poniedziałek, 16 lutego 2015

BRAMY PIEKIEŁ



Cześć 
Wprawdzie ostatnio jestem trochę chory (wiem wiem weltschmerz to nie choroba) i trochę mało piszę, ale taki los jednoosobowych projektów blogowych :P Ale na pocieszenie dzisiaj  wrzucam fabularną otoczkę do nadchodzącej kampanii KILL TEAM, zostałem poproszony o prowadzenie jej na podstawie band zgłoszonych gracz. Pamiętacie moją poprzednią kampanię ?(pożegnalną z Ved wh40k ? "nim nastanie koniec") Postanowiłem wpleść jej elementy w ten scenariusz ;) Nic wielkiego ale mam nadzieję że miło się wam będzie czytać no i najważniejsze że kampania będzie fajna.



BRAMY PIEKIEŁ

„Kiedy patrzysz w Oko Terroru, pamiętaj że ono również patrzy na Ciebie”
Inkiwzytor Pazvantec


Planeta Stygies VII wynurzyła się ze szczeliny w rzeczywistości, potężnej nieustającej zawieruchy spaczniowej nazwanej Burzą Gniewu Imperatora. Znajdującą się między segmentum Ultima a segmentum Obscurus.
Planeta zniknęła z Imperialnych map i stracono z nią jakąkolwiek łączność około 300 lat temu.
Był to silny cios dla Imperialnego przemysłu ponieważ planeta była głównym producentem zbrojeniowym (Leman Russ wzór Stygies) Na szczęście wiele sprzętu, jak i ludzi udało się ewakuować na pobliskie Voss, Mackan i Rhane. Niestety sama planeta padła ofiarą demonicznej inwazji tak potężnej że nawet sprzymierzone siły wielu zakonów Kosmicznych Marines w tym Szarych Rycerzy nie potrafili odeprzeć inwazji. Hordy piekieł nieustanie wlewały się do cielesnej rzeczywistości, a wyrwa w materialnym świecie była tak ogromna że poczęła przyciągać całą planetę, to była tylko kwestia dni kiedy cała zniknie w odmętach immaterium. Wszystko to za sprawą potężnegto artefaktu: Bram Żądź Księcia Netzacha. Których dokładnego działania nikt nie zna może poza najwyższymi dowódcami piekielnych zastępów, jednak na pewno umożliwiają stabilne połączenie między światem materialnym a wymiarem chaosu, ale da się je uruchomić tylko dzięki ogromnej hekatombie.
Teraz powróciła na nowo. W zupełnie innym miejscu, jednak wszystkie miary i dane zdają się potwierdzać że jest to właśnie Stygies VII. Chociaż zmienione nie do poznania. z lodowatego świata kuźni stała się morderczym światem porośniętym gęstą nienaturalną dżunglą. Nie jest nawet choćby w ułamku tak przewidywalna i dająca się okiełznać jak najbardziej znany świat śmierci Catachan. Stygies to kryształowa lasy, łąki porośnięte ludzkimi kośćmi. To dżungla Pełna mięsożernych roślin, pnączy z ludzkich tkanek , wodospadów krwi i bagien rozpaczy,  zamieszkałych przez rzesze demonicznych istot. Jednak stolica planetarna, największe miasto na planecie i największe ludzkie skupisko przetrwało. Miasto Kalak Patra nie zostało porośnięte dżunglą, jego ruiny są zadziwiająco spokojne i ciche w kontraście do pełnej krzyków i jęków chaotycznej dżungli. W zasadzie wygląda jakby walki dopiero co ucichły, jeszcze gdzieniegdzie tlą się dogasające pożary a zastygłe ciała obrońców sprawiają wrażenie jakby przed chwilą jeszcze z pieśnią Eklezji na ustach stawiali opór najeźdźcom. 

Ale samo serce miasta zostało doszczętnie zniszczone, a może nie wróciło z powrotem ?
Na jego miejscu znalazła się wyjałowiona pustynia, bez śladów życia, gołe skały i tajemnicze ruiny. Co kryją ? Nie wiadomo. Jednak w tym miejscu pozostałość po najeźdźcach jest najsilniejsza. Nikt normalny nie zapuści się na ta planetę a już na pewno ktoś kto chce pozostać przy zdrowych zmysłach nie wkroczy na teren tej martwej równiny. Łuki Mrocznych energii trzaskają pomiędzy starożytnymi wieżami i opuszczonymi piramidami których na tej planecie nigdy nie było. A może były zanim pojawił się człowiek, może są to pozostałości po innej obcej cywilizacji które dopiero teraz ujrzały światło dzienne? A może to zwyrodnienie, toksyczna narośl na powierzchni planety tak samo jak dżungla która swoje pochodzenie może przypisać Mrocznym Potęgom ? Czy aby na pewno te ruiny są opuszczone ? Jakie tajemnice kryją ?

Pierwsi planetą zaczęli interesować się Eldarzy z niewielkiego światostatu Tan`ea. Podejrzewając że pojawienie się tej planety może nieść ze sobą katastrofalne konsekwencję dla całej galaktyki. Wysłali na jej powierzchnie niewielką grupę mającą zbadać teren. Sami jednak będący zbyt mało liczebni i słabi by w razie zagorżenia ze strony demonów stawić im samotnie czoła. Oddtajnili swoje węzły komunikacyjne i emitowali je w taki sposbób żeby zwabić siły Imperium.  Jednak ich poczyzniania okazały się zbędę bo o tak wielkim wydarzneiu jak pojawienie się planety rodem z największych koszmarów Imperium dowiedziało się natychmiast. Nasjbliższym temu wydarzeniu był wracający na Tytana niewielki oddział Szarych Rycerzy który rozsyłając telepatycznie informację o wsparcie zmienił cel lotu na Stygies VII,  pierwsze usłyszały wezwanie Siostry Eklezji, wprawdzie większość z nich to siostry szpitalniczki z bazy sanitarnej Esteban, ale 18 zakonnic było pod bronią i bez wachania zostawiając tylko 2 z siostry do ochrony hospicjum wyruszyły niewielkim lądownikiem w ślad za Szarymi Rycerzami.
Niedługo potem na planetę zaczęły ściągać niewielkie grupki zdrajców i renegatów, Mutanci odszczepieńcy, innowiercy i wyznawcy chaosu w każdej postaci potraktowali planetę jako Mekkę, pielgrzymując licznie każdy z przywódców tych band myślał że to właśnie w jego ręce wpadą artefakty chaosu które jak im się zdawało muszą być na takiej planecie. A jeśli nawet nie to wszyscy z nich, na swój własny sposób wierzyli że docierając do samego środka pustyni spotka ich błogosławieństwo ich Mrocznego Patrona. A nie ma takiej ceny którą ludzie nie byli by w stanie zapłacić za nieśmiertelność.

Jednym z tych pirackich dowódców był Elochim, który teraz przewodził bandzie Tyranów Okrucieństwa. I tylko najbardziej wtajemniczeni z Synów Liona wiedzieli że Elochim jest jednym z upadłych, tym który podniósł rękę na Imperium. Chcąc pozostać niezauważonym, Mroczne Anioły wysłały niewielki myśliwiec z kilkuosobową grupą uderzeniową najlepszych weteranów w zakonie których celem jest zakraść się i pojmać Elochima. Mają działaś dywersyjnie, w razie czego dzięki łączności telepatycznej sprowadzą pomoc Skrzydła Śmierci.
Planeta wynurzyła się z dzikiej i nieustającej burzy spaczniowej ale zaraz za nią niczym ślad za statkiem na wodzie pojawiła się Wojna. Konflikt na południowych rubieżach galaktyki, niedaleko świata Jakart opanowanego przez zielonoskórych. Ogromne siły zostały zaprzęgnięte do tej wyniszczającej wojny. Niczym młynek do mięsa, machina wojenna trawiła każdego i zostawiała tylko ciała. Każdy myślał że to właśnie on wyjdzie z tych działań zwycięsko. Myśleli o tym zarówno kapitanowie kosmicznych marines, Orczy watażkowie, Eldarscy prorocy czy Piraccy władcy ich zdeprawowanych braci. Tytaniczny upór Astartes z zakonu Karmazynowych Pięści i Czarnych Templariuszy ze Stalowej Krucjaty osiągnął sukces. Orczy klan Złych Ksienżycy a w zasadzie jego niedobitki odleciały z planety na pokładzie gargantuicznego kosmicznego wraku zacumowanego w dokach planetarnych Jakart. Mroczni Eldarzy wiedząc że nie uda im się zdobyć już żadnych łupów z tak ogarniętej wojną planety również chcieli się odłączyć od walki, jednak nie pozwalali im na to Eldarzy z grupy uderzeniowej światostatku Destus mszczący się za ich wcześniejszy atak i wymordowanie populacji dziewiczego świata Eldarów. Czarni Templariusze i Karmazynowe Pięści wysłały kapsuły abordażowe ze swoich Promów które przedzierając się w głąb statku orków miały uszkodzić jego napęd i nie dopuścić do skoku w nadprzestrzeń. Jednak opór orków był większy niż zakładali i nie udało im się tego dokonać przed czasem. A Orkowie dzięki mocy psionicznej dziwolongów przenieśli się do immaterium chcąc zgubić atakujących i odlecieć gdzie indzie gdzie też będzie "dobra bitka" Lekkie gwiezdne dżonki mrocznych Eldarów nie miały szans w otwartym starciu z ciężkimi fregatami marynarki imperialnej i krążownikom uderzeniowym Astartes. Postanowiły schronić się w dokach kosmicznego molocha, wielkiego wraku używanego przez Orków do transportu. Wiedzieli jednak że Orkowie zajmują może jedną setną korytarzy wraku i bezpiecznie uciekną w 'brzuchu olbrzyma' w każdym razie na pewien czas na pewno będą bardziej bezpieczi przez wrogim ostrzałem. Ale Dzieci Asuryana ogarnięte płomieniami zemsty podsycanymi przez gniew Khainea nie odpuścił i śladem Piratów pokierowały swoje małe i zwinne statki do hangarów kosmicznego wraku.
Faktycznie Orkowie zajmowali tylko niewielką część przepastnych sal i korytarzy. W jego najgłębszych zakamarkach czekał inny wróg. uśpiony, czekał na okazję żeby się wybudzić. Patriarcha Genokradów poczuł krew. I otworzył swoje gadzie oczy.
Kosmiczny Wrak gdy tylko pojawił się w wymiarze chaosu został zaatakowany przez mieszkańców tej potwornej krainy, błyskawice opalizującego ognia, ogromne macki, płonące paszcze formujące się z chmur, wszystko to starało się wgryźć w pancerz statku który nie posiadał pola Gellara i w żaden sposób nie był chroniony przez atakami z zewnątrz. Ogromny wrak był wyjątkowo wytrzymały, całe setki lat piętrzących się warstw adamantium i plastali, dziesiątki innych pojazdów, statków i stacji orbitalnych, sprawiły że nawet demony miały problem z dostaniem się do środka. Ale poważnie zniszczyły poszycie kolosa do którego zaczęła wlewać się energia ze spaczni. Jednak kiedy już prawie się udało, kiedy kosmicznie marines byli na mostku kapitańskim, kiedy demony prawie dostały się do statku, kiedy Eldarski Autarcha sięgał mieczem pirackiego kapitana. Statek wynurzył się ze spaczni i zderzył się z planetą Stygies VII.
Południowo zachodni kontynent planety pod wpływem takiej siły zatonął, a jego miejsce zajęły splątane masy stalowych poszyć statków i korytarzy. Katastrofę udało przeżyć się nielicznym. kilkudziesięciu orków. i garstka Kosmicznych Marines, jednak przeżyli tylko ci Astartes którzy osłaniali drogę ucieczki do kapsuł desantowych, nikt z będących na mostku wojowników ludzkości nie przetrwał.
Orkowie po stwierdzeniu że ich herszt nie przeżył katastrofy szybko zaczęli bić się między sobą i walczyć o władzę. I tak wierni poległemu przywódcy opowiedzieli się po jednej stronie a pozostali którym zależało na przejęciu władzy, a byli w mniejszości po nierozstrzygniętej potyczce uciekli do dżungli.
Eldarzy dzięki temu że znajdowali się w hangarach w innej części statku mieli się lepiej. to jego przód przyjął całe uderzenie, jednak kolos złamał się na pół, i rozdzielił walczących, Gdzie Eldarzy znaleźli się po dwóch stronach a Mroczni Eldarzy tylko po jednej stronie wraku która uderzyła o ziemie w zupełnie innym miejscu. Ci Eldarzy którzy mieli nieszczęście znaleźć się nie po "swojej" stronie wraku zostali szybko wyrżnięci przez piratów a ich głowy stanowią pierwsze trofeum na nowej drodze przemocy i okrucieństwa. Piracki Władca postanowił potraktować tą planetę niczym arenę gladiatorów Commoragh pobudzając przy tym wszystkie swoje zmysły, nareszcie nowi przeciwnicy i nowe cele, nareszcie prawdziwe wyzwanie.
W pewnym sensie ta planeta stałą się taką właśnie areną, gdzie niezależne siły starły się na śmierć i życie, każdy ze swoimi własnymi celami, ambicjami i przekonaniami, gdzie nikt nie ustąpi nawet na krok, nie podda się, bo uległość oznacza śmierć.
Na opanowanej przez demoniczne istoty planecie zetrą się niewielkie zgrupowania wielu frakcji, jednak każda z nich ma za plecami dużo potężniejsze siły które w każdej chwili mogą zstąpić na planetę.

1 komentarz:

  1. Literówek trochę jest, w kilku miejscach ciągi wyrazów gubią sens wypowiedzi :P

    OdpowiedzUsuń