzie.. pokazane niebo..majkel dalej wjeżdża.. córka na niego patrzy.. zauwazyłą go.. on dalej wjeżdża.. znowu ujecie nieba.. powoli schodzi z konia.. to trwało 5 minut..a ty już z frustracji prześcieradło dupą wciągnąłeś!
Cały film to taki Dogtooth wersja francuska ( jeśli ktoś oglądał film kieł to załapie :P )
Kolejny aspekt: dźwięk i muzyka
Przez połowę filmu słychać tylko bzyczenie much a przez drugą połowę jakieś z dupy piszczałki.
Koniec, właśnie streściłem całą oprawę audio filmu.
Serio, te muchy są tak przytłaczające że aktorzy muszę je przekrzykiwać ! i o ile spoko że słychac bzyczenie w stajni, wowo, fajnie, taki realizm..nie przeszkadza mi zę słychać je na polu.. ale w domu ? w pałacu ? w lesie ? w wannie ? wszędzie non stop bzyczą muchy.
Śmialiśmy się że reżyser rozmawia z producentem:
ile chce Michael Kamen na soundtrack ?
400 tysięcy.
a koleś od much ?
120 tysi.
dawaj go tu...
 i że niby taka indie orkiestra, wszyscy w dredach i kolczykach, jeden ma bębenki jakieś, jeden ma piszczałki a jeden ma słoik z muchami który czasem lekko odkręca i podsuwa do mikrofonu, tak w studiu to nagrywali.
Potem te piszczałki nie są lepszę, muchy nagle cichną i juz w stajni ich nawet nie słychać, za to piszczałki są wszędzie, i to tak od czapy momentami.
Gra aktorska i aktorzy:
tutaj za bardzo przyczepić się nie mam czego bo jest dobrze poza samym Mikkelsenem który gry aktorskiej uczył się troszkę od greków ( znowu aluzja do filmu kieł :P ) a trochę w muzeum figur woskowych. ja rozumiem że ma ryja pokrzywionego jak Goldie Hawn, nie wiem tylko czy to botoks czy muchy  i może ciężko mu się uśmiechnąć, ale przypominają mi się miny z zoolandera :P
w ogóle się prawie nie odzywa, ma mimikę na poziomie maski pośmiertnej i tylko patrzy w dal. jasne bad ass factor +2 no ale cały film tak ? litości.
A jak już się pojawiały jakieś dłuższe wypowiedzi / dialogi były tak z dupy że masakra. Przemówienie księdza było tak kretyńskie jak zakończenie HL2 ( time, mr. freeman ? .. ) nic z niego nie wynikało a w połowię zaczął się sam gubić w sensie wypowiedzi. japierdole.jpg.
Kolejna sprawa którą chciałbym poruszyć to ryje na ekranie. wszyscy są tak brzydcy i pokrzywieni że aż oczy bolą. Kuzynostwo dlatego że pewnie tacy się urodzili bo są bardzo blisko spokrewnienie mieszkali na jednej wsi i się krzyżowali, o ile u barona rozumiem, to chłopstwo nie ograniczone wymogiem szlachetnej krwi w zaślubinach, wydaje się mieć więcej świeżych genów, no ale może oni krzyżują się z burakami które same hodują, no ryje masakra. ja wiem że to nie brazylijska telenowela żeby wszyscy byli piękni i bogaci no ale.. znaczy to dla mnie jest w sumie plus, duży plus do realizmu, takie kuzynostwo z ryja.
Ostatnie co muszę powiedzieć to samo zakończenie, znaczy ogólnie spoko, ale byłem już tak wymęczony tym filmem że musiałem jakoś odreagować.

- uwaga spoiler -

Michael Kohlhaasa siedzi w celi, zamknęli go i czeka na wyrok, rozmawia z przyjacielem i mówi do niego z ta swoją kamienną miną ala wojownik z okładki płyty doom viking metalowej a figura woskowa : wiem co mi będą robić, nie będą mnie wieszać ani nie obedrą ze skóry, nie będą mnie też łamać kołem. .. najgorsza jest świadomość.. ( wzdycha, łza spływa mu po policzku ) a ja dodaje od siebie " otworzą mi parasol w dupie"  ( wzdycha i obraca wzrok hen daleko przez okno )
ja wiem że to wydaje się głupie, ale to był żart chwili, w tamtym momencie była to najśmieszniejsza rzecz na świecie, takie zderzenie tego męczącego już trochę patosu ( albo bardziej sztucznej wyniosłości ) z niskim żartem. i potem jak go tam szykowali na ten szafot to wyobrażałem sobie że kat ma stojak na parasole obok i rozgrzane cęgi ( jako narzędzia mordu ) i tylko go pyta, czarna parasolka, damska składana czy dziecięca w konie ? - w konie.. odpowiada Kohlhaasa.
i że niby przed wsią jako przestroga powbijają parasolki w ziemię..
no żart jeszcze kilka godzin się mnie trzymał.


ale podsumowując.
Na plus:
- oprawa wizualna filmu, przejmująco realistyczny i surowy klimat, no zupełnie jakbym ja tam był w tym lesie, górach czy czymkolwiek, hiperrealistyczne zimno i brud.realizm w postaciach ( kuzynostwo. przypisek korektora )
- fabuła, ogólnie była dobra, takie dążenie za wszelką cene do sprawiedliwości, którę no trochę wyszło nie do konca jak sobie życzyłeś. Znaczy dla mnie ten Kohlhaasa trochę zjebał, trzeba było siedzieć cicho i nie podskakiwać baronowi, bo sam może hajs miał ale szlachetnie urodzony to nie był. Czyli jak miał hajs mógł już mu podarowac te dwa konie. no i baron zażądał myta za przejazd przez most..to nie mógł kurwa jechać na około ? d`oh ! dla mnie to było oczywiste. a tak dostał czapę. No ale ponoć to na faktach historycznych, więc się nie czepiam tak bardzo, jakiś konflikt lokalnego patrycjusza z baronem. Typowe.
- parasol

minusy:
- muchy
- mówią po francusku
- dramatycznie bolesne dłużyzny
- Mikkelsen, ( no kurwa jakoś w bondzie dawał radę ale tutaj troszkę mnie wkurwiał.. no troszkę.. ale jednak.. taki zupełnie oderwany od rzeczywistości bufon bez mimiki :P)


ogólnie dobry film, ale nie porwał. dałbym mu 6 ma 10 ale za warhammerową surowość daje mu 6.66 !

tu macie trailer żeby nie było:
koeljny pościk pewnie na łikend.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza