piątek, 10 lutego 2017

Wybuchające Koty

Cześć
Zaraz po partyjce w Ssythe miałem okazję pograć w karciankę EXPLODING KITTENS. Czyli grę która uzbierała najwięcej siana w historii kickstartera (prawie 9 MILIONÓW MARTWYCH PREZYDENTÓW ! ) i miała najwięcej osób wspierających.
Oczywiście rozhajpowana po sam sufit ironicznymi brodaczami w rurkach którzy "stając w poprzek mainstreamu" ocierają się o "sztukę"  i... zresztą kurwa sam nie wiem do końca jakim sposobem taka gra (chociaż gra to trochę za dużo powiedziane) zebrała tkai hajs.
No ale do rzeczy,
gra jest naprawdę prosta do nauki, w zasadzie nawet po pijaku da się załapać, całość instrukcji to 4 może 5 obrazków i już, wiesz jak grać.
Polega na tym żeby ze stosu kart z której każdy co turę ciągnie nie pociągnąć eksplodującego kota, a można to robić na różne sposoby, każąc innemu ciągnąć, omijając kolejkę, rzucając "counterspelle" (tutaj zwane NOPE) albo używając kart defuse.
już, koniec, o nic więcej nie chodzi.
Całość jest turbo losowa, bo jak się okaże że kociak jest na samym wierzchu talii to sorry, papa (bazowo nie masz żadnej karty defuse) i tyle, pograne.
Całość jest szybsza niż mój sex (nie sądziłem że to kiedyś napiszę:P)

Więc szybka, łatwa w nauczeniu i jeszcze łatwiejsza w graniu gra do której można zachęcić normików (ale czy to plus?)

No więc co jest nie tak ?

Żenujące poczucie humoru.
Jakbym był w gimbazie to bym po prostu śmiał się do rozpuku, bo wtedy pierdy, kupa i brudne gacie były szczytem wysublimowania.
Ale teraz autentycznie byłem zażenowany, tak jak czasami oglądacie jakąś durną komedię i bohater robi coś tak turbo słabego że wy palicie się ze wstydu za niego i oglądacie to z za kanapy, że może wtedy jakby mniej się liczy.
No to momentami podchodziło pod ten poziom.
Sam klimat ilustracji tez był słaby, nie jestem jakimś niewiadomo kim że potrzebuję kreski co najmniej Simona Bisleya żeby być ukontentowany, ale niech obok chujowych rysunków coś stoi ! np. taki WILQ art są beznadziejne, ale ma niesamowicie fajne dialogi i świetne poczucie humoru, chociaż też przepełnione jak to stwierdzili chyba w PEGAZIE wysublimowanymi przekleństwami :P
Wracając do kociaków.
słabe arty, żenujące poczucie humoru, momentami bezcelowość gry
jak już masz grać w coś na imprezie to impka lepsza w każdym wypadku, poza jednym, jak nie ma dziewczyn to grajcie w alko chińczyka, zawsze to będzie lepsze od kociaków.
niby spoko, niby można porzucać kartami ale zanim to się naprawdę zacznie, zanim się wkręce to już się skończyło. wtedy jak grałem wydawało mi się całkiem całkiem (aczkolwiek świadom błędów) machałem tymi kartami, ale tylko dlatego że byłem w fajnym towarzystwie i nawet jakbyśmy zbierali truskawki na plantacji to razem (tfu, kurwa RAZEM złe słowo :/ ) wspólnie było by bardzo fajnie.
Dopóki chyba tydzień czy dwa wcześniej nie zagrałem w pchełki, no i to był pinądz! kapitalna gra. po prostu taka prosta a taka zajebista, rozkurwia kociaki jak porono rozpa eldarów funowych CSM :P
pchełki - kociaki 10-0

grobe odradza.
chyba że masz kręcone wąsy i chcesz się pochwalić kolegom w rurkach :P

a.. jedna fajna rzecz, jak zapomnisz swoją kolejkę to ubierasz stożek wstydu na szyję ( taka ochrona jak zwierzaki mają po powrocie od weterynarza żeby się nie drapały i lizały:P ) i siedzisz w takim stożku na szyi z napisem SHAME :P  to było ciekawe

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza